REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Michałek wpadł do wody

Opublikowano 30 marca 2019, autor: Patryk Świtek

Wystarczyła chwila nieuwagi. Dwuletni Michałek wyszedł z domu. Wpadł do rowu z wodą. Reanimowano go półtora godziny. Zmarł

Tragedia wydarzyła się w niedzielę (24.03.) po południu. Do rodziny w Książu Śląskim przyjechali bliscy. Mamę Michałka odwiedziła siostra z dzieckiem. Było ciepło, maluchy bawiły się na podwórku. Przy domu stały zjeżdżalnia i piaskownica. Teren wokół posesji jest ogrodzony, ale kiedy bliscy odjeżdżali w całym zamieszaniu zapomnieli zamknąć bramę wjazdową. Wszyscy myśleli, że Michałek wszedł do domu. Dopiero po pewnym czasie matka zaczęła go szukać. Nie było go ani w domu, ani na podwórku. Domownicy wybiegli przed bramę, ale chłopca nigdzie nie było. Wtedy matka zauważyła Michałka w rowie melioracyjnym kilka metrów od posesji. Był zanurzony w wodzie i nie ruszał się. Matka zaczęła krzyczeć i wzywać pomocy. Ktoś wezwał pogotowie. Na miejsce przyjechała karetka, przyleciał też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Chłopca reanimowano półtorej godziny, ale mimo starań lekarzy nie udało się go uratować.

 

Radosny chłopiec

Zdarzenie bada teraz nowosolska prokuratura. – Wiemy, że na miejscu było siedmioro dorosłych i troje dzieci. Wszyscy zostaną przesłuchani – zapowiada Patryk Wilk, szef nowosolskiej prokuratury. Na razie nie jest to łatwe, bo rodzina jest w takim szoku, że nie jest w stanie rozmawiać. Dorosłych zaraz po zdarzeniu przebadała policja. Większość była trzeźwa, w tym matka chłopca. Tylko dwie osoby coś wypiły.

W środę (27.03.) odbyła się sekcja zwłok 2-latka. Na tę chwilę śledczy pochodzą do zdarzenia jak do nieszczęśliwego wypadku, ale będą badać, pod czyją opieką był chłopiec i czy nie doszło do zaniedbań. W podobnej sprawie kilka lat temu prokurator P. Wilk oskarżył ojca, który nie dopilnował 6-letniego Marcelka. Chłopiec utopił się w Nowej Soli, na akwenie Wodny Świat. Śledczy mówią jednak, że ta sprawa jest inna. – Tam ojciec wiedział, że syn wszedł do wody i go nie upilnował. W tej sytuacji nikt nie zdawał sobie sprawy, gdzie poszedł dwulatek – słyszymy.

Próbowaliśmy porozmawiać z rodziną, ale nie byli w stanie mówić o tragedii. Michałek był młodszym synem 32-latki. Kobieta razem z partnerem mieszkała u rodziców w Książu. Rodzina ma dobrą opinię. Sąsiedzi pamiętają chłopca. Mówią, że był żywym, radosnym dzieckiem i dodają, że to był ogromny pech.

– Gdyby wpadł do rowu po drugiej stronie mostku, to by się tylko pomoczył, bo tam wody jest po kostki. A tam gdzie go znaleziono jest 30-40 cm – mówią.

 

Napisz komentarz »