REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Prezes był tylko jeden

Opublikowano 31 sierpnia 2019, autor: Patryk Świtek

Sławomir Filipiak (49 l.) przegrał walkę z chorobą. Mieszkańcy Otynia zapamiętali go jako wielkiego społecznika i lokalnego patriotę.

S. Filipiak z nowotworem trzustki walczył od ponad roku. Walkę przegrał w sobotę (24.08.) rano. Odszedł w swoim domu wśród bliskich. We wtorek w kościele i na cmentarzu żegnały go tłumy.

– Nie mogło być inaczej. To był wielki społecznik i lokalny patriota. Chyba nikt Otynia nie kochał tak jak on – mówi Grzegorz Potęga, jego przyjaciel.

Wszyscy mówili do niego „Prezes”

S. Filipiaka znajomi i przyjaciele nazywali „Prezesem”. Marcin Urbanowski wspomina jak wspólnie w marcu ub. roku reaktywowali Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Otyńskiej.

– Było nas czterech, ja, Sławek, Grzesiek Potęga i Andrzej Ławniczek. Nie było głosowania, od razu wiedzieliśmy kto będzie prezesem stowarzyszenia, bo prezes w tej gminie jest tylko jeden. Na Sławka wszyscy od zawsze tak wołali – opowiada.

Nic dziwnego. S. Filipiak prowadził słynny „Pub u Prezesa”. Przez wiele lat był także prezesem drużyny piłkarskiej Orzeł Otyń.

Drużynę Orła pamięta G. Potęga. – Jak Sławek tam szefował, ja działałem w Korze Niedoradz. Derby z Otyniem zawsze były ciężkie bo Sławek zawsze chciał wygrać. On w sporcie i w życiu nie uznawał porażek – opowiada.

– Klub to było jego oczko w głowie. Kilka razy rozmawialiśmy, że można by go reaktywować podobnie jak stowarzyszenie. Niestety Sławek nie zdążył tego zrobić – mówi M. Urbanowski.

Człowiek z twardym charakterem

S. Filipiak udzielał się także w samorządzie. Jedną kadencję był radnym. W 2014 roku wystartował też w wyborach na wójta.

– Sławek był bardzo pracowity i skromny – mówi Sylwester, brat zmarłego. – Nie miał czasu na rozrywkę, czy odpoczynek. Pochłonięty był barem. Chciał go rozbudować. Cieszył się też, że tak dobrze działa stowarzyszenie, że ludzie pozytywnie reagowali na wszystkie działania – dodaje. Stowarzyszenie organizowało rajdy rowerowe, festyny charytatywne, stworzyło wypożyczalnię rowerów trzykołowych, podjęło nawet starania, żeby do Otynia zaczęły przylatywać bociany.

– Brat był także bardzo honorowy. Obiecał kiedyś strażakom z Otynia, że ufunduje figurkę św. Floriana i dziś można ją oglądać przed remizą – mówi Sylwester. Poświęcono ją w maju ub. r.

– To był człowiek z twardym charakterem, który lubił stawiać na swoim, a jednocześnie zawsze miał otwarte serce – wspomina G. Potęga. – Ciężko było go przekonać do własnego zdania, ale jak już się udało przeforsować swój pomysł, to angażował się w stu procentach. Przez życie szedł z uporem i pewnie dlatego osiągał sukcesy w życiu zawodowym, bo jego firma dobrze się rozwiała – dodaje.

M. Urbanowski był pod wrażeniem jak Sławek radził sobie z chorobą. – Czasami jak ktoś dowiaduje się, że jest chory, to się załamuje. Po Sławku nie było tego w ogóle widać. Cały czas chciał być aktywny i ta choroba schodziła u niego na dalszy plan. Miał wielką chęć do życia i cały czas głowę pełną pomysłów – mówi.

 

Zostawił nam testament

Śmierć Sławka bardzo przeżył jego wieloletni przyjaciel A. Ławniczek.

– Bardzo dobry człowiek. Z wielkim sercem. Takich ludzi jest mało na świecie. Myślę, że on nikomu by nie odmówił pomocy. W stowarzyszeniu zostawił nam testament, żebyśmy łączyli ludzi w gminie, a nie dzielili i zamierzamy go wypełnić – mówi łamiącym głosem A. Ławniczek.

– On był jak magnes. Łączył ludzi. Dlatego też pewnie zdecydował się na reaktywację stowarzyszenia, które nazwą odnosi się przecież do przyjaźni. Jestem pewny, że stowarzyszenie będzie dalej tak prężnie działało tylko, że będzie nam brakowało… prezesa – wzdycha Sylwester.

Napisz komentarz »