REKLAMA

Sport

Jestem z siebie dumny!

Opublikowano 02 listopada 2019, autor: Jakub Kłyszejko

Zielonogórzanin Kacper Frątczak z Akademii Sportów Walki Knockout został mistrzem świata w kick-boxingu. Popularny „Chini” przywiózł złoto z Sarajewa, ale tytuł tylko rozbudził jego oczekiwania. Za miesiąc podopieczny trenera Tomasza Paska chce wrócić z kolejnym krążkiem! Dodajmy, że Rafał Gąszczak wywalczył srebro w light kontakcie +94 kg, a Przemysław Kalisz z SKF Boksing Zielona Góra wrócił z brązowym medalem w wadze do 57 kg.

Jakie to uczucie być mistrzem świata?

– Niesamowite, bo mistrzostwo świata seniorów, to największa rzecz, jaką można osiągnąć w kick-boxingu. Życzę każdemu sportowcowi, aby mógł przeżyć to, co ja. Stałem na podium, wysłuchałem „Mazurka Dąbrowskiego”, polały się łzy szczęścia. Coś wspaniałego.

W takim momencie przypominają się te trudniejsze momenty, godziny treningów, wyrzeczenia?

– Człowiek na chwilę odcina się od rzeczywistości, jest z siebie dumny i szczęśliwy. Wie, że wszystkie poświęcenia, wyrzeczenia, samodyscyplina nie poszły na marne.

Opowiedz o drodze do złota.

– Droga do złota rozpoczęła się już w tamtym roku na mistrzostwach Europy, gdzie zostałem oszukany w walce o finał z reprezentantem Rosji. Powiedziałem sobie, że w przyszłym roku zdobędę złoto na mistrzostwach świata i zrobię wszystko, aby tak się stało. Miałem bardzo ciężki okres przygotowawczy. Dużo trenowałem i startowałem. Dwa tygodnie przed mistrzostwami zdobyłem pas Międzynarodowego Mistrza Polski PZKB w formule low-kick. To był ostateczny sprawdzian przed MŚ. W Sarajewie stoczyłem trzy bardzo trudne pojedynki. Na początek spotkałem się z reprezentantem Chorwacji. Wygrałem jednogłośnie na punkty. Chorwaci mają teraz bardzo dużą motywację, bo związek wynagradza ich za medale MŚ tak samo, jak za medale olimpijskie. Drugą walkę stoczyłem z utytułowanym i doświadczonym Serbem. Byłem bardzo szybki, zdeterminowany i w stu procentach wykonałem swój plan taktyczny. Zdemolowałem rywala i wygrałem jednogłośnie na punkty. W finale spotkałem się z Rosjaninem. O tym przeciwniku nic nie wiedziałem. Dzień wcześniej oglądałem tylko jego walki na YouTube. Obraliśmy z trenerami odpowiednią taktykę. Dobrze ją realizowałem. Wiedziałem, że Rosjanie zawsze są faworyzowani przez sędziów i ani na moment nie odpuszczałem. Starałem się wypracować jak najwięcej punktów. W drugiej rundzie rywal zaczął trochę odrabiać, ale w trzeciej wygrałem sercem i charakterem. Nie kalkulowałem i szedłem na ostre wymiany. Mam wymarzony tytuł i jestem z siebie bardzo dumny.

Dlaczego Rosjanie są faworyzowani przez sędziów?

– Wydaje mi się, że ma to podłoże polityczne. Nie zagłębiałem się bardziej w ten temat, ale taka jest moja opinia.

Radość, niedowierzanie, wzruszenie. Które z uczuć najmocniej ci towarzyszyło?

– Najbardziej radość. Wiem, że stać mnie na bardzo dużo. Jestem ambitnym zawodnikiem i zawsze dążę do perfekcji. Nie spoczywam na laurach. Ogromny sukces jeszcze bardziej napędza mnie do dalszej pracy. Mogę zadeklarować, że nadal będę dawał z siebie wszystko. Być może niedługo kick-boxing zostanie dyscypliną olimpijską. Bardzo bym tego chciał i moim celem będzie olimpijski start.

W jaki sposób będziesz świętował sukces?

– Na pewno zafunduję sobie parę dni odpoczynku od treningów. Organizm oraz głowa muszą się zregenerować. Na takim turnieju trzy walki z najlepszymi na świecie są dużym wysiłkiem. Potem wrócę do treningów i zdrowszego jedzenia. Teraz mam lekki odpust (śmiech). W końcu mogę sobie pozwolić na pizzę! Za miesiąc jadę na kolejne mistrzostwa świata. W kick-boxingu jest sześć formuł. Te mistrzostwa odbywały się dla trzech, a na kolejnych w Antalyi zostaną rozegrane następne trzy. Powalczę tam w kategorii wagowej do 84 kilogramów w formule kick light.

Pojawisz się na kolejnej gali u Tomka Makowskiego?

– Na razie trwają rozmowy. Prawdopodobnie powalczę w Nowej Soli, ale musimy dograć jeszcze pewne szczegóły. Teraz skupiam się na najbliższych startach. Chciałbym przywieźć kolejny medal z Turcji!

Napisz komentarz »