REKLAMA

Wasze sprawy

Śmierdząca sprawa

Opublikowano 07 grudnia 2019, autor: Michał Szczęch

Gdyby nie bystre oko Danuty Wojciechowskiej, emerytki z Siedliska, gdyby nie czujny nos Tiny i gdyby nie pomoc Inicjatywy Dla Gminy Siedlisko, to sprawa śmierdzącego szlamu, zakopanego w okolicach oczyszczalni ścieków, nie wyszłaby na jaw.

Danuta Wojciechowska poszła z psem na spacer. – Zawsze idę tam, gdzie Tina mnie zaprowadzi – mówi. W ostatnią niedzielę listopada Tina, suczka wzięta ze schroniska, zaprowadziła D. Wojciechowską w okolice remontowanej oczyszczalni ścieków. – Tam zauważyłam wykopaną dziurę, a w niej czarną, śmierdzącą maź – opowiada mieszkanka Siedliska, w przeszłości między innymi księgowa w urzędzie gminy. – Mam stary, słaby telefon, którego używam tylko do dzwonienia. Dlatego zadzwoniłam do Tadeusza Czaykowskiego, żeby zrobił zdjęcia.

T. Czaykowski ze Stowarzyszenia Inicjatywa Dla Gminy Siedlisko, które działa na rzecz mieszkańców i gminy, przyjechał na miejsce. – To była dziwna, śmierdząca maź, o konsystencji rozpuszczonego budyniu – opowiada. – Widać było, że wsiąka w grunt. Obok dziury leżały pozostałe odpady, wysuszone na wiór, jakby odsączone.

Z obawy, że zatruwana

jest gleba

W poniedziałek D. Wojciechowska znowu poszła w okolice dziury z śmierdzącym szlamem. – Na miejscu zastałam pracowników i koparkę. Nabierali łychą śmierdzący szlam i ładowali do kolejnej dziury. Nie mogłam moim kiepskim telefonem nakręcić filmu, ale udawałam, że nagrywam. Pracownicy, gdy zobaczyli, co robię, nagle jakby się wystraszyli, wyłączyli maszyny i wstrzymali prace.

To muszą być odpady z oczyszczalni ścieków – do takiego wniosku doszli Czaykowski i Wojciechowska. Z obawy, że zatruwana jest gleba i łamane prawo, sprawę zgłosili do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze. – Zgłosiliśmy tym bardziej, że niedaleko, bo w odległości 200-300 metrów, mieszkają przecież ludzie.

Zadzwoniliśmy do WIOŚ

W Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska poinformowali, że odpadów z oczyszczalni ścieków nie wolno wrzucać do dziury i zakopywać. Owszem, można rozrzucać na pola, ale po wcześniejszym ustabilizowaniu. Można też spalić lub poddać odzyskowi w kompostowniach lub biogazowniach.

Co zakopano w Siedlisku? Czy naruszono prawo? Czy wcześniej również zakopywano, czy tylko pod koniec listopada? Ma to wykazać kontrola. Tę rozpoczęto na poniedziałek (2.12).

Wcześniej, bo w miniony czwartek, D. Wojciechowska o problemie głośno powiedziała na sesji w urzędzie gminy. Wójt do sprawy odniósł się wtedy krótko – że o niczym nie wie, bo tam nie bywa. Zadeklarował, że to sprawdzi. I tyle.

Kierownik: – Wszystko

przez awarię beczki

W piątek D. Wojciechowska ponownie poszła w okolice oczyszczalni. Po dziurach z śmierdzącą substancją nie było śladu. Zasypano je hałdą ziemi. Są jednak zdjęcia, które zrobił T. Czaykowski. Trafiły do WIOŚ.

Skontaktowaliśmy się z Alanem Drozdowskim, kierownikiem Samorządowego Zakładu Budżetowego w Siedlisku, któremu podlega m.in. oczyszczalnia. Powiedział, że nie wie, skąd w dziurach wzięła się śmierdząca substancja, że może z zewnątrz. I poinformował, że na czas remontu oczyszczalni, teren podlega firmie, która ten remont przeprowadza.

Skontaktowaliśmy się z kierownikiem firmy. – Wszystko przez awarię beczki, która wozi ścieki w gminie Siedlisko – tłumaczył. Stwierdził, że to było zdarzenie jednorazowe i nie wie, kto wydał polecenie, by szlam wyrzucić do dziury.

Co znajdą?

W poniedziałek (2 grudnia) WIOŚ zaczął sprawdzać teren oczyszczalni. W środę naczelnik z wydziału kontroli poinformował nas, że sprawdzanie prowadzone jest dwutorowo. Dotyczy odpadów zakopanych w dziurach i ewentualnego nienależytego oczyszczania ścieków. Na wylocie z oczyszczalni zainstalowano urządzenie kontrolno-pomiarowe. Czy można mówić o jakichkolwiek nieprawidłowościach? O tym przekonamy się być może za kilka dni.

Napisz komentarz »