REKLAMA

Sport

Pokora i ciężka praca

Opublikowano 02 marca 2019, autor: Jakub Kłyszejko

Z Piotrem Protasiewiczem porozmawialiśmy o Mauritiusie, Włochach, Szklarskiej Porębie, piłce nożnej i planach na nadchodzący sezon.

Akumulatory po urlopie naładowane?

– Chodziło mi przede wszystkim o spędzenie czasu z rodziną i wyczyszczenie głowy po treningach i ciężkim dla mnie okresie. Odpocząłem, zregenerowałem się i zaczynam najważniejszy okres przygotowań.

Mauritius pana zauroczył?

– Nie przykładam aż takiej wagi do miejsc. Wyboru dokonały dzieci. Wszystko było fajnie, poza wyczerpującą podróżą. Spędziliśmy tam osiem świetnych dni.

Stęsknił się już pan za motorem, czy jeszcze na to zbyt wcześnie?

– To jeszcze nie ten moment. Za oknem wciąż mamy niepewną pogodę. Myślę, że w pierwszym tygodniu marca zaczniemy tupać nogami i szukać miejsca, w którym będziemy mogli wykręcić kilka kółek. Idealny termin to 9-10 marca. Wtedy chciałbym już siedzieć na motorze.

W tym sezonie Falubaz tworzą same super nazwiska. To zagwarantuje sukces?

–  To się okaże (śmiech). Nie skupiam się na dywagacjach. Tor zweryfikuje wszystkie plany. Ja zachowałbym trochę dystansu do tych wszystkich zapowiedzi. Wiele aspektów złoży się na wynik. Patrzę na swoje przygotowania i team. Myślę, że będzie ok.

Byliście na obozie w Szklarskiej Porębie. To dobre miejsce na wypracowanie atmosfery w drużynie?

– Tak. Mieliśmy świetne warunki. Wszystko było profesjonalnie zorganizowane. Jeśli ktoś nie wykonał odpowiedniej pracy od listopada do stycznia, to ciężko będzie mu to nadrobić zaległości w kilka dni. Był to bardziej obóz integracyjny, ale połączony z ruchem, treningiem i wypoczynkiem. Było bardzo fajnie. Poznaliśmy się, spędziliśmy razem czas i powinniśmy wejść teraz w sezon jak sportowa rodzina.

W wolnym czasie lubi pan grać w piłkę. Nigdy nie korciło, aby spróbować swoich sił na dużym boisku?

– Gram ze swoją ekipą KP Zielona Góra. Byłem też z nimi kilka dni na obozie. Niestety, w sezonie nie mogę ryzykować. Gdy startuje liga, odpuszczam, żeby nie kusić losu. Jak za kilka lat skończę z żużlem będę grał częściej.

Będzie można pana jeszcze zobaczyć w zielonogórskiej lidze szóstek?

– Nie wiem czy nasza drużyna się zgłosi, bo gra też w koszykówkę i czasami ciężko wszystko pogodzić. Jeżeli wystartujemy, to czasami pobiegam za piłką. Jeśli nie, to pobiegam bez niej.

Jak będzie wyglądała dalsza część przygotowań do sezonu?

– Pod koniec lutego wylecę z synem na pięć dni do Włoch. On będzie testował, ja też coś pojeżdżę. Jeżeli dopisze pogoda, to wsiądę na crossa. Jeżeli nie, pojeżdżę po kartingach. Później już tylko motocykl żużlowy.

Czyli wszystko standardowo, jak co roku?

Tak. Piękne Włochy, 18 stopni, dobre espresso i jeszcze lepsze warunki torowe. Ciężki trening połączony z dozą przyjemności. Uwielbiam to!

Poprzedni sezon był dla was trudny. W ten wchodzicie z optymizmem?

– Czy ja wiem? Trudno przewidzieć. Zachowałbym duży spokój. Każdy przygotowuje się najlepiej jak potrafi. Mam nadzieję, że teraz będziemy walczyć o inne cele. Trzeba jednak pamiętać, że różne rzeczy mogą się zdarzyć. Nie zapominajmy o pokorze i ciężkiej pracy.

Napisz komentarz »