REKLAMA

Sport

Potrzebujemy presji

Opublikowano 02 listopada 2019, autor: Jakub Kłyszejko

Selekcjoner reprezentacji Polski w futsalu Błażej Korczyński wyciągnął pierwsze wniosku po nieudanym turnieju w Zielonej Górze. Biało-czerwoni zawiedli siebie i kibiców.

Jak oceni trener mecz z Hiszpanami?

– Fragmentami graliśmy nieźle. Staraliśmy się kreować grę i stwarzać sytuacje. Niestety brak chłodnej głowy i kalkulacji spowodował, że Hiszpanie spokojnie doprowadzili ten mecz do końca. Naszym rywalem był zespół ze światowego topu, ale nawet on czasami przy pressingu wybijał piłkę. Nie bawił się w niepotrzebne zagrania i dobrze ustawiał obronę. My też powinniśmy tak grać. Mamy dobre fragmenty, ale nie mecze. Znów straciliśmy dwa gole po stałych fragmentach. To nie jest nawet kwestia ustawień. Często decydują o tym zachowania indywidualne. Tu w przyszłości mamy pole do popisu.

Gniew, niedosyt, może frustracja? Jakie emocje wam towarzyszą?

– Wszystko po trochę. Teraz jest już spokój. Najgorszy był czas, gdy wiedzieliśmy, że jest już po turnieju. Trzeba było podnieść zespół mentalnie i postarać się zagrać dobry mecz z Hiszpanami. Dużo nie trzeba, aby od takiego rywala dostać osiem, czy dziewięć bramek i zaliczyć blamaż. Emocje ze mnie zeszły. W życiu dzieją się różne rzeczy, na które czasami mamy wpływ, a czasem nie. Jeszcze przez kilka dni zastanowimy się, co można było zrobić inaczej. Uważam, że byliśmy w stanie ograć Gruzinów i Finów, zwłaszcza, że w obu spotkaniach prowadziliśmy. Nie chcę mówić, że nasza liga nie wywiera presji, nie gramy play-offów, a emocji jest tyle, co na rybach. Zawodnikom brakuje gry o stawkę. Do tej pory futsal miał cykl turniejowy, a ostatnim naszym turniejem były mistrzostwa Europy dwa lata temu. To nie jest formuła jak na trawie, gdzie masz i rewanż. Tam jest możliwość potknięcia się. Tutaj o wszystkim decyduje jeden mecz. Na szczęście UEFA zmieniła zasady i kolejne eliminacje będą wyglądały inaczej. Nie zrzucam z siebie odpowiedzialności, natomiast szukaliśmy przyczyn od nas niezależnych. Zależnymi są statystyki, badania, możemy sprawdzić, gdzie popełniliśmy błąd.

Dlaczego straciliśmy tak dużą liczbę goli po stałych fragmentach gry? Dekoncentracja zawodników, brak schematów, błędy w komunikacji?

– Gdyby schemat był zły, to na 22 rzuty rożne Hiszpanii, stracilibyśmy 15 bramek. Jeżeli dostajemy jedną, to znaczy, że ktoś zaspał. W pierwszym meczu tracimy bramkę w sytuacji jeden na jeden. Wystarczy wtedy przykleić się do rywala i mu przeszkodzić. Mamy wideo, rozmawiamy, pokazujemy tę akcję kilka razy. A potem przychodzi mecz z Finlandią i w ten sam sposób tracimy gola na 1:1. I jak teraz wyciągać konsekwencje? Karą powinien być brak powołania, ale wystarczy obejrzeć naszą kadrę. Jeżeli będziemy mieli dziesięciu Zastawników, piętnastu Leszczaków i dwudziestu Kubików, to mogę tak robić. Póki co muszę chuchać i dmuchać na tych, których mam. Jak nie ma presji i konkurencji, to ciężko o konsekwencje. To jest jak z dzieckiem. Nie będziesz się uczył, to zabiorę ci telefon. Ale jak nie ma już telefonu, to nie mają co zabrać, więc nie trzeba się uczyć. U nas wygląda to podobnie. Zaspałeś raz? Nie pojedziemy przez ciebie na turniej. Wszyscy ponoszą odpowiedzialność za wynik. Nie tylko przed kibicami, trenerem, czy związkiem, ale też przed sobą. Widocznie ta grupa nie wywarła jeszcze na sobie takiego piętna, aby czuć odpowiedzialność przed sobą.

Z pana słów można wywnioskować, że polski futsal znajduje się w kiepskiej kondycji?

– Nie chcę tak nazywać sprawy. Miesiąc temu nasza młodzieżówka zdobyła medal na Euro. Inna sprawa, że 70% młodzieżówki, będzie w przyszłości grało na trawie i tu trochę zakrzywiamy rzeczywistość. Nie jest tak źle, ale nasza liga jest odbiciem lustrzanym trawiastej ekstraklasy. Jeżeli nie mamy żadnego zawodnika grającego w futsal za granicą, to pan może zadzwonić do trenera Brzęczka i zapytać go, gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby miał powołać piłkarzy tylko z polskiej ligi. Mamy niezłych zawodników, ale nie ma też urodzaju bogactwa. Liga jest stabilna, jest kilku ciekawych graczy, których też sprawdziłem. Wyobraźmy sobie, że Robert Lewandowski zawala w jednym meczu bramkę, a w drugim kolejną. Stać nas, aby posadzić go na ławce? Nie. Tak jest też z najlepszymi graczami mojej drużyny. Nie mogę ich posadzić na ławce. Przez to nie czują presji, no chyba że koleżeńską. Zawaliłem, wybacz mi. Ja pokazuję im błędy, trochę pokrzyczę, ale to jest jak z dzieckiem. Nakrzyczysz, nakrzyczysz, jednym uchem wpada, drugim wypada.

Trenerze, jak wam się grało i trenowało w Zielonej Górze? Jak miasto spisało się jako gospodarz imprezy?

– Bardzo dobrze. Niczego nam tu nie brakowało, jeżeli chodzi o hotel, warunki, czy halę. Graliśmy w Koszalinie baraże do Euro, przyszła pełna hala, prawie cztery tysiące ludzi. Graliśmy w Opolu z Rosją, pełna hala, trzy tysiące ludzi. Graliśmy w Nysie, dwa i pół tysiąca, pełna hala. Na to pytanie może pan sobie sam odpowiedzieć. Jeżeli w Zielonej Górze nie ma popytu na taką dyscyplinę, to nie wiem, czy jest potrzeba, aby futsal grał w takim miejscu. To tylko moja opinia, bo o wszystkim decyduje PZPN. Związek chce propagować naszą dyscyplinę. Czy lokalny związek zrobił wszystko, aby wypełnić halę? Nie wiem. Macie piękną halę, gdyby przyszedł komplet widzów, to Zielona Góra mogłaby się stać miejscem, gdzie rozgrywalibyśmy nasze spotkania. Wydaje mi się, że gdy graliśmy tu niespełna trzy lata temu z Belgią, to na meczach w środku tygodnia przyszła podobna liczba kibiców. Zostawiam to waszej ocenie…

Napisz komentarz »