REKLAMA

Wasze sprawy

Martwa krowa w Odrze

Opublikowano 16 maja 2020, autor: Michał Szczęch

Internet obiegła wieść, że pod Bytomiem Odrzańskim ktoś wyrzucił martwe krowy do Odry. Na właściciela stada wylał się hejt. „Niech mieszkańcy wrzucą tego zwyrodnialca do rzeki i pilnują by się utopił” – pisali internauci. Co naprawdę wydarzyło się w Drogomilu?

Robert Domański, mieszkaniec Bytomia Odrz., który gospodarzy w Drogomilu, sześć lat temu założył stado krów. Dziś ma 80 sztuk matek. Pracuje z żoną w Norwegii, dlatego do opieki nad stadem najął Roberta Fajera.

Gdy Fajer w sobotę wrócił z pastwiska do domu, odebrał telefon z informacją, że krowy pouciekały. Miał wtedy krzyknąć do słuchawki: „Jak to pouciekały? Niemożliwe!”. Przecież codziennie rano przez trzy godziny robi obchód i sprawdza, czy siatka nie została przerwana.

Fajer pojechał na miejsce. Zastał tam policję na sygnale i patrol rybacki. „No! Pięknie się narobiło. Utopiliście krowę w Odrze” ? miał usłyszeć od kogoś z patrolu.

Przedstawiciel patrolu poinformował, że prawdopodobna wersja zdarzeń jest taka, że tę krowę ktoś wrzucił do rzeki. Taki przekaz trafił do internetu. Pojawiły się nagłówki w stylu: „Martwe krowy wrzucone do Odry. – To sprawka gospodarza ? grzmią ludzie”. Internet obiegły też zdjęcia martwych zwierząt. A na Domańskiego i Fajera wylał się hejt.

Internauci pisali:

„Niech mieszkańcy wrzucą tego zwyrodnialca do rzeki i pilnują by się utopił”.

„Biedne zwierzęta, musiały przejść Golgotę”.

„Jakiś pseudo-rolnik morderca topi krowę z młodymi cielaczkami”.

„Zbrodniarz, ukarać i odebrać pozostałe biedne zwierzęta”.

To przykre

– To przykre, że nikt do nas nie zadzwonił, żebyśmy mogli opowiedzieć, jak naszym zdaniem było ? wzdycha Domański. – Przecież żaden rolnik nie wyrzuci do wody krowy wartej sześć tysięcy złotych ? podkreśla. – Tym bardziej nie wyrzuci, jeśli krowa ma kolczyk. To jakby wrzucić do rzeki samochód z numerem rejestracyjnym i liczyć na to, że nikt nie znajdzie właściciela.

– Jak w przeszłości we wsi było więcej gospodarzy i prawie każdy miał krowy, to zdarzało się takie tragedie, że zwierzęta wpadały do rzeki albo do rowu i nie każdą udało się uratować – wspomina Albin Lech, sołtys Drogomila.

Domański zauważa, że rolnik nie musi po cichu pozbywać się padłych zwierząt, bo wystarczy, że powiadomi odpowiednie służby. – Przyjadą i zabiorą do utylizacji. A rolnik nie będzie musiał płacić. Więc wersja, że nasz pracownik wyrzucił krowę do rzeki, jest tym bardziej bez sensu ? kwituje rolnik.

Przecież to 500 kilo!

– Nocami nie mogłem spać ? opowiada Fajer. – Przecież ja codziennie chodzę przy tych krowach. Nieraz jak szef zadzwoni i pyta „Co tam Robuś?”, to odpowiadam, że jadę do dzieci. Bo właśnie tak mówię na cielaki. Jak się krowa ocieli, to jest taka radość!

Fajer spogląda w stronę Odry. – Niby w jaki sposób miałem tę krowę zataszczyć do rzeki? – pyta. – Za nogę ją miałem ciągnąć? Przecież to 500 kilogramów! Musiałbym użyć ciągnika. Ale niech mi ktoś pokaże, gdzie tam są ślady kół!

Żeby uzmysłowić to policjantom i straży rybackiej, Fajer pobiegł w sobotę po ciągnik. Martwą krowę wyłowioną z rzeki przeciągnął kawałek, by zaprezentować, jakie ślady powinny pozostać.

Dźwięk silnika

Domański potwierdza, że w przeszłości pojawiały się skargi od sąsiadów, że krowy biegają luzem i wchodzą w szkodę. Wtedy uzbierał pieniądze. Ogrodził pastwisko. I nie było problemów aż do feralnego weekendu. – Krowa najprawdopodobniej jakoś wyszła pod siatką, bo chciała się cielić. Stanęła na skarpie. Z jakiegoś powodu musiała się zsunąć i wpadła do rzeki ? podejrzewa Domański.

– Mnie się zdaje, że krowy mógł spłoszyć ten samolot, który w piątek robił opryski ? mówi Fajer. Wyciąga telefon i prezentuje nagranie, na którym widać, jak samolot lata nad polami obok pastwiska. Dźwięk silnika niósł się po okolicy. – Niekiedy kłady jeżdżą polnymi drogami, a wtedy krowy też bardzo się boją ? zauważa.

Będzie kontrola

– Przestraszone krowy potrafią biec na oślep – potwierdza Małgorzata Matysek z powiatowej weterynarii. Podkreśla, że okoliczności zdarzenia mogły być różne. Że krowy to płochliwe zwierzęta, że mogły wystraszyć się samolotu, ludzi, psów, wilków… – Przeprowadzimy w tym gospodarstwie kontrolę – zapowiadała Matysek we wtorek. Weterynarz sprawdziła już, czy w przeszłości zdarzały się skargi na dobrostan tych zwierząt. Okazało się, że takich skarg nie było.

Policja po oględzinach nie wszczęła postępowania. – Nie było powodu ? ucina Renata Dąbrowicz-Kozłowska z powiatowej komendy.

– Gdyby w Odrze wody było więcej, krowa mogłaby przeżyć, bo te zwierzęta przecież potrafią pływać. Ale jest susza, więc możliwe, że ugrzęzła w mule i padła z cielęciem w cierpieniu – ubolewa Fajer.

Napisz komentarz »