REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

W teczce z tektury

Opublikowano 14 marca 2020, autor: Michał Szczęch

– Robią wystawę dla tego pijaka, który zamieszkał na działkach? – niektórzy pukają się w czoła.

Jolanta Mokwińska i Władysława Adamów, emerytki z gminy Siedlisko, zebrały szkice i obrazy autorstwa zmarłego w ubiegłym roku Stanisława Łomnickiego, by zorganizować wystawę ku pamięci tego artysty-amatora. – Nie wolno przekreślać człowieka bez próby zrozumienia, dlaczego jego życie potoczyło się tak, jak się potoczyło – mówią.

W kuchni, na stole leży album. W nim czarno-białe fotografie z podstawówki. Jolanta i Władysława przeglądają strona po stronie.

– We wsi nikt nie miał takiego talentu jak Stachu – wspominają. – Nas to zadziwiało! Tylko co z tego, że odkryto wtedy ten talent?

*

Wtedy, pięćdziesiąt lat temu, dla ludzi ze wsi malowanie obrazów było fanaberią. A dzieciaki, nawet te zdolne, najczęściej wysyłano co najwyżej do zawodówek.

– Nie było we wsi nikogo, kto zechciałby Stacha poprowadzić. Poza jedną nauczycielką. Zawiozła jego prace do liceum plastycznego do Zielonej Góry. „O! Pójdziesz do liceum, do miasta” cieszyliśmy się wszyscy. Bo przecież to była wielka nobilitacja. Podobno Stacha przyjęliby na podstawie tych prac od razu, ale warunkiem był egzamin z teorii. A Stachu nie lubił się uczyć. Zresztą, niby kto miałby płacić za jego edukację w liceum? Nie miał wzorców i wsparcia ani w rodzinie, ani w środowisku, w którym żył, przepełnionym biedą i alkoholem. Nie wiemy nawet, czy skończył zawodówkę – Jolanta i Władysława są przekonane, że gdyby były inne okoliczności, jego życie na pewno potoczyłoby się inaczej.

Malował później na sklepach różne postaci z bajek. Na remizie w Siedlisku namalował strażaka. Zaprojektował Solusia, słynnego krasnala-giganta…

– Ciekawe, czy ludzie z Bielaw, klękając w kościele w czasie drogi krzyżowej, wiedzą, że klękają przed obrazami Stacha, przed jego drogą krzyżową? Miał wzloty i upadki. Coś zarobił i zaraz przepijał. Widywałam go od czasu do czasu. „Czemu tak przepieprzyłeś wszystko?” pytałam. Machał tylko ręką. Gdy wszystko stracił, zamieszkał na działkach i słuch po nim zaginął.

W zeszłym roku Jolantę zaczepił na cmentarzu Maniek: „A słyszałaś? Stachu nie żyje!”. „Jak to nie żyje?”. „Pochowali go, jak bezdomnego, na koszt gminy, bo nie miał nic. Na pogrzebie nie było nikogo”.

*

Gdy Jolanta i Władysława postanowiły zorganizować wystawę, pierwszą w swoim życiu, to wszystkich tych, o których pamiętały, że S. Łomnicki miał z nimi kontakt, zaczęły wypytywać o szkice, o obrazy. Obdzwaniały kolejnych znajomych z podstawówki. Odwiedziły jadłodajnię dla bezdomnych. Odnalazły narzeczoną S. Łomnickiego. Od jednego człowieka, który miał z nim kontakt, dowiadywały się o kolejnym.

– Gdy ludzie oddawali nam na wystawę to, co im zostało po Stachu, mówili: „Możecie panie zatrzymać. Nam to nie jest już do niczego potrzebne”.

Na stole leży teczka. W niej szkice zwierząt, krasnali, postaci z bajek, posągów, kobiet, mostów i zamku w Siedlisku. Jest książeczka wojskowa S. Łomnickiego, są zdjęcia i prywatne listy…

– Tyle nam udało się zebrać. Tyle zostało po Stachu. Zmieściło się w teczce z tektury.

Prezentując w wystawie życiorys S. Łomnickiego, Jolanta i Władysława chcą przypomnieć ludziom, jak to jest ważne, żeby oglądali się jeden na drugiego. A gdy zajdzie taka potrzeba, żeby w porę złapali za rękę tego, który spada, zwłaszcza jeśli będzie to dziecko.

– Przecież takich dzieciaków jak kiedyś Stachu, nieprzeciętnie zdolnych, które nie mogą rozwinąć skrzydeł, wciąż jest sporo.

PS

Premiera wystawy planowana jest na maj, w czasie Święta Bzów, o ile impreza nie zostanie anulowana z powodu koronawirusa.

RAMKA

Prof. Grażyna Miłkowska, od lat związana z Wydziałem Pedagogiki, Psychologii i Socjologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, zajmuje się m.in. problematyką dzieci i młodzieży.

– Dzieci z mniejszych miejscowości wciąż mają mniejsze szanse, bo dalej mają do szkół muzycznych, do klubów, do sekcji artystycznych, dlatego planowana wystawa ma jak najbardziej aktualną wymowę. Miejsce zamieszkania wciąż determinuje rozwój dziecka, jednak nie to jest największą przeszkodą, bo działają przecież fundacje, wzrosła świadomość nauczycieli itd. Dziś to rola rodziców jest najważniejsza. Niestety wciąż często brakuje bodźca z ich strony. Nie zauważają w dzieciach talentu. Jest wiele domów, w których głównym bohaterem jest butelka z alkoholem, a dzieci są przy okazji. To również rodzice powinni pracować nad talentem dziecka. Potrzebny jest bodziec na zasadzie: „to jest piękne”, „to jest ładne”, „pokaż to światu”. Planowana wystawa jest wspaniałą inicjatywą. Chętnie spotkam się w przyszłości z autorkami wystawy, żeby zaprezentować ją na przykład w murach Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Zielonej Górze.

Napisz komentarz »