REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dach w płomieniach i odkryta studnia

Opublikowano 16 maja 2020, autor: Patryk Świtek

Strażacy ostrzegają, że opuszczony dwór przy ul. Garbarskiej, to niebezpieczne miejsce. Niedawno gasili tam pożar dachu. Przy okazji zakryli też dziesięciometrową studnię.

Strażacy dostali wezwanie w poniedziałek (11.05.) po 6.00 rano. Ktoś zauważył, że dach jednego z budynków się dymi. Na miejscu pojechały dwa zastępy z Kożuchowa i jeden z Nowej Soli. Okazało się, że konstrukcja jest tak spalona, że trzeba było ją częściowo rozebrać, bo groziła zawaleniem.

– Teren nie jest zabezpieczony, każdy może tam wejść. Musieliśmy ściągać dachówki, bo mogły komuś spaść na głowę – mówi Tomasz Walczak, prezes OSP w Kożuchów. –  Podczas akcji zauważyliśmy, że odkryta jest stara studnia. Miała 10 metrów głębokości. Gdyby ktoś tam wpadł, to doszłoby do tragedii – dodaje.

Prawdopodobnie w poniedziałek doszło do podpalenia, więc zawiadomiono policję.

– Musiało się tlić całą noc, bo nad ranem płomienie były już na poddaszu. To już nie pierwszy raz jak gasimy tam pożar. Działaliśmy tam kiedyś nawet w Wigilię – wspomina T. Walczak.

Bezradność władz

W lutym radny Zdzisław Szukiełowicz apelował do burmistrza, żeby wymóc na właścicielu zabezpieczenie budynku. Paweł Jagasek, tłumaczył wtedy, że gmina jest w tej sprawie bezradna.

– Co miesiąc wysyłamy do właścicielki ponaglenia. Piszemy do nadzoru budowlanego. Tym się powinna zająć lubuska konserwator. Wszcząć procedurę i nałożyć kary – tłumaczył Paweł Jagasek.

Barbara Bielinis-Kopeć, lubuska konserwator zabytków, też jest bezradna. Na właścicielkę nałożyła karę w wysokości 5 tys. zł. Kobieta poinformowała jednak, że budynek podarowała synowi. Nie wszczynano ponownie procedury. Zdecydowano, że syn przejął obiekt razem z karą. Ale też jej nie zapłacił, bo niedawno poinformował konserwatora, że budynek przekazał bratu. – Obecny właściciel pałacu odwołał się od naszej kary. Jak tylko miną obostrzenia dotyczące epidemii, to zrobimy tam kolejną kontrolę – zapowiada B. Bielinis-Kopeć.

– Jestem zbulwersowany tą sytuacją – mówi Z. Szukiełowicz. – Serce się kraja widząc, jak ten budynek niszczeje, a dodatkowo człowiek się denerwuje, gdy słyszy, że właściciel zamiast zająć się tym zabytkiem, to skupia się na wykorzystywaniu kruczków prawnych, żeby uniknąć kary. Jak dojdzie do tragedii, to wtedy zacznie się dopiero szukanie winowajców – dodaje radny.

Napisz komentarz »