REKLAMA

Sport

Z panem Mundkiem trzeba grzecznie

Opublikowano 29 czerwca 2019, autor: Michał Szczęch

Edmund Leszczyński, czyli biletowy pan Mundek, nie tylko sprzedaje bilety przed meczami Arki, ale dba też o porządek wśród kibiców, robiąc obchód w jaskrawej kamizelce.

Do pana Mundka lepiej nie podskakiwać, bo kiedyś był bokserem. – Nie takim ulicznym chuliganem, tylko z ringu – zaznacza. I prezentuje legitymację z 1967 roku. – Boksowałem w „Lnie Nowa Sól”, czyli w klubie zawiązanym przy Odrze, w wadze lekkiej i lekko-półśredniej. Byłem wicemistrzem województwa juniorów i seniorów. Dostałem się do kadry województwa. Ludzie mnie rozpoznawali. „Mundek boksuje!” wołali. Tak, chyba budziłem respekt. Boksowałem nawet w NRD. Stoczyłem 50 walk, w tym 30 wygrałem. Karierę przerwałem. Ożeniłem się i założyłem rodzinę.

Zapałał większą

miłością do piłki

Ojciec pana Mundka pracował w szkole nauki jazdy. – Będziesz albo bokserem, albo kierowcą, musisz wybrać – powiedział któregoś dnia do syna. Pan Mundek wybrał zawód kierowcy.

W latach 80. pracował w Dozamecie. I kibiców Arki woził nyską na mecze. Wtedy zapałał większą miłością do piłki. Gdy trzy lata temu Krzysztof Rojek, wówczas prezes Arki, szukał kogoś do sprzedawania biletów, to pomyślał o panu Mudku. Zgodził si bez wahania.

Dziś nie tylko sprzedaje bilety (społecznie), ale dba też o porządek w trakcie meczów. Ubiera jaskrawą kamizelkę i robi obchód po stadionie, wśród trybun.

Porządek musi być

„Dzień dobry”, „do widzenia” – mówi pan Mudenk. „Dzień dobry”, „do widzenia” – odpowiadają kibice. – Na szacunek drugiego człowieka trzeba sobie zasłużyć – zaznacza.

– Co ty tam niesiesz? – pyta kibica, gdy wypatrzy butelkę wódki. I butelkę zabiera. Odda dopiero przy wyjściu. – Porządek musi być – powtarza. – Ze mną trzeba grzecznie.

Pan Mundek użyje siły tylko w wyjątkowych przypadkach. – Forma wciąż nie najgorsza – zapewnia. Często jeździ rowerem, dużo pływa. – Mundek, co ty tak chudniesz? – pytają. W ostatnich latach zrzucił 35 kilogramów.

Mogą czuć się bezpiecznie

W 1985 roku pan Mundek zdobył uprawnienia na ratownika WOPR. W sezonie ratował ludzi w Sławie, w Niesulicach. – Dziecko się topiło, wskoczyłem do wody, inne rozcięło nogę, opatrzyłem – wspomina. Prezentuje kolejne zdjęcia. Na pierwszym bierze rozbieg. Na następnym wybija się z wieżyczki. Tu robi salto do wody!A tu pozuje z plażowiczkami.

Za swoją ratowniczą postawę dostawał nawet nagrody. Zatem kibice przy panu Mundku mogą czuć się bezpiecznie, bo, w razie konieczności, nie tylko stanie w ich obronie, ale też zaopiekuje się kimś, kto dajmy na to na meczu zasłabnie, gdy usłyszy wynik…

Napisz komentarz »