REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Przeżyjmy to jeszcze raz

Opublikowano 11 maja 2019, autor: Michał Szczęch

Kilka tysięcy gości (na oko), ciekawe stoiska, fantastyczne występy, piękny korowód i przede wszystkim ogrom społecznego zaangażowania – tak w kilku słowach można opisać Święto Bzów, które już po raz dziewiąty odbyło się w niedzielę (5.05) w ruinach zamku w Siedlisku. Tradycyjnie zorganizowali je społecznicy z Fundacji Karolat.

Na święcie zadebiutowało koło gospodyń z Pięknych Kątów. O tym, z jakim przytupem panie zadebiutowały, niech świadczy fakt, że w dwie godziny sprzedały wszystkie ciasta, a było ich 25 blach!

– To wspaniałe uczucie, udzielać się społecznie – zachwalała gospodyni Maria Bojarska. – Zarobione złotówki przeznaczymy na dalszy rozwój naszego koła – dodała Grażyna Wdowiak.

Fakt, że ciasto wyprzedało się tak szybko, może zachęci inne koła z okolicy, by w przyszłym roku również się zaprezentowały, na przykład z bigosem. – My bigosu ugotować nie mogliśmy, bo w Pięknych Kątach nadal nie mamy świetlicy – westchnęła Władysława Adamów.

Głowa i szyja

To właśnie pani Władysława z mężem Henrykiem zbudowała wielki, trzykołowy rower, na którym Tadeusz Czaykowski poprowadził niedzielny korowód. Rodowód takich korowodów sięga w Siedlisku czasów przedwojennych, bo już wtedy organizowano w okolicy Święta Bzów. Po wojnie, w latach 90., jako pierwsza do tradycji barwnych korowodów wróciła Jolanta Pazdrowska, wtedy dyrektorka miejscowej szkoły, i inni nauczyciele. Tamte barwne korowody organizowano we wsi na cześć Janusza Korczaka, patrona szkoły. Trudno się dziwić, że Marcin Kula i Agnieszka Adamów-Czaykowka, głowa i szyja Święta Bzów, nawiązują do pięknej, korowodowej tradycji, skoro są nie tylko pasjonatami lokalnej historii ale są też absolwentami miejscowej podstawówki.

 

Język niemiecki i angielski

 

Owszem, w ruinach bawili się miejscowi, ale wśród kilku tysięcy gości, którzy przewinęli się przez mury zamku, dominowali przyjezdni, nie tylko z lubuskiego, ale też z województw ościennych, a nawet z zagranicy, bo w kolejkach oczekujących na pyszne jadło słychać było język niemiecki, angielski.

Ze sceny, przez chwilę, słychać było m. in. marszałek Elżbietę Polak. Z ust marszałek padła deklaracja, a może bardziej marzenie, że zamek w Siedlisku w przyszłości uda się odbudować.

Póki co, możemy się zachwycać ruinami, które, niestety, pod koniec lat 90. gmina sprzedała w prywatne ręce. Stąd Święto Bzów jest jedną z nielicznych okazji w roku, by zwiedzać ruiny tej kiedyś najbardziej okazałej rezydencji w regionie, spalonej przez radzieckich żołnierzy w 1945 roku.

 

Najlepsza promocja

 

W tym roku na stoiskach z jadłem królowała dziczyzna i myśliwska grochówka. A wszystko za sprawą kół łowieckich. Przyłączyły się do organizowania święta ze zdwojoną siłą, bo tegoroczne święto nawiązywało właśnie do tradycji myśliwskich. Pomogli też strażacy. Ale najwięcej, tradycyjnie, dali z siebie społecznicy zrzeszeni w Fundacji Karolat. Aż trudno uwierzyć, że ta garstka osób jest w stanie przygotować imprezę tych rozmiarów, która daje gminie Siedlisko promocję, jakiej po wojnie gmina nie miała nigdy.

komentarz »
  1. Jan 14 maja 2019 20:37 - Odpowiedź

    Twierdzenie o spaleniu zamku przez „radzieckich żołnierzy” jest jedną z hipotez. Inna zakłada , że sprawcami podpalenia mogli być „polscy szabrownicy, którzy penetrowali te tereny wkrótce po przejściu frontu” (por. T. Andrzejewski i M. Kula, Siedlisko przez wieki. Z dziejów Zamku Karolat, Wydawnictwo Martinus, Siedlisko 2014 s. 129. Pozostaje faktem, że ocalały ogromne zbiory biblioteczne, które rabusiów z natury nie interesowały. Przy założeniu natomiast, że zamek podpalono z zamysłem jego całkowitego zniszczenia, małe jest prawdopodobieństwo, że żeby podpalacze oszczędzili akurat bibliotekę. Szanse na poznanie prawdy są chyba jednak nikłe.

Napisz komentarz »