REKLAMA

Kultura, Oświata

Strajk w szkołach!

Opublikowano 14 kwietnia 2019, autor: FP

Optymiści mówili, że strajk nauczycieli potrwa do środy. Tak się nie stało. Egzaminy gimnazjalne trzeba było przeprowadzić w nadzwyczajnych warunkach.

W poniedziałek rano, w „Ósemce”, największej podstawówce w Nowej Soli, na liście strajkujących było kilkadziesiąt nazwisk. – Nie ma tu jeszcze osób, które zaczynają np. od piątej godziny lekcyjnej. W sumie w „Ósemce” jest 76 nauczycieli plus 16 osób z obsługi – wyjaśnia Mariola Lech, która w zlikwidowanym gimnazjum była prezesem związku, podobnie zresztą jak w „Ósemce”. – Ale tutaj tylko dwa lata. – Tu w ZNP są 34 osoby w związku na całe grono. Sporo – dodaje.

Nauczyciele przyznają, że od czasu do czasu w szkole pojawiają się babcie z wnukami, ale tylko po to, by wesprzeć strajkujących dobrym słowem.

– W telewizji mówi się, że narażamy dzieci na stres. To nieprawda. My nie mamy innej możliwości. Strajk po egzaminach nic nam nie da. Potrzebna jest terapia szokowa – komentuje Mariola Lech.

W pokoju nauczycielskim nastroje bojowe. – Jesteśmy zdeterminowali i będziemy siedzieć tu do skutku. Potraktowali nas jak szmaty! – krzyczy jeden z pedagogów. Inny dodaje: – Nie jest to dla nas komfortowa sytuacja. Jesteśmy w szkole, a nie jesteśmy w pracy

Ale nie wszyscy siedzą w pokoju nauczycielskim. W pustej klasie, jedna z nauczycielek samotnie śledzi doniesienia jednego z portali internetowych. – Pusta szkoła i ta cisza jest dla mnie bardziej męcząca niż normalna praca. W pracy czas nam płynie wartko. A teraz? Jesteśmy zawieszeni w próżni – komentuje.

Dyrektor Bogdan Mikulski w kilku żołnierskich słowach streszcza sytuację. – Trzy osoby nie strajkują, a w szkole jest troje dzieci. Jedno dziecko na jednego nauczyciela, żeby tak zawsze było… – mówi. – Ja w tej chwili nie jestem od myślenia, ja jestem od realizacji. Swoje zdanie mam, ale moja prywatna opinia nie jest związana z tym, co robię – kwituje i podkreśla, że do egzaminów wszystko jest przygotowane od miesięcy.

Jaki ja mam atut? 1700 na rękę?

W „Elektryku”, mimo wszystko humory dopisują. Całe drzwi wejściowe wyklejono podobiznami krów. To oczywiście nawiązanie do zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego w sprawie dopłat do zwierząt. W całej szkole nie strajkuje sześć osób.

– Nauczyciele, którzy strajkują mają rację – komentuje dyrektor Grzegorz Königsberg. – Jaki ja mam atut, gdy chcę kogoś zatrudnić? Początkujący nauczyciel może dostać jakieś 1,7 tys. zł na rękę – mówi. – Mówienie, że zawsze możemy zmienić pracę też nie ma sensu, bo jak połowa nauczycieli faktycznie zmieni pracę, to kto będzie uczył dzieci? Już w tej chwili są braki. Na następny rok szkolny brakuje nam kilku nauczycieli zawodu – komentuje dyrektor.

– Niecałe 3,5 tys. zł brutto to jest maksymalna kwota po czterech stopniach awansu zawodowego. Pracujemy więcej niż 40 godzin tygodniowo. Gdy uczyłem geografii, miałem równolegle 10 klas. Jak wszędzie zrobiłem sprawdzian, miałem 300 sprawdzianów do sprawdzenia. To jest kilka godzin pracy. Tu nigdy nie jest się „po pracy” – mówi Königsberg.

Tuż obok „Elektryka” strajkuje „Szóstka”. – W to, co mówi TVP nie wierzę, bo przed chwilą powiedzieli, że ja zarabiam 6 tys. zł – śmieje się Jarek Kubrycz, nauczyciel informatyki, który sam o sobie mówi „bezzwiązkowy”. – Rodzice nas popierają. docierają do nas naprawdę pojedyncze sygnały niezadowolenia. Ponad 90 proc. rodziców jest za. Uczniowie też, ale dla nich to frajda – mówi. – Chciałbym jeszcze dzieciaki czegoś nauczyć, zwłaszcza że informatyka jest przedmiotem, na który chętnie przychodzą. Roboty już za nimi tęsknią! – dodaje.

A co jeśli strajk sięgnie matur?

Poniedziałek nie przyniósł zmian, nie przyniósł ich też wtorek. W efekcie środowe egzaminy gimnazjalne musiały odbyć się w warunkach strajku.

W „Ósemce” obyło się bez zgrzytów. – Wszystko było okej, nie było żadnych problemów – mówili uczniowie, którzy jako pierwsi opuścili salę gimnastyczną. Młodzież była zgodna co do tego, że ich rodzice również niespecjalnie komentowali całą sytuację.

– Wiem, że egzaminy poszły gładko, dyrektorom udało się skompletować ludzi, choć wtorek był bardzo newralgiczny. Wiem, że szefowie szkół odbierali różne telefony – mówi Jarosław Pilz, szef nowosolskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego.

A co, jeśli strajk przeciągnie się do matur? Rad klasyfikacyjnych, które decydują o dopuszczeniu ucznia do matury nie da się zastąpić ludźmi z ulicy. – W części szkół, zapobiegawczo, rady odbyły się przed strajkiem – mówi Pilz. – Tymczasem są już przecieki mówiące o tym, że ministerstwo pracuje nad kolejnym zarządzeniem, które ma dopuścić do matur wszystkich. Z zupełnym pominięciem rad. To by kompletnie wywróciło system kształcenia – tłumaczy szef nowosolskiego ZNP.

Być może będą rekompensaty

Pilz wyjaśnia, że strajkują wszystkie podległe mu placówki, choć niektóre przedszkola tylko na pół gwizdka. – Średnio rano na listy strajkowe wpisuje się 300 osób, a dzień kończy się wynikiem od 450 do 520 osób – mówi.

Zapytany o to, czy strajkujący nauczyciele mogą liczyć na rekompensaty finansowe, odpowiada: – Rozmawiałem m.in. z władzami powiatu i miasta. Każdy mówi, że rozumie i popiera, ale ostateczne decyzje zapadną po uspokojeniu sytuacji. Tak czy inaczej, potrącone pieniądze pozostają do dyspozycji dyrektorów, a jest orzeczenie sądu najwyższego, które pozwala strajkującym i pracodawcom na zawieranie porozumień w kwestii finansowej – tłumaczy.

Napisz komentarz »