REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Było tu jak w domu strachów

Opublikowano 09 listopada 2019, autor: Michał Szczęch

Dom Kultury w Nowym Miasteczku nie jest już taki jak dawniej. I całe szczęście!

O Domu Kultury w Nowym Miasteczku i o Halinie Sarbak, która tam sprząta, kabarety układały skecze. Na przykład ten o ubikacji za sceną. – Ubikacja pamiętała czasy późnego Stalina i wczesnego Gierka – opowiada pani Halina. – Przyjechał kabaret K2. I zrobili skecz, że idą do toalety, a ja lecę z aerozolem i psikam. Bo strasznie z tej toalety śmierdziało.

Był też skecz, że dom kultury jest zabytkowy, bo ma freski. Te freski, to grzyb i bród na ścianach i na suficie, do niedawna ukrywane za siatkami w moro, rozwieszanymi przez pracowników. Później Renata Bielińska, która w domu kultury prowadzi sekretariat i odpowiada między innymi za prowadzenie fitnessu, ćwiczyła na karimacie. Zobaczyła te „freski” i nie mogła przestać się śmiać. Tyle tylko, że był to śmiech przez łzy.

Teraz kabarety, które przyjeżdżają do Nowego Miasteczka, będą musiały wysilić się nieco bardziej przy układaniu skeczów. Dom kultury jest nie do poznania. – Właśnie zakończyliśmy kolejny etap remontu i z dumą mogę powiedzieć, że nasz dom kultury wyremontowany jest już w siedemdziesięciu procentach – cieszy się dyrektor Grzegorz Zwarycz.

Pierwszy taki remont

od czterdziestu lat

– Nastałam cztery lata temu, razem z dyrektorem, i wtedy wszystko zaczęło się zmieniać – wspomina H. Sarbak. – Taki był bród i bałagan, że jak zaczęłam sprzątać pomieszczenia ze zbędnych sprzętów w czerwcu, tak skończyłam w listopadzie. Wywieźliśmy pięć przyczep gratów!

Takich remontów, jak te ostatnie, dom kultury nie widział od czterdziestu lat. Wyremontowano między innymi scenę. – Różnica jest zasadnicza – mówi Sarbak. – Mycie paneli jest łatwiejsze od szorowania starego parkietu. Dawniej człowiek się zaszorował, a parkiet i tak wyglądał jak brudny, bo szmatą i wiadrem wody ze starego nowego nie zrobisz.

Sprzątania nie ułatwiały dywany i pięć warstw wykładziny. Nie ułatwiały też stare, zakurzone kotary. Co człowiek sprzątnął, to opadał kurz i znowu było brudno. Przy okazji remontu, wykładziny i kotary wylądowały w śmietniku. Do niczego się nie nadawały, podobno aż rozłaziły się w rękach.

Remontu doczekała się też sala widowiskowa. Ta w nowym wydaniu miała premierę w połowie października, z okazji Dnia Seniora. Skończyły się występy. G. Zwarycz włączył światło. I ludzie byli w szoku, że jest tak jasno. Dawniej salę oświetlały prowizoryczne lampy, a teraz jest oświetlenie z prawdziwego zdarzenia.

Przybyło też działających gniazd z prądem, bo były tylko dwa. I przede wszystkim zniknęły kable, podpięte prowizorycznie, bo udało się też wyremontować instalację. – Więcej nie kopnie mnie prąd – Halina Sarbak znowu oddycha z ulgą. – Kiedyś zachciało mi się odkurzyć pianino – wspomina. – Chwyciłam za kable i mnie potrzepało.

Dawniej grzały trzy grzejniki, dziś grzeje trzynaście. Naprawiono też wentylację. A na piętrze powstała sala multimedialna, taka do szkoleń i nauki języków, z rzutnikiem, tablicą multimedialną, projektorem, drukarką i trzema laptopami.

Planów na przyszłość

mają sporo

– Prace, które wykonaliśmy przez ostatnie pięć miesięcy, powinny kosztować sto pięćdziesiąt tysięcy złotych, a my wydaliśmy czterdzieści tysięcy – rachuje Zwarycz. – Wszystko dzięki sponsorom (udało się od nich pozyskać blisko dwadzieścia tysięcy) i dzięki pani burmistrz, która przysłała pracowników budowlanych zatrudnianych przez gminę i bardzo nas wspierała. Taki był podział, że gmina daje pracowników, a my materiały.

Plany na przyszły rok obejmują remont korytarzy, remont parkietu w sali widowiskowej, zakup nowych kurtyn, budowę podjazdu dla niepełnosprawnych, dokończenie sali do prób, takiej ze sprzętem i wygłuszonymi ścianami. W planach jest również remont biblioteki, wcześniej trzeba jednak napisać projekt i zdobyć pieniądze. Pracownikom GDK marzy się też projektor, dzięki któremu dom kultury będzie zamieniał się w małe kino.

By mieć na remonty, należy oszczędzać. – Dlatego w domu kultury pracuje tylko trzech pracowników, ja, pani Renata i pani Halina – wyjaśnia Zwarycz. Jako dyrektor, nie boi się chwycić za szpachelkę, odpowietrza grzejniki, dba o nagłośnienie, ma też uprawnienia instruktora. Takie uprawnienia ma również pani Renata z sekretariatu, która prowadzi nie tylko zajęcia z fitnessu, ale też m.in. taneczne z seniorami i pilates.

Dom kultury

jest ważny

Anita Dolata, nauczycielka muzyki, przychodzi do domu kultury i mówi, że niebo, a ziemia. – Wreszcie nie boję się, że coś spadnie, że ktoś chwyci za kable i go potrzepie prąd. Trzeba inwestować w kulturę, bo korzystają dorośli, ale też dzieci. Przychodzą do domu kultury i mają co ze sobą zrobić. A tak, to czepiałyby się ich głupoty.

Napisz komentarz »