REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Nie ma przejazdu!

Opublikowano 16 maja 2020, autor: Patryk Świtek

W Bobrownikach mieszkańcy zablokowali drogę na wysypisko śmieci. Zapowiadają, że żadna ciężarówka z odpadami już nie wjedzie do wsi.

Zaczęło się we wtorek (12.05.) po południu. Mieszkańcy zablokowali ul. Wiśniową. Codziennie przejeżdżają nią ciężarówki załadowane odpadami. Tym razem nie dały rady. Mieszkańcy tak ustawili auta, żeby żaden tir się nie przecisnął.

– Od lutego nam tu wożą śmieci. Po 25 tirów dziennie. Nawet w nocy jeżdżą. Ludzie nie wytrzymali i wyszli na drogę – opowiada Daniel Gruszka, który buduje w Bobrownikach dom. Jak kupował działkę, nie zdawał sobie sprawy, że wysypisko po Dozamecie znów będzie czynne. – W linii prostej jest jakieś pół kilometra od mojej działki. Przecież to fajne tereny. Cisza, spokój, rezerwat przyrody, piękna Bukowa Góra. Nie spodziewałem się, że wyrośnie tu śmietnisko – mówi zdenerwowany.

Worki, butelki, zmielone szczoteczki

Drogę blokowano całą noc, ale w środę (13.05.) nad ranem przedarły się dwie ciężarówki. Pod bramą wysypiska próbowała je zatrzymać sołtyska Weronika Poryszko z mieszkańcami.

– Gdzie? Nigdzie nie wjedziesz! – krzyczeli do kierowcy.

Na miejsce przyjechała policja.

– Nie pozwolimy, żeby wozili nam śmieci. Będziemy blokować przejazd aż do skutku – zapowiedziała sołtyska.

We wtorek na wysypisko przyjechała też Barbara Wróblewska, burmistrz Otynia. Ściągnęła inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Wzięli próbkę odpadów z ciężarówki. Chodzili też po hałdzie i zbierali łopatką śmieci do wiaderka. Mieszańcy tylko kręcili głowami.

– Jak mamy wierzyć później w ich wyniki? Ten syf, co tu przywieźli jest przykryty. Tam jest spychacz, który całą noc pracował. Trzeba się dokopać do tych śmieci – denerwowali się.

Już jedną analizę WIOŚ zrobił. To było w lutym. Wtedy wyszło na jaw, że wysypisko jest znów czynne. Robert Kowalewicz, radny z gminy Otyń, sfotografował śmieci i zgłosił sprawę gminie. Wyniki badań były pozytywne dla firmy. Wyszło, że nie przywieziono nic nielegalnego.

– Gołym okiem widać, co się tu wywala. Worki, butelki, zmielone szczoteczki do zębów. Przecież to się będzie rozkładać setki lat. Będą przecieki do wód gruntowych – mówią mieszkańcy.

To podejrzane

B. Wróblewska popiera protest: – Sama nie wiem, co tu jest wywożone. Nikt nie kontroluje ciężarówek. Przyjeżdżają nocą, a to jest podejrzane. Dlatego pobierzemy własne próbki i zrobimy niezależne badania – zapowiada. Przypomina, że niedawno za pół miliona złotych gmina zrobiła drogę w Bobrownikach. – Inwestycję za pieniądze podatników teraz rozjeżdżają tiry. Właściciel obiecywał, że zrobi własny dojazd, ale nie zrobił – mówi.

– Mamy przystań, chcemy postawić wieżę widokową. Nie po to inwestujemy w turystykę i świeże powietrze, żeby nie wiedzieć, że coś takiego się tu dzieje – denerwuje się burmistrz.

Wcześniej na składowisko trafiały odpady poprodukcyjne pochodzące z Dozametu. 30 września 2016 r. Sąd Rejonowy w Zielnej Górze ogłosił upadłość firmy i odpady już tu nie trafiały.

– Dla porządku prawnego i zakończenia eksploatacji koniecznym było wydanie zgody na jego zamkniecie – informuje Jerzy Raczyński, zastępca dyrektora Departamentu Środowiska Urzędu Marszałkowskiego. Określono też sposób rekultywacji.

– Urzędnicy pozwolili firmie przywieźć łącznie 184 tys. ton odpadów. Można tam składować biomasę zmieszaną z plastikiem i szkłem. Założenie jest takie, że jak już powstanie wielki kopiec śmieci, to zostanie przykryty ziemią i obsadzony drzewkami. Na tym ma polegać rekultywacja, że jedne śmieci przykryje się drugimi – mówi R. Kowalewicz.

Nie pytają, nie informują, nie interesują się 

– Nikt nie zapytał o zdanie mieszkańców. Nikt nie poinformował gminy. Nikt nie zainteresował się w jaki sposób te 184 tys. ton ma być tu dowiezione. Czy w ogóle we wsi są odpowiednie drogi? – mówi R. Kowalewicz.

Jerzy Raczyński tłumaczy, że decyzję wydano zgodnie z prawem, a przepisy nie wymagają w takiej sprawie konsultacji społecznych. Nadzór prowadzi WIOŚ. – Według informacji uzyskanych od WIOŚ proces rekultywacji składowiska przebiega w sposób prawidłowy – informuje J. Raczyński.

W czwartek (14.05.) w starostwie odbyło się spotkanie w sprawie składowiska. Nie skończyło się pomyślnie dla mieszkańców.

– Właściciel powiedział, że gdyby nikt mu nie robił problemów, to odpady przywiózłby w rok i byłoby po temacie – opowiada R. Kowalewicz.

W marcu Urząd Marszałkowski na wniosek właściciela zgodził się wydłużyć termin rekultywacji składowiska do grudnia 2027 roku.

Blokada do końca maja

– Inspektor ochrony środowiska twierdzi, że pod wysypiskiem jest osiem metrów iłów i gliny, wiec śmieci się nie przedostaną do gleby. Jak mamy w to wierzyć, skoro wiemy, że nie ma żadnej kontroli tego, co jest przywożone. Nikt nie waży ciężarówek. WIOŚ opiera się na listach przewozowych i kartach odpadów. Ale nie wiedzą, czy on nie przywiezie 300 tys. ton. Inspektor przyjeżdża tylko na zgłoszenie gminy, sam z siebie nie robi żadnych badań – mówi R. Kowalewicz.

Zapowiada, że żadna ciężarówka na wysypisko już nie wjedzie. – Mamy zgodę od gminy na protest publiczny. Od soboty aż do końca maja będziemy blokować ul. Wiśniową i Polną. Napiszemy też doniesienie do prokuratury. Jak będzie trzeba, to pójdziemy na sejmik do pani marszałek. Chcemy być traktowani jako miejscowość turystyczna. Ludzie się pobudowali, mają dzieci, chcą spokojnie żyć, a nie mieszkać przy wysypisku śmieci, na które codziennie jeżdżą ciężarówki – kończy.

Napisz komentarz »