REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Wynalazca z Konotopu

Opublikowano 17 czerwca 2019, autor: Michał Szczęch

– Halo! – zabrzmiał głos w redakcyjnej słuchawce. – Nazywam się Irena Szturycz. Jestem mamą Roberta z Konotopu. Właśnie skonstruował hulajnogę elektryczną. Może warto przyjechać, coś napisać – zaproponowała pani Irena. No to pojechałem…

W 2009 roku w internecie pojawiło się zdjęcie Roberta Szturycza z Konotopu. Siedział w fotelu, który uszył ze skóry. Fotel zamontował na rowerze długim na ponad dwa metry, który sam skonstruował. Pod zdjęciem ktoś zamieścił komentarz: „Wynalazcę i zarazem konstruktora tego roweru znam osobiście, słynie on z różnych wynalazków, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego, ale dzięki swojej mamie zaprawdę ujrzą one światło dzienne!”. Cóż, przepowiednia się nie sprawdziła. O Robercie nie zrobiło się jakoś specjalnie głośno. Szkoda.

Minęło dziesięć lat…

– Halo! – zabrzmiał głos w redakcyjnej słuchawce. – Nazywam się Irena Szturycz. Jestem mamą Roberta z Konotopu. Właśnie skonstruował hulajnogę elektryczną. Może warto przyjechać, coś napisać – zaproponowała pani Irena. No to pojechałem…

– Może trudno w to będzie uwierzyć, ale wcześniej była to tylko rama na kółkach – mówi Robert, prezentując swoją elektryczną hulajnogę. Podnosi podwozie hulajnogi i prezentuje mechanizm, który sam skonstruował. Włącza kolejne lampki, w różnych kolorach. Włącza migacze. Hulajnogę Robert wyposażył w lusterka, w licznik, w CB-radio, a nawet w syrenę! Wyje jak ta przy remizie.

– Części sprowadziłem z Chin, hulajnogę skręcałem przez miesiąc – opowiada.

Ścisły umysł

Robert w przeszłości uczył matematyki i informatyki.

– Ścisły umysł ma po tacie i dziadku – zachwala pani Irena. – Dziadek założył w Konotopie pierwszą szkołę po wojnie – podkreśla z dumą.

Dziś Robert pracuje w Gedii w Nowej Soli, jako mechatronik. – Odpowiadam za utrzymanie ruchu maszyn – mówi. – Konstruowanie jest moją pasją, odskocznią.

Pasja Roberta na pewno wynika też z faktu, że lubi mieć coś wyjątkowego. Dlatego od dziecka przerabiał rowery. Jak kupił golfa, to też przerobił, i to od A do Z, bo rozebrał golfa do gołej skorupy. Auto ma na liczniku ponad 600 tys. przejechanych kilometrów. Robert chce dobić do miliona.

Betoniarka

– Syn ma głowę nie od parady – śmieje się pani Irena. I wspomina remont. – Na podwórku stała betoniarka. Wyrabiała beton, gdy nagle zabrakło prądu. Więc Robert wpadł na pomysł, by betoniarkę podłączyć do golfa. Innym razem, jak w Konotopie brakło prądu, pod golfa podłączył zamrażarkę i lodówkę. Zrobił też mamie światło na pilota. Zrobił w kuchni włącznik. Wystarczy pstryknąć, by włączyć bojler na wodę, który wisi w piwnicy.

Pani Irena kocha zieleń. Na tarasie ma swój mały ogródek. – Żeby mama nie musiała nosić wody w konewce, skonstruuję dla niej specjalny baniak z kranikiem – zapowiada Robert.

Sąsiadka chciała wyrzucić starą zamrażarkę. Wymontował agregat i przerobił go na sprężarkę.

Biuro poselskie

Swoje centrum dowodzenia Robert ma w garażu. – To moje biuro poselskie – śmieje się i siada w fotelu, który oczywiście przerobił sam, ze starego grata. W garażu są monitory, komputery, miliony maleńkich części. Wiszą też sondy. To kolejna pasja Roberta. – Sondy wypuszcza na przykład jednostka wojskowa lub stacja pomiarów z Niemiec, żeby sprawdzać pogodę – opowiada. – Sondy wyposażone są w GPS. Namierzam je w komputerze. Gdy spadną, ruszam, żeby je zdobyć. Trzeba się spieszyć, bo jest więcej osób, które mają podobną pasję. My o te sondy rywalizujemy.

Robert ma sondę, która spadła pod Krosnem Odrzańskim, ma sondę spod Sulechowa, spod Wschowy… Wyliczać mógłby długo. W sumie w „biurze poselskim” wisi ich ponad 120!

Po prostu frajda

W wolnej chwili, na przykład przed snem, Robert lubi pogadać przez CB-radio. – W zasadzie to radio internetowe – precyzuje. Skonstruował je oczywiście sam.

Pasję do CB-radia podchwyciła też pani Irena. – Rozmawiam na przykład z nauczycielem muzyki z Lublina, a niedawno rozmawiałam z dzieckiem z pierwszej klasy – opowiada mama Roberta, w przeszłości nauczycielka. – Najbardziej jednak – zaznacza – lubię rozmowy z Marcinem z Londynu. Pytam go o pogodę, o to, co w Londynie się jada… – pani Irena podkreśla, że z takim synem jak Robert nie sposób się nudzić.

– Rzeczywiście, te moje wszystkie pasje są dla zabicia nudy – potwierdza Robert. – Można wszystko kupić – zaznacza. – Ale jak skonstruujesz coś sam, to jest to coś wyjątkowego, co daje po prostu frajdę.

Napisz komentarz »