REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Śmierć na motorze

Opublikowano 23 marca 2019, autor: Patryk Świtek

Sylwester Krochmal (23 l.) jechał motorem do dziewczyny. Już się nie zobaczyli. Wypadł z drogi i zginął na drzewie.

Sylwester w środę (20.03.) odwiedził rodziców w Studzieńcu.

– Mówiłam mu, że już jest późno, żeby spał u nas, ale on chciał wracać do dziewczyny. Mówił, że Patrycja będzie na niego czekać i się martwić – opowiada Małgorzata Krochmal, mama Sylwka.

Po 23.00 swoim suzuki ruszył w stronę Barcikowic. Na wysokości cmentarza w Studzieńcu stracił panowanie nad maszyną. Wypadł z drogi i wjechał w drzewo. Uderzenie było tak mocne, że chłopak ściął pień. Pomoc wezwali przejeżdżający kierowcy.

– Ok. 23.20 zgłoszono nam, że przy drodze do Studzieńca leży motocyklista przygnieciony drzewem – mówi Tomasz Duber, dowódca Jednostki Ratowniczo Gaśniczej PSP w Nowej Soli. Na miejsce wysłano OSP ze Studzieńca. Strażacy wydostali Sylwestra spod drzewa i próbowali go reanimować. Użyli defibrylatora. Później reanimację przejął lekarz z pogotowia. Chłopaka nie udało się uratować. Miał zbyt poważne obrażenia.

Czułem, że to Sylwek

Tomek, młodszy brat Sylwestra, wspomina, że słyszał sygnały wozów strażackich. Po 1.00 wyszedł z domu zobaczyć, co się dzieje. – Czułem, że to może mieć związek z Sylwkiem. Zwykle jak dojeżdżał do domu, to wysyłał sms, a teraz nic. Pobiegłem na miejsce i zobaczyłem jego motor. Policjantka powiedziała, żebym wracał do domu, że zaraz przyjedzie funkcjonariusz i powie, co się stało – opowiada.

Patrycja czekała na Sylwka w domu. W nerwach zaczęła do niego dzwonić. Odebrała policjantka.

– Patrycja bardzo przeżywa jego śmierć. 6 lat byli razem, starali się o dziecko. To była jego miłość. Dzwoni non stop i płacze do słuchawki – mówi mama Sylwestra.

Sylwek pracował w stolarni. – Czasem były z nim problemy, ale nigdy nie odmówił pomocy. Wystarczyło do niego zadzwonić i zaraz był. Próbował ułożyć sobie życie – mówi Małgorzata.

Motory były jego największą pasją. Tomek wspomina, że brat lubił prędkość.

– On tym suzuki to potrafił nawet 160 km/h jechać. Był dobrym kierowcą. Co tam się mogło stać? – zastanawia się.

– To dzieci powinni chować rodziców, a nie odwrotnie – dodaje Małgorzata.

Sylwek ma dużą rodzinę. Oprócz Tomka, ma jeszcze dwóch braci i dwie siostry. Wszyscy bardzo przeżyli jego śmierć. Małgorzata wspomina, że na tej samej drodze zginął jej teść. – To było 20 lat temu. Jechał na rowerze i ktoś go potrącił – opowiada.

Pochowają go w Studzieńcu

Wypadkiem zajmuje się teraz nowosolska prokuratura. Prawdopodobnie zostanie powołany biegły, który po wgnieceniach na motocyklu oceni, z jaką prędkością jechał Sylwek. – Musiał nieźle grzać skoro ściął drzewo – mówi Tomek.

Śledczy zlecili też sekcję zwłok, żeby ustalić przyczynę śmierci. Badane jest też to, czy był trzeźwy. – Przywiózł piwo, ale nawet nie wiem, czy je wypił – mówi mama.

Przy drzewie zapaliła znicz. Syna chce pochować w sobotę, na cmentarzu przy którym zginął.

Napisz komentarz »