REKLAMA

Sport

W obronie tak grać nie można

Opublikowano 02 listopada 2019, autor: Jakub Kłyszejko

Zielonogórzanie znów popełniali katastrofalne błędy w defensywie, a Śląsk bezlitośnie je wykorzystał. Rywal zagrał dobry mecz i zasłużenie wywiózł trzy punkty z Zielonej Góry.

Lechia Zielona Góra – Śląsk II Wrocław 2:3 (1:2).

Bramki: Babij (45-karny), Kobusiński (54) – Bergier (7), Młynarczyk (32), Bargiel (60).

Lechia: Budzyński – Ostrowski, Kaczmarczyk żk, Górski, Stachurski (od 82.min Czarnecki), Budziński żk (od 67.min Konieczny), Babij żk (od 75.min Athenstadt czk), Garguła (od 67.min Żukowski), Kobusiński, Małecki żk, Okińczyc.

Śląsk: Szczerbal – Kucharczyk, Sobczak, Poprawa, Krocz (od 70.min Scalet), Szpakowski, Wiech, Boruń żk, Młynarczyk, Bargiel (od 83.min Izydorczyk), Bergier (od 90.min Ostrowski).

 

Gra w obronie od początku sezonu nie jest mocną stroną Lechii. Podopieczni trenera Andrzeja Sawickiego tracą najwięcej bramek w lidze. Mecz z wiceliderem niestety ponownie obnażył nasze braki. Gospodarze musieli gonić już od 7.minuty. Sebastian Bergier wykorzystał lukę w formacji obronnej i pokonał Łukasza Budzyńskiego. Po dwóch kwadransach było już 0:2. Śląsk posłał długą piłkę w okolice naszego pola karnego. Rafał Ostrowski źle obliczył lot futbolówki, Mariusz Kaczmarczyk nie zrozumiał się z Budzyńskim i Mateusz Młynarczyk bez problemu wpakował piłkę do bramki. Gra Lechii wyglądała bardzo źle. Wrocławianie szybko i dokładnie wymieniali podania, z łatwością ogrywali naszych zawodników i co chwilę stwarzali groźne okazje pod bramką Budzyńskiego. Jeszcze do przerwy mogli prowadzić 3:0. W końcówce pierwszej połowy sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką jednego z piłkarzy Śląska. Ostatnio z 11 metrów mylili się Łukasz Garguła i Wojciech Okińczyc. Do piłki podszedł więc Jakub Babij i strzelił gola „do szatni”. Patrząc na przebieg pierwszej połowy, to wynik 1:2 był najniższym wymiarem kary.

Druga połowa zaczęła się dla nas dobrze. Lechia przejęła inicjatywę i w końcu zmusiła wicelidera do biegania za piłką. Robiło się coraz groźniej pod bramką Dariusza Szczerbala. Po jednej z akcji golkiper Śląska popełnił błąd, który wykorzystał Szymon Kobusiński. Wydawało się, że gospodarze opanowali sytuację i powalczą o pełną pulę. Z remisu cieszyli się tylko sześć minut. Przemysław Bargiel ośmieszył całą obronę Lechii, z łatwością ograł kilku zawodników, minął Budzyńskiego i posłał piłkę do jego bramki. Po tym ciosie nasi się już nie podnieśli. W końcówce to wrocławianie mieli jeszcze szansę na podwyższenie wyniku, a Lechia nie miała pomysłu na sforsowanie obrony przeciwnika.

W sobotę (02.11) do Zielonej Góry przyjedzie 14-krotny mistrz Polski Ruch Chorzów. Mało brakowało i legenda polskiej piłki mogła w ogóle nie wystartować w lidze. Jednak klub uporał się z problemami i na nasze nieszczęście z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Ostatnio mecz Ruchu z Polonią Bytom oglądało… prawie siedem tysięcy kibiców. Tak wielkie marki rzadko przyjeżdżają do naszego regionu, dlatego w sobotę (02.11) warto o 13:00 pojawić się na „Dołku”.

Powiedzieli po meczu

Andrzej Sawicki (trener): – Potrafiliśmy wyjść z 0:2 na remis, ale go nie utrzymaliśmy. Graliśmy do tej pory z najlepszym piłkarsko zespołem w tej lidze. Pozycja w tabeli nie jest przypadkiem. Nie można wygrać meczu, jeżeli rozdaje się rywalom takie prezenty. W głowie się nie mieści taka niefrasobliwość. Ile trzeba strzelać bramek, żeby wygrać mecz? Nie może tak być, że musimy strzelać trzy albo cztery, żeby zapunktować. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że nie był to nasz epicki mecz. Podkreślam klasę rywala, ale myślę, że paru ludzi mogłoby zagrać na lepszym poziomie.

Szymon Kobusiński (pomocnik): – Szkoda wyniku, bo zdołaliśmy odrobić dwie bramki i myślałem, że uda nam się wywalczyć choćby remis. Straciliśmy dwa straszne gole. Chyba brakuje nam koncentracji, bo później musimy zostawiać mnóstwo zdrowia na boisku, aby ponownie gonić wynik.

Napisz komentarz »