REKLAMA

Kultura, Oświata

Uczyłam miłości do książek

Opublikowano 13 czerwca 2020, autor: Michał Szczęch

– Starałam się, żeby w bibliotece było jak w domu – mówi Katarzyna Zwarycz z Nowego Miasteczka, która po 34 latach pracy w miejscowej bibliotece przeszła na emeryturę.

Katarzyna Zwarycz: – Pracowałam w księgarni w Nowym Miasteczku, bo miałam żyłkę do handlu. Żeby w tamtych czasach móc kupić encyklopedię, trzeba było kupić pięć książek historycznych, oczywiście propagandowych, na przykład o Leninie. Więc zachęcałam ludzi, żeby kupowali te książki. W ten sposób w niewielkim Nowym Miasteczku sprzedałam najwięcej encyklopedii w skali województwa. Później ludzie mogli te propagandowe książki wyrzucić albo spalić, a encyklopedię zostawić i się kształcić.

M.Sz.: – Dlaczego zrezygnowała pani z pracy w księgarni?

– Byłam na macierzyńskim. Moje dwie córki były jeszcze małe. Poszłam zapisać je do biblioteki dla dzieci. Gdy tam weszłam, to się zakochałam. Te księgozbiory! Ta atmosfera! Pomyślałam „Boże, jakie to jest wspaniałe miejsce!”. I zamarzyłam, żeby tam pracować. Powiedziałam do ówczesnej pani bibliotekarki: „Wiesz Jadzia, jeśli kiedyś odejdziesz, to z chęcią weszłabym na twoje miejsce”. Minęły dwa lata. Pani Jadzia powiedziała, że jest miejsce, że jeżeli chcę, to mogę zaczynać pracę. W ten sposób w październiku 1986 roku spełniło się moje marzenie. W bibliotece dziecięcej pracowałam do 2011 roku. Wtedy połączono księgozbiory dla dzieci z tymi dla dorosłych. Zostałam. Przychodzili ludzie i mówili „Kasia, ty znasz czytelników i wiesz, co kto potrzebuje”.

– W jaki sposób rozpoznawała pani, którą książkę komu polecić?

– To się po prostu czuło. Widziałam, że ta osoba potrzebuje pięknego romansu, poruszającego do łez, a tamta potrzebuje kryminału, że temu spodoba się poezja, a tamten z chęcią przeczyta fantastykę. Wielu osobom polecałam thrillery Koziołka, naszego autora z Nowej Soli. Koleżanka była w szoku, że potrafię tak idealnie dobrać. Przeżyłam kilku burmistrzów i żaden mnie nie zwolnił. Widocznie dobrze wykonywałam swój zawód. Nie dostałam żadnej nagany. A ilu radnych przeżyłam…

– Czytają radni?

– Niektórzy na szczęście czytają. Jedną z moich ulubionych czytelniczek jest radna Żmijowska. która ma wiedzę o literaturze. Ma świetnego nosa i gust, jeśli chodzi o książki. Kocha kryminały, podobnie jak ja. Często podpowiadała, które książki zamówić. I zawsze okazywały się czytelniczym hitem.

– Kocha pani książki?

– Bardzo! Córka mi powiedziała „mamuśka, ty nas nauczyłaś takiej miłości do książek”. Zawsze było mi przykro, gdy czytelnicy przynosili porwane książki, albo tłuste, na przykład z kanapką w jednej reklamówce. Ale nie krzyczałam na nich. Zaciskałam zęby i podklejałam, naprawiałam, żeby książki były jak dawniej.

– Liczyła pani książki w bibliotece?

– Z początku mieliśmy ich trzynaście tysięcy. Dziś jest osiem tysięcy sześćset, licząc pozycje dla dorosłych i dzieci. Niektóre książki trzeba było wyrzucić, niektóre upchnęliśmy na strychu. Kiedyś przyjechał facet. Przeszukał te nasze starocie i znalazł broszurkę, która mu była potrzebna. Zapłacił pięćdziesiąt złotych i mogłam za to kupić dwie nowości.

– Biblioteka to nie tylko książki…

– Ludzie przychodzili i opowiadali o swoich problemach. Siadaliśmy przy kawie i ciastkach. Ktoś się wyżalił, ktoś wypłakał. W bibliotece nauczyłam się słuchać ludzi. Organizowałam spotkania przy książkach. Dzieciom czytałam baśnie. Kiedyś mi powiedziały, że jestem dla nich jak mama. Starałam się, żeby w bibliotece było jak w domu.

– Kiedyś ludzie chętniej czytali?

– Dawniej nie miałam czasu na opracowywanie książek, tylu ludzi przychodziło do biblioteki. Było mnóstwo młodzieży. Ale nastały komputery i internet. I młodzież przestała sięgać tak chętnie po książki. Dziś biblioteki odwiedzają przede wszystkim seniorzy.

– Dlaczego powinniśmy czytać książki?

– Bo kształtują wrażliwość i umysł. Są jak terapia, odskocznia. Człowiek zapomina o zmartwieniach. Na chwilę wyłącza się z życia. Lekarz leczy ciało, a bibliotekarz leczy duszę. Jestem wdzięczna, że przez 34 lata mogła uzdrawiać dusze ludzkie z Nowego Miasteczka i okolic poprzez dobieranie odpowiedniej literatury.

– Jak pani wyobraża sobie życie na emeryturze?

– Będziemy z mężem więcej podróżować i zwiedzać. Wykupiliśmy już wczasy nad morzem, w Pobierowie. Więcej czasu będę spędzać w ogrodzie. Kocham warzywa i kwiaty. Będę słuchać muzyki. Kocham każdą, od disco polo po muzykę poważną. Planuję też działać społecznie, na przykład we Wzgórzach Dalkowskich. Wciąż będę wspierać dom kultury i bibliotekę. Mam w sobie dużo sił i energii. Proszę spojrzeć, jaka jestem wysportowana (pani Katarzyna stoi na lewej stopie, a prawą dotyka czoła. Później stoi na prawej, a czoła dotyka lewą). Codziennie ćwiczę. Jak film oglądam, to zawsze rozkładam karimatę. Nawet szpagat zrobię. Niektórzy widzą mnie i się dziwią, że jestem emerytką.

Napisz komentarz »