REKLAMA

Wasze sprawy

Kargule i Pawlaki z ulicy Żagańskiej

Opublikowano 02 listopada 2019, autor: Michał Szczęch

Skonfliktowane grupy są dwie. Po dwie rodziny w każdej z grup. – To zwykła, ludzka złośliwość – mówią jedni i drudzy. Konflikt zaognia się coraz bardziej. Pojawiają się głosy, że na Żagańskiej dojdzie do rękoczynów.

Konia z rzędem temu, kto wskaże, jakie jest źródło konfliktu sąsiadów z ulicy Żagańskiej w Kożuchowie, którzy dziś kłócą się w zasadzie o wszystko. O szafki na buty – czy mogą stać w korytarzu, czy nie. O wielkie kamienie leżące przy płocie, które ustawił sąsiad i nie chce usunąć. O śmieci wywalane na łąkę za ogrodzeniem. O wejście na strych. O wyzwiska typu „ty kurwo”, „ty dziadzie”, „ty szmato”. O liczne donosy, na przykład takie: „Sąsiad chciał przejechać moje dziecko”. Kłócą się o piec, czy stanął legalnie, czy też nie, o remont komórki, o ogrodzenie, o ścianę pomalowaną na różowo. O to, że jedni drugim stresują dzieci, aż te dostają gorączki. O to, że jedni drugich nakręcają przeciwko sobie. O „skakanie” nie tylko z buzią, ale też z pięściami…

Skonfliktowane grupy są dwie. Po dwie rodziny w każdej z grup. Nie chcą przestać. Nie chcą ustąpić

– To zwykła, ludzka złośliwość – Marzena, która jest w grupie z Anną, obwinia pozostałych sąsiadów. – Chcę wykupić mieszkanie i myślę, że mi zazdroszczą – mówi Anna.

– To zwykła, ludzka złośliwość – odpowiadają ci drudzy. Nie chcą imion i nazwisk w gazecie.

Kiedyś potrafili rozmawiać. Niektórzy siadali nawet razem przy grillu. Dziś nie potrafią.

Prezes:

– Zalega stos skarg

Donosy trafiają między innymi do USKOM-u, któremu obecnie podlega jedno mieszkanie własnościowe spod tego adresu.

W USKOM mówią, że nie ma tygodnia, by skonfliktowane rodziny z Żagańskiej nie przyszły. Bywa, że przychodzą codziennie. W segregatorze zalega stos skarg, które przynoszą. W miniony poniedziałek było apogeum i trzy rodziny z Żagańskiej przyszły jednocześnie.

– Zajmujemy się ich wnioskami, choć w zasadzie nie powinniśmy – mówi Sławomir Trojanowski, który prezesem USKOM-u jest od pięciu lat i nie przypomina sobie bardziej zaognionego konfliktu. – My jesteśmy od wykonywania uchwał i na tym w zasadzie nasza rola się kończy. Niewykluczone, że jeśli będzie tak dalej, to zrezygnujemy z obsługiwania tego adresu, a mamy takie prawo – kwituje Trojanowski i odsyła do urzędu miasta.

Burmistrz:

– Tacy są ludzie

– Ja nie jestem od rozwiązywania spraw międzyludzkich i konfliktów między sąsiadami – ucina burmistrz Paweł Jagasek. – Przeważnie jest to po prostu robienie sobie na złość i nic więcej.

Zdaniem Jagaska, w niemal każdej wspólnocie znajdzie się osoba, która albo blokuje remonty, albo nie chce wpłacać na fundusz mieszkaniowy. – Gdybym miał się tym zajmować, to na nic innego nie miałbym czasu, tak wiele jest tych sytuacji. Tacy niestety są ludzie. Coraz bardziej roszczeniowi, w myśl błędnej zasady, że wszystko się należy.

Gdy skonfliktowane rodziny przychodzą do urzędu miasta na skargę, to burmistrz przeważnie ma im do powiedzenia jedno: – Od tego jest policja, żeby rozwiązywać takie problemy.

Komendantka:

– To trend społeczny

Policjanci przyjeżdżają, interweniują, pouczają i rozkładają ręce.

– Jedna i druga strona składa zawiadomienia, trzeba podejmować wiele czynności, wysłuchiwać każdą ze stron, robić konfrontacje, angażować ludzi i często nic to nie daje – komentuje Ewa Rotarska, komendantka policji w Kożuchowie. – Wydaje się, że w grę wchodzą cechy charakterologiczne tych osób. Jedziemy, pouczamy, sprawa na chwilę przycicha, a później znowu wraca.

Rotarska, podobnie jak Jagasek, zauważa, że tak skonfliktowanych rodzin w Kożuchowie jest coraz więcej. – To trend społeczny – mówi. – Ludzie coraz rzadziej rozmawiają ze sobą. Kiedyś większą wagę przywiązywało się do uczenia dzieci pewnych norm społecznych, teraz już tego nie ma. Może to jest związane z silnym poczuciem własności, z wewnętrznym egoizmem, że ludzie myślą głównie o sobie, a nie o innych?

Jeśli zgłoszenia są ewidentnie bezzasadne, to Rotarska stoi na stanowisku, by interwencje kończyć restrykcyjnymi środkami (na przykład mandatami).

Najlepiej się wyprowadzić?

W konflikcie z ulicy Żagańskiej jedni i drudzy mówią, że już nie wytrzymują nerwowo. Boją się, że dojdzie do rękoczynów. Nie potrafią jednak usiąść przy stole, zapomnieć o tym, co było i zwyczajnie, po ludzku, się dogadać. Tylko w jednym są zgodni – jedni i drudzy nie widzą wyjścia z sytuacji innego, niż wyprowadzka.

Napisz komentarz »