REKLAMA

Polityka

Nie powiedzą, kto jest w partii

Opublikowano 01 sierpnia 2020, autor: Patryk Świtek

Partie strzegą prywatności swoich członków. Żadna nie chce udostępnić list partyjnych.

W ub. tygodniu opublikowaliśmy zarobki dyrektorów w Urzędzie Marszałkowskim. Przypomnijmy, że jest to armia złożona z 51 osób (21 dyrektorów i 30 zastępców). Niektóre departamenty mają aż trzech zastępców dyrektora. W sumie na utrzymanie tej grupy podatnicy łożą ponad pół miliona miesięcznie.

Radni opozycji komentowali, że opisywane przez nas stanowiska zajmują członkowie PSL, PO, czy SLD.

Patrycja Górniak, sekretarz województwa, wyjaśniała, że „Urząd nie gromadzi danych na temat przynależności politycznej pracowników, gdyż jest to indywidualna sprawa każdej osoby, w tym zatrudnionej w naszej instytucji”.

Wysłaliśmy więc zapytania w trybie dostępu do informacji publicznej do każdej z wymienionych partii prosząc o partyjne listy z woj. lubuskiego. Wszystkie odmówiły.

Dane wrażliwe

Platforma Obywatelska powołała się na rozporządzenie Parlamentu Europejskiego. „(…) poglądy polityczne osoby, w tym jej przynależność partyjna, stanowią szczególne kategorie danych osobowych, których przetwarzanie jest zabronione” – napisało nam Biuro Krajowe PO, dodając przy tym, że partia polityczna nie może ujawniać danych osobowych swoich członków, za wyjątkiem osób wchodzących w skład jej organów, których dane znajdują się m.in. na stronie internetowej partii.

W SLD wykonano analizę ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wyszło, że przynależność partyjna to prywatna sprawa.

PSL nie bawiło się w wyszukiwanie dyrektyw. Odmówiono, bo „(…) dane osobowe członków partii podlegają wyłączeniu z udostępniania z uwagi na prywatność osób fizycznych, a przede wszystkim na okoliczność, iż przynależność do partii politycznych należy do danych wrażliwych i podlega szczególnej ochronie”- napisała nam Marta Wojtkowiak, dyrektor Biura Zarządu Wojewódzkiego PSL w Zielonej Górze

Lepiej zostać szeregowym członkiem

Waldemar Sługocki, mówi, że do PO w Lubuskiem należy ponad 700 osób. – Nie ma żadnej tajemnicy, jeżeli chodzi o listę partyjną, ale tam są wrażliwe dane. Gdybyśmy je udostępnili, to partia miałaby problemy, bo członek, który sobie tego nie życzy mógłby nas pozwać. Tu chodzi też o bezpieczeństwo – wyjaśnia.

Bogusław Wontor, mówi, że w lubuskim SLD jest ok. 800 członków: – Listy partyjne nie powinny być tematem tabu, ale pamiętajmy, że żyjemy w polskiej rzeczywistości. A w niej może dojść do takiej sytuacji, że np. prezydent miasta sympatyzujący z PiS, czy z jakąś inną partią, może zwolnić szeregowego pracownika, jeśli dowie się, że jest członkiem SLD – tłumaczy. – Jak się zmieniają władze w powiatach, czy gminach i ktoś jest urzędnikiem, który tam pracuje, to sam radzę, żeby się zastanowił, czy chce być osobą funkcyjną w partii, czy lepiej, żeby został szeregowym członkiem, który się nie afiszuje – dodaje.

Szymon Osowski, z sieci obywatelskiej Watchdogs Polska, walczącej o jawność informacji, mówi, że sprawę musiałby rozstrzygnąć sąd. – Z jednej strony mamy konstytucyjny zapis o jawności działania partii politycznej, z drugiej jest ochrona danych osobowych i poglądów politycznych. Dla sędziego ważny byłby kontekst, czyli dlaczego ta informacja jest ważna. Myślę, że wasza próba ustalenia, czy dyrektorzy są w partii, to dobry kontekst – mówi.

PiS też nie podaje

O partyjną listę poprosiliśmy także PiS. Krzysztof Sobolewski, dyrektor Organizacyjny PiS odpisał nam, że poglądy polityczne nie stanowią informacji publicznej. „Mogą być one wyrażane poprzez uczestniczenie w zgromadzeniach, zrzeszenie w organizacje i jako takie stanowią element prywatności każdej osoby, także osoby publicznej”. Partia powołuje się na wyroki sądów w tej sprawie.

W lubuskim PiS usłyszeliśmy, że trwa obecnie weryfikacja listy, a członków mają około 1300.

Napisz komentarz »