REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Busem przejechał po psie

Opublikowano 29 lipca 2019, autor: Michał Szczęch

Na Orlenie w Nowej Soli kierowca przejechał psa i odjechał. Zrobił to z premedytacją? A może po prostu psa nie zauważył? Sprawę bada policja.

W internecie ukazało się ogłoszenie, wystawione przez Ewelinę Turek, właścicielkę, że w sobotę w nocy zaginął jej psiak rasy shih tzu. Odnaleziono go w niedzielę rano, na stacji benzynowej. Leżał ranny, bo przejechał po nim bus.

Molly, bo tak psiak ma na imię, z licznymi obrażeniami (m.in. połamana miednica) przewieziona została do lecznicy w Zielonej Górze. W środę po południu miała być operowana. Jednak przez pogarszający się stan i coraz gorsze parametry krwi operacja została odwołana. Jej stan jest poważny. Jeśli suczka przeżyje, czeka ją długa rehabilitacja i opieka weterynaryjna.

Prawie jak dziecko

W niedzielę rano na miejscu zdarzenia pojawiła się zrozpaczona Ewelina, którą przywiozła policja. – Molly mamy od siedmiu lat, to taka kochana psina, wzięłam ją na ręce, jak była malutka, polizała mnie i wtedy zadecydowałam, że będzie moja. Traktuję ją prawie jak dziecko – opowiada.

Z pomocą rannej suczce pospieszyła też między innymi Joanna Zubowicz, znana w okolicy działaczka na rzecz skrzywdzonych zwierząt. Znaleźć weterynarza na nogach w niedzielę nad ranem? Nie jest to prosta sprawa. Wolontariuszom z Nowej Soli i właścicielce udało się to dzięki determinacji.

Myślał, że to karton

– Mężczyzna z premedytacją przejechał po psie dużym samochodem transportowym – komentują wolontariusze z OTOZ Animals, działający na rzecz zwierząt. – Chwilę wcześniej na nagraniu z monitoringu widać jak mężczyzna przechodzi dwukrotnie obok swej przyszłej ofiary, co wyklucza, w naszej opinii, nieświadome działanie – zaznaczają.

Gdy Ewelina pojechała złożyć na policji zeznania, sprawca minął ją na korytarzu. – Zaczął recytować mi przepis, że obowiązkiem właściciela, czyli moim, było upilnowanie psa – mówi Ewelina. – Powiedział też, że myślał, że to leży jakiś karton.

Policja bada sprawę

– Trwają czynności wyjaśniające tę sprawę – informuje Renata Dąbrowicz-Kozłowska, oficer prasowa z Powiatowej Komendy Policji w Nowej Soli. Potwierdza, że zabezpieczono nagranie z monitoringu, że policja rozmawiała już z kierowcą busa. Ten nie okazuje skruchy. Owszem, odjechał z miejsca zdarzenia, nie udzielił psu pomocy, co jest złamaniem Ustawy o ochronie zwierząt. Rzecznik Dąbrowicz-Kozłowska przestrzega jednak przed zbyt szybkim ferowaniem wyroku i oskarżaniem kogokolwiek, póki czynności sprawdzające się nie zakończą. Bo kierowca mógł na przykład psa nie zauważyć. Poza tym nikt z okolicy nie zatroszczył się o psa leżącego na stacji, nim ten został przejechany przez busa. Rzecznik przypomina też, że obowiązkiem właściciela jest nie dopuszczenie to sytuacji, że pies mu ucieka.

– Pierwszy raz uciekła – tłumaczy Ewelina. – Była burza, a Molly boi się burzy tak samo jak petard.

Potrąceń tego dnia było więcej

Historia z psiakiem na stacji nie była jedyną tego typu, przy której w niedzielę interweniowała Joanna Zubowicz. Poprzedził ją splot kilku zdarzeń…

– Z samego rana zadzwonił kolega – opowiada Joanna. – Dał znać, że młody kociak potrzebuje pomocy, że być może uciekł właścicielom i ma problem z łapką, bo chyba został potrącony. Pojechaliśmy.

Niestety, kota nie udało się odnaleźć, ale po drodze, przez szybę samochodu, Joanna zauważyła gołębia i jego oprawcę. – Gołębia ktoś przejechał – opowiada wolontariuszka. – Stał nad nim starszy mężczyzna, ubrany elegancko, chyba szedł do kościoła. Chwycił gołębia i cisnął nim o ziemię i o ścianę. „Co pan robi!?” krzyknęłam. Może chciał tego ptaka dobić. Ruszyłam w jego stronę. Kolega wędkuje, więc miał w aucie wiadro. Włożyliśmy tam rannego ptaka i zawieźliśmy do lecznicy.

Po drodze Joanna zadzwoniła na policję. Zapytała, czy ktoś kontaktował się może w sprawie zaginionego kota. Policjant poinformował, że niestety nie. Dodał jednak, że na stacji benzynowej w Nowej Soli ktoś przejechał psa i potrzebna jest tam pomoc. Wolontariusze ruszyli na miejsce. Znaleźli weterynarza. Pomogli psiakowi. A wtedy telefon Joanny zadzwonił ponownie.

– Znajoma dała znać, że na Orliku na Pleszówku leży kolejny ranny gołąb – opowiada Joanna. – Pojechałam, żeby się nim zająć. Pomocy potrzebowała też sójka z Pleszówka. Niestety, jej nie udało się uratować.

Ciężko siedzieć na kanapie

Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałby los wielu skrzywdzonych zwierząt, gdyby nie wolontariusze, empatyczni ludzie, którzy potrafią rzucić wszystko, by ruszyć z pomocą. Jedną z takich osób jest właśnie Joanna Zubowicz, prywatnie pracownica Rossmanna. – Nie potrafiłabym usiąść na kanapie albo do stołu ze świadomością, że jakieś zwierzę w tej chwili cierpi, że mogłabym mu pomóc, a tego nie robię.

Napisz komentarz »