REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Ludzi trzeba słuchać!

Opublikowano 30 listopada 2019, autor: FP

– Nowa Sól potrzebuje prezydenta otwartego, a nie takiego, który ciągle obraża się na innych – przekonuje Przemysław Ficner, który zamierza powalczyć o prezydencki fotel.

Kto najbardziej namawiał na start?

Mieszkańcy Nowej Soli, znajomi… Powiem szczerze, że byłem tym zaskoczony, w ostatnim czasie dzwonili do mnie ludzie, których nie znam. To było mobilizujące i skłoniło mnie do startu w wyborach. Poza tym, dużo moich pomysłów pokrywa się z oczekiwaniami mieszkańców.

Dlaczego z własnego komitetu, a nie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości?

Po pierwsze należałoby to robić już na szczeblu Warszawy, po drugie formuła własnego komitetu jest dla mnie jeszcze bardziej mobilizująca.

Ale oficjalne poparcie partii jest?

Tak. Różne łatki próbowano mi przypinać i pewnie niejedną historię o mnie wymyślą, ale ta decyzja rozwiewa wszelkie wątpliwości.

A to nie jest tak, że partia próbuje załatać dziurę po Robercie Paluchu?

Nie wiem. Struktury nowosolskie składają się z fajnych ludzi i trzeba to scementować. Dalej jesteśmy razem, spotykamy się. Co do lidera, nie należy narzucać go odgórnie.

Co w mieście „zaprogramowanym” przez obecną władzę, chce poprawić Ficner?

Nowa Sól zmieniła się diametralnie i tego nikt nie podważa. Ale wciąż jest wiele do zrobienia, wiele niewygodnych sfer jest pomijanych.

Które?

Zwłaszcza społeczna. To trudna rzecz i pewnie dlatego nikt nie chce się za to wziąć. W sąsiednich miejscowościach liczących kilkuset mieszkańców powstają kluby seniora. I ludzie z Nowej Soli chcą się tam zapisywać, bo w 36-tysięcznym mieście takich nie ma. To jest absurd. Seniorzy siedzą w domach, podczas gdy to są bardzo wartościowi ludzie!

W każdej dzielnicy taki klub powinien powstać. Na to są pieniądze rządowe, ale jak ktoś się obraża na pewien szczebel władzy, to nic dziwnego, że z takich środków nie korzysta. Ale nie to jest ideą rządzenia, żeby się obrażać, zabierać zabawki i wyganiać z piaskownicy. Rządzenie to nie zabawa.

Co jeszcze?

Sport. Mamy w mieście zdolnych lekkoatletów, piłkarzy ręcznych, piłkarzy nożnych, judoków… Te grupy nie mają odpowiedniego wsparcia. Nie można iść w monopol, również w sporcie. Trzeba wrócić do równowagi, trzeba wspierać różne dziedziny.

Co jeszcze jest do poprawki?

Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o pływalnię, która powstaje, jest w zbyt wąskiej formule. Lokalizacja jest nietrafiona.

Pierwotny plan mówił o basenie przy S3.

Popatrzmy na inne miasta – to nigdy nie jest w centrum. Zjednoczenia to zabytkowa ulica, a park, który wycięto pod budowę, wciąż mógłby robić za „zielone płuca” w centrum.

Inna sprawa, że w mieście brakuje prawdziwego basenu, nawet odkrytego. Nowosolanie latem jeżdżą do Bytomia Odrzańskiego, Kożuchowa czy na cypel w Jodłowie. Tam połowa ludzi jest z Nowej Soli.

W planach jest jeszcze hala, tuż obok pływalni.

Jest jakaś taka tendencja skupiania wszystkiego w centrum. Może w mentalności władz taka właśnie ma być Nowa Sól – zamknięta na to, co wokół.

Trzeba się otworzyć, przestać obrażać i dyktować warunki, a zacząć współpracować. Przykład powiatu – w poprzedniej kadencji w każdej gminie coś się działo. Nie mówię, że były to milionowe inwestycje, ale zawsze. Dziś znów wszystko skupia się wokół jednej gminy…

…i przyjaciół.

No tak! Nie można tworzyć kółek wzajemnej adoracji. Nie w samorządzie. Głośno mówi się o partnerstwie, a robi zupełnie coś innego.

Dwa tematy: tunel pod torami i hałda na Dozamecie.

Tunel powoli przechodzi do sfery marzeń. Jest 300 mln zł do podziału w skali kraju i trudno sobie wyobrazić, że jedna piąta z tego spłynie na Nową Sól, podczas gdy rząd jest opluwany przy każdej okazji. Tunel bez wątpienia, jest potrzebny – być może w innej formule. Urzędnicy mieli inne pomysły, ale wizja została nakreślona przez jednego czy dwóch panów. I teraz nie wolno tej wizji ruszyć.

Hałda to trudny temat, ale moim zdaniem da się go załatwić w ciągu jednej kadencji. Było mnóstwo spotkań w ministerstwie, byli przychylni ludzie, ale obecnie problem pozostawiono.

Podobnie było z fabryką nici. Temat też był ciężki, ale w końcu „źli ludzie z PiS” załatwili pieniądze na wyburzenia, które zresztą nadzorowałem. Pokazaliśmy, że można, po 20 latach niemocy.

Ekipa rządząca mówi, że miasto jest „zaprogramowane”, że to „samograj”…

To w takim razie, czym się tak martwią? Jeśli każdy jest w stanie tym miastem pokierować i niczego nie zepsuć, to w czym problem? Z jednej strony słyszymy, że to jest miasto ułożone i nie ma czym się martwić, z drugiej powołuje się specjalnych dyrektorów i wmawia, że tylko jedna osoba nadaje się do kierowania miastem. Jedno wyklucza drugie. Ale nowosolanie nie są głupi, nie można ich w ten sposób okłamywać. Ta bańka kiedyś pęknie.

Doświadczenie zdobyte w starostwie wystarczy, by rządzić miastem?

Mój główny kontrkandydat był wiceprezydentem 36-tysięcznego miasta przez 17 lat, przy czym magistrat ma ok. stu urzędników. Powiat ma 87 tys. mieszkańców, urzędników w starostwie też jest ok. stu. Również byłem zastępcą, choć przez trzy lata, a nie 17. Ale nie chodzi o ilość, a jakość. Byłem bardziej aktywny i więcej mnie było w terenie. I tego w mieście brakuje – wyjścia do ludzi i wsłuchania się w ich potrzeby.

To dlatego Nowa Sól nie ma budżetu obywatelskiego?

Dokładnie. Miasto ma spory budżet, oddajmy więc ludziom do dyspozycji choćby i 300 tys. zł., niech zadecydują.

Nowa Sól stała się ładnym miastem – głównie w centrum, bo na obrzeżach jest różnie – ale bez ludzi, bez aktywnego społeczeństwa, które może decydować i mieć swoje zdanie.

Co to znaczy, że na obrzeżach jest różnie?

Widać to na przykładzie inwestycji drogowo-oświetleniowych. W Nowej Soli są dwa różne światy. Im dalej od centrum, tym gorzej. Na obrzeżach jest dużo do zrobienia. Lampy na Starym Żabnie czy Pleszówku to jest dramat.

Przy okazji poprzednich wyborów, ale nie tylko, z różnych ust często padały słowa o powiększeniu Nowej Soli kosztem ościennych gmin.

Ciężko mówić o powiększeniu miasta, gdy ciągle słyszymy o konfliktach między urzędami. To wymaga partnerstwa. Z punktu widzenia włodarza miasta, jest to dobry kierunek, ale nic na siłę. Nie można ludziom „łamać kręgosłupów”.

Szykuje się pan na brudną kampanię?

Mamy gazetę, w 100 procentach własność urzędu miasta. Redaktor naczelna jednocześnie pracuje w spółce miejskiej i jest pełnomocnikiem finansowym komitetu wyborczego. Jaka to jest niezależność? Ludzi nie można okłamywać w nieskończoność.

Nowosolska władza krytykuje PiS, mówiąc o jedynym słusznym człowieku i jedynych słusznych mediach w kraju. A co mamy w mieście? Mamy ponoć jedynego słusznego kandydata i jedyną słuszną gazetę. To jest absurd i nowosolanie zaczynają to dostrzegać.

Przypomnę, że na stanowisko wicestarosty zostałem wybrany głównie dzięki głosom radnych z komitetu pana Tyszkiewicza. Wówczas Ficner z małym doświadczeniem był bardzo dobrym kandydatem. Po trzech latach pracy w starostwie, ale przed wyborami, przedstawia się, że jestem bardzo złym kandydatem. Absurd!

Dlaczego nowosolanie powinni zagłosować na Przemka Ficnera?

Ponieważ Przemysław Ficner docenia to, co zostało zrobione. I chciałby, żeby miasto było dla mieszkańców, a nie prezydenckich miłośników. Trzeba wyrównać dysproporcje rozwojowe pomiędzy różnymi częściami Nowej Soli. Ludzie muszą uwierzyć, że mogą decydować, że miasto jest ich. Rada miejska powinna wyznaczać własne cele, a nie tylko akceptować te wyznaczone przez włodarza.

Nowa Sól potrzebuje prezydenta otwartego, a nie takiego, który obraża ludzi i obraża się na ludzi.

Prezydent także może się mylić, każdy może popełnić błąd, jesteśmy ludźmi. Ja jednak potrafię się do błędu przyznać, uderzyć się pierś i powiedzieć: nie miałem racji.

Uważam, że ludzi trzeba słuchać. Jestem weryfikowany codziennie, bo pracuję z mieszkańcami. Tak samo powinno być w mieście. W starostwie mój gabinet był otwarty dla mieszkańców, nie tylko w jeden dzień w tygodniu. Byłem wręcz zszokowany, że dla wielu osób to była jakaś nowość.

Napisz komentarz »