REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ładowarka zabiła pracownicę

Opublikowano 19 października 2019, autor: Michał Szczęch

Do tragedii doszło we wtorek (15.10). W okolicach wysypiska śmieci przy Szosie Bytomskiej w Kiełczu, na terenie zakładu, zginęła 55-letnia pracownica. To mieszkanka Bielaw w gminie Siedlisko.

55-latka prawdopodobnie sprzątała plac zakładu, gdy wieczorem, po godzinie dwudziestej, przejechała po niej ładowarka widłowa. Za kierownicą ładowarki siedział 52-letni pracownik. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że kobiety prawdopodobnie nie zauważył.

Trafiła do szpitala w Zielonej Górze.

– Obrażenia były bardzo poważne i rozległe – komentuje Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka szpitala. – Pacjentka miała liczne złamania nóg. Miała połamane kości udową i miednicy. Trafiła na blok operacyjny, a po zabiegu na oddział intensywnej terapii, w stanie bardzo ciężkim. Jej stan uległ pogorszeniu.

W środę wieczorem, gdy walczyła w szpitalu o życie, mieszkańcy Bielaw zebrali się w kościele i odmawiali za sąsiadkę różaniec. W czwartek kobieta zmarła.

Wypadek przy pracy,

czy komunikacyjny?

Prokuratura nie wyklucza, że do tragedii doszło na skutek braku zachowania należytej ostrożności.

– Wykonaliśmy oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchaliśmy operatora maszyny, sprawdziliśmy jego trzeźwość (był trzeźwy), przesłuchaliśmy też naocznego świadka zdarzenia – informuje prokurator Katarzyna Wojciechowska z prokuratury w Nowej Soli.

Zabezpieczono teczki osobowe pokrzywdzonej i podejrzanego, dokumentację dotyczącą maszyny i zapis z monitoringu.

W środę wszczęto śledztwo z art. 220. k.k., w związku z narażeniem życia lub zdrowia pracownika i z art. 156 k.k., w związku ze spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

– Jako że kobieta zmarła, śledztwo prowadzone będzie również w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonej – informuje Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Na piątek zaplanowana była sekcja.

– Nie jest jeszcze przesądzone, czy sprawa będzie traktowana jako wypadek przy pracy, czy jako wypadek komunikacyjny – kwituje Wojciechowska.

Kontrola może

potrwać miesiąc

Sprawę, przy współpracy z prokuraturą, bada Państwowa Inspekcja Pracy.

– Zajmujemy się sprawą przede wszystkim pod kątem ewentualnego naruszenia przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, pod kątem ewentualnej winy naruszenia przepisów przez określone osoby, pracodawcę, osoby odpowiedzialne za nadzór nad bezpieczeństwem – wyjaśnia Andrzej Machnowski, zastępca okręgowego inspektora pracy w Zielonej Górze do spraw nadzoru. I nadmienia, że to normalne procedury. Machnowski nie chce mówić o szczegółach prowadzonej kontroli, bo na to jeszcze za wcześnie. – Taka kontrola może potrwać nawet miesiąc – zaznacza. PIP sprawdzi też zachowanie osób, które mogły być na miejscu zdarzenia, sprawdzi sprawność ładowarki, która przejechała kobietę (m.in. hamulce, sygnały świetlne, dźwiękowe itp.).

Wezwali psychologa

– Nasz zakład, to mała, familijna firma. Wszyscy się znamy. I wszyscy bardzo przeżyliśmy tę tragedię – mówi prezes Anna Więckiewicz. – W środę pracownikom pomagał psychoterapeuta. Był na terenie zakładu z pierwszą i z drugą zmianą. Następnego dnia ludzie nie wrócili do pracy, bo psychoterapeuta potwierdził, że tak będzie bezpieczniej dla ich kondycji psychicznej. Zapewniliśmy też wsparcie psychologa i nadal każdy, kto potrzebuje, na takie wsparcie może liczyć. Pilnujemy, żeby żadnego pracownika nie przeoczyć. W czwartek ściągnęliśmy psychologa, bo dostrzegliśmy, że kolejni pracownicy potrzebują wsparcia. Takie wsparcie zapewniliśmy również sprawcy wypadku.

Napisz komentarz »