REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zarzuty dla przedszkolanki

Opublikowano 23 listopada 2019, autor: Patryk Świtek

Róża Dykiel, była dyrektorka przedszkola w Lubięcinie, usłyszała zarzuty prokuratora. Przed sądem odpowie za naruszenie nietykalności cielesnej dzieci.

Pod koniec września nowosolska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko R. Dykiel.

– Zarzuca się jej naruszenie nietykalności cielesnej dziecka oraz spowodowanie obrażeń naruszających czynności narządu ciała na czas poniżej 7 dni – informuje Zbigniew Fąfera, rzecznik prokuratury okręgowej.

Sprawę do organów ścigania skierowała Ewa Drozdowska, dyrektorka szkoły w Lubięcinie. Wcześniej, również po jej zgłoszeniu, badała ją m.in. Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubuskim. Przesłuchania prowadzili też urzędnicy z Kuratorium Oświaty.

– Sprawie ukręcono wtedy łeb. Wygląda to tak, jakby kuratorium wspólnie z wojewodą tuszowało wszystko, a przecież zeznania były miażdżące – mówi jeden z rodziców.

Musztra jak w wojsku

Z protokołów z kontroli kuratorium wyłania się obraz przedszkola, w którym dominuje strach. Z zeznań nauczycieli i rodziców wynika, że dzieci były szarpane, a nawet bite. Jedna z matek przytoczyła słowa syna: „pani szarpała go, biła go po plecach, zabierała go do gabinetu i biła go po głowie”. Chłopiec bał się nawet przechodzić koło przedszkola.

Inni rodzice opowiadają, że dzieci były na siłę wyciągane z sali i wleczone do kuchni, gdzie miały się „wyciszyć”. Za karę same siedziały na korytarzu. Wyrywano im z rąk zabawki, nawet te, które same przynosiły do przedszkola.

„Niegrzeczne dzieci, które niewłaściwie się zachowywały przy posiłkach lub płakały, karała jedzeniem na stojąco” – czytamy w protokole.

„Naśmiewała się z dzieci, np. otyłych”. Do jednego chłopca miała powiedzieć „nawet małpa nauczy cię czytać”.

W protokole czytamy też, że R. Dykiel dyskryminowała biedniejsze dzieci. Te z bogatszych domów dostawały cukierki, rodzynki, częściej były chwalone i przydzielane do recytacji wierszyków, ich złe zachowanie było przemilczane. Te z gorszych domów miały pod górkę. Ich przewinienia były piętnowane.

Nauczycielki mówiły też o mobbingu. Nie mogły przytulać dzieci, ani brać na kolana. Miały też zakaz rozmawiania z rodzicami. Na zewnątrz nie mogło wyjść, że są jakieś problemy.

„W przedszkolu panowała musztra jak w wojsku, zarówno względem dzieci jak i pracowników” – zeznała jedna z przedszkolanek.

Najgorzej miały dzieci pracownic. „Moje były traktowane jak psy” – opowiedziała jedna z nich. Gdy córka chciała się do niej przytulić, inna przedszkolanka odrywała na siłę, bo widziała to pani dyrektor.

„(…) straszyła, że na moje miejsce jest mnóstwo podań (…) między sobą bałyśmy się rozmawiać, a co dopiero powiedzieć o tym rodzicom” – mówiła przedszkolanka.

Sprawa polityczna?

Kuratorium uznało, że w przedszkolu łamano prawa dziecka, stosowano przemoc psychiczną i fizyczną, a dzieci często zostawiano pod opieką „pracowników niepedagogicznych”. Zalecono „wzmocnić nadzór pedagogiczny” nad przestrzeganiem prawa przez panią Dykiel.

Teraz nie ma jej w przedszkolu. Została zawieszona.

– W ostatnim czasie, a szczególnie przez ostatni rok, niektórym bardzo zależało na zdyskredytowaniu mojej osoby – komentuje R. Dykiel. – Do żadnych nieprawidłowości się nie przyznaję. Dopóki toczy się postępowanie jestem niewinna, a na tym etapie sprawa jest w toku. Dotychczas nie miałam możliwości odniesienia się do stawianych mi zarzutów, ale mogę stwierdzić, że są one nieprawdziwe – tłumaczy.

Część rodziców broni przedszkolanki i mówi, że sprawa ma tło polityczne. To w końcu żona Jarosława Dykiela, obecnie sekretarza powiatu, byłego wójta gminy i rywala politycznego Izabeli Bojko.

– Guzik prawda – denerwuje się jeden z ojców. – Tu chodzi wyłącznie o dzieci. Były strasznie traktowane, wręcz gnojone. Szarpano je, zamykano w kuchni, czy w piwnicy. Mojej córce zakazywano chodzić do toalety. Od 8.00 do 13.00 nie mogła iść do ubikacji. Z przedszkola biegła do domu, żeby zdążyć do toalety. Do dzisiaj ma uraz i na przerwach w szkole nie korzysta z toalety. Biega do domu. Syn mojej koleżanki zrywa się po nocach, bo śni mu się to, co spotkało go w przedszkolu. Ta pani nigdy nie powinna opiekować się dziećmi. Ona po prostu je krzywdziła – denerwuje się.

Róża Dykiel stanie przed sądem w grudniu. Grożą jej nawet dwa lata więzienia.

Napisz komentarz »