REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

To był ostatni dzwonek

Opublikowano 07 grudnia 2019, autor: Michał Szczęch

Pan Rysiek prawdopdobnie by umarł. Dzięki pomocy pani Basi i interwencji „Regionalnej”, trafił jednak do profesora Pawła Golusińskiego.

Historię pana Ryśka opisaliśmy tydzień temu, w tekście pt. „Jak pani Basia ratowała Ryśka”. Od lat miał znamię na lewym poliku. Zaczęło rosnąć. Na przełomie sierpnia i września pękło. Panu Ryśkowi próbowała pomóc Barbara Szałęga, dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury w Wymiarkach. Pomagała ot tak, bo jest dobra, choć pan Rysiek za kołnierz nie wylewał i wielu powiedziałoby „ma jak ma, bo sobie zasłużył”. Z diagnozą, że to rak, byli odsyłani od lekarza do lekarza. Nikt nie wpadł na to, by wysłać pana Ryśka do specjalisty, który leczy takie przypadki, choć od poradni do tego specjalisty jest… trzysta metrów. Po interwencji „Regionalnej”, po pomocy Sylwii Malcher-Nowak, rzeczniki szpitala, w połowie listopada ranę pana Ryśka obejrzał profesor Paweł Golusiński, otolaryngolog ze szpitala w Zielonej Górze, jeden z najlepszych w kraju specjalistów w leczeniu nowotworów głowy i szyi. Już po kilku dniach przyjął pana Ryśka na oddział, a w miniony poniedziałek przeprowadził operację ratującą panu Ryśkowi życie.

Jak nazwać schorzenie pana Ryśka?

– To rak skóry twarzy. Pacjent mówił, że w lipcu zaciął się przy goleniu, a rana nie chciała się goić, guz się rozwijał i krwawił. Gdy choroba była już zaawansowana, szukał pomocy w różnych miejscach. Tacy pacjenci powinni być w porę wychwytywani przez lekarzy, na przykład przez dermatologów. Niestety, nie zawsze są.

Czy to był trudny zabieg?

– Myślę, że nie każdy chciałby się go podjąć przez wzgląd na zaawansowanie choroby. Pacjent był w ciężkim stanie ogólnym. Musieliśmy czekać, aż kardiolodzy wyrównają stan chorego i uzyska on akceptację anestezjologów, by móc przeprowadzić operację. Trwała cztery godziny. Udało się usunąć guz. W obrębie twarzy pozostał duży ubytek, bo musieliśmy usunąć też mięśnie twarzy, śliniankę, aż do czystej kości (w tym momencie profesor prezentuje zdjęcie twarzy pana Ryśka, w połowie pozbawionej skóry i mięśni).

Połowy twarzy nie ma…

– Rekonstrukcję przeprowadziliśmy, pobierając płat skóry z ramienia (profesor prezentuje zdjęcie twarzy po przeszczepie).

Taka choroba często stygmatyzuje.

– Dlatego rekonstrukcja jest tak ważna. U tego pacjenta była stosunkowo łatwa. Musieliśmy zastosować dosyć prostą rekonstrukcję przez wzgląd na stan kardiologiczny pacjenta. Ale efekt, tak myślę, będzie bardzo dobry. Zdecydowanie trudniejsze są przeszczepy wolnych płatów z różnych lokalizacji anatomicznych, stosowanych do rekonstrukcji gardła, języka, kości żuchwy. W naszym szpitalu możemy przeprowadzać również takie. To rekonstrukcje trochę z pogranicza chirurgii plastycznej.

– Zakres zabiegów, które tu wykonujemy, coraz bardziej się poszerza. Mamy absolutnie kompleksową możliwość leczenia nowotworów głowy i szyi w wykwalifikowanym centrum onkologii. Mamy sprzęt, odpowiednie narzędzia bardzo wysokiej jakości i coraz lepiej wykwalifikowaną kadrę. Bardzo dobrze funkcjonuje oddział radioterapii (tam wkrótce trafi pan Rysiek ? dop. red.) i onkologii klinicznej. Teraz doszła chirurgia, można powiedzieć, że to trzecia noga, na której kompleksowe leczenie w zasadzie się opiera.

Czy wiele osób trafia na oddział w tak poważnym stanie jak pan Rysiek?

– W północno-zachodnim pasie Polski leczę od stosunkowo niedawna. I niestety jest tak, że wielu pacjentów, zwłaszcza starszych, trafia tu do nas w bardzo zaawansowanym stanie. Niedawno na przykład mieliśmy pacjenta z zaawansowanym nowotworem krtani. Przez ponad pół roku odwlekał wizytę. Zjawił się dopiero, gdy zaczął się dusić. Już w trakcie zabiegu operacyjnego okazało się, że niestety resekcja jest już niemożliwa. Tego typu sytuacje są bardzo dramatyczne, bo wtedy niewiele możemy zrobić.

Dlaczego pacjenci zgłaszają się tak późno?

– Wielu w ogóle nie ma świadomości chorób nowotworowych głowy i szyi. Zbyt mało się o tym mówi. Nie tylko pacjenci, ale też lekarze z regionu nie wiedzą, że w takich przypadkach można szukać pomocy bardzo blisko. Nie trzeba wysyłać pacjenta na przykład do Poznania, do Wrocławia. Często, gdy trafią tam do centrum onkologii, dopiero są informowani, że przecież to samo mogą zrobić w Zielonej Górze. Bywa więc, że trafiają do nas okrężną drogą, a wtedy droga leczenia się wydłuża.

Pacjenci w jakim wieku najczęściej trafiają na oddział?

– Klasyczny przykład pacjenta z nowotworem głowy i szyi zmienił się. Dawniej przeważnie był to człowiek wykluczony społecznie, mężczyzna w szóstej, siódmej dekadzie życia, nadużywający alkoholu, palący w nadmiarze. Dziś nie możemy mówić o regule. Coraz częściej na nowotwory głowy i szyi chorują ludzie młodsi. Wszystko przez rosnącą obecność wirusa HPV, nie tylko w obrębie szyjki macicy u kobiet, ale również w obrębie jamy ustnej zarówno u mężczyzn jak i u kobiet. Stąd duża liczba pacjentów, którzy chorują na przykład na nowotwory migdałków, języka, choć nie palą, nie nadużywają alkoholu i są w okolicach czterdziestego roku życia. Na szczęście tacy pacjenci zgłaszają się dużo wcześniej, więc wyleczalność jest wyższa.

Jakie objawy powinny niepokoić?

– Wszystkie dolegliwości utrzymujące się pomimo standardowego leczenia. Chociażby owrzodzenie w obrębie jamy ustnej, albo długo niegojąca się rana. Jeśli pacjent na przykład przygryzie policzek i nie goi się dwa, trzy tygodnie, to konieczna jest konsultacja z lekarzem. Wczesnym objawem nowotworu głowy i szyi mogą być też problemy z połykaniem, długo utrzymująca się chrypka, guzy na szyi, nawet niebolesne. W przypadku pacjentów, którzy w porę zgłoszą się do lekarza, wyleczalność takich nowotworów jest spora (nawet 90 proc.), a chirurgia mało inwazyjna. Natomiast w stadium zaawansowania, z jakim trafił do nas ten pacjent, wyniki są znacznie gorsze.

Co stałoby się z panem Ryśkiem, gdyby nie operacja?

– Naciek wkrótce objąłby swoim zasięgiem kość i ważne naczynia, a wtedy ingerencja chirurgiczna byłaby niezwykle trudna, a nawet niemożliwa. Po kilku miesiącach pacjent z pewnością by umarł. To był ostatni dzwonek.

Dziękuję. 

Napisz komentarz »