REKLAMA

Kultura, Oświata

Co ze szkołami?

Opublikowano 15 sierpnia 2020, autor: Michał Szczęch, pif

– Obecna sytuacja epidemiczna pozwala na to, aby w przytłaczającej większości regionów przywrócić standardowe zajęcia ? zapewniał w trakcie konferencji (w środę, 12.08) minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Zgodnie z rozporządzeniami, mają obowiązywać trzy możliwe formy kształcenia ? tradycyjna (z reżimem sanitarnym), mieszana (część dzieci chodzi do szkoły, część uczona jest zdalnie) oraz wyłącznie zdalna. Na naukę mieszaną lub zdalną szkoły będą mogły przejść na przykład w sytuacji, gdy w placówce pojawi się przypadek zarażenia koronawirusem.

Ministerstwo zakłada, że kształcenie zdalne lub mieszane będzie wówczas trwało około tygodnia lub dwóch. W tym czasie klasy mogą być podzielone na przykład na dwie grupy ? podpowiadał minister Piontkowski w trakcie konferencji. Jedna grupa uczyłaby się w trybie zdalnym, a druga stacjonarnie.

Dodatkowe ograniczenia mogą zaistnieć w „żółtych” i „czerwonych” powiatach, czyli w tych z dużą liczbą zachorowań.

Wątpliwości

– We wrześniu zaczynamy od nauczania tradycyjnego ? komentuje Arkadiusz Sidor, dyrektor SP1 w Kożuchowie. – Nasza szkoła mieści się w dwóch budynkach i dzieci z tych budynków na przerwy będą wychodziły osobno. Planujemy mierzyć temperatury, oczywiście po uzyskaniu zgody od rodziców.

A. Sidor nie krył niezadowolenia z faktu, że na dyrektorów spychana jest duża odpowiedzialność. – Będziemy musieli dostrzec potencjalne zagrożenie związane z koronawirusem. Rozstrzygać, czy już zawiadamiać władze gminy i sanepid o ewentualnym zagrożeniu. A przecież nie mamy kompetencji epidemiologa, żeby decydować ? martwił się.

Dyrektor zastanawia się, czy sytuacja, w której w mieście powstanie ognisko choroby np. salon fryzjerski, jak  niedawno w Kożuchowie), będzie argumentem, żeby wszczynać alarm. – Przecież Kożuchów, to małe miasto, wszyscy mamy ze sobą kontakt – zauważa. – A może zagrożenie dla szkoły będzie, gdy zachoruje uczeń lub nauczyciel? To budzi wątpliwości.

Rząd zapowiedział, że nie będzie obowiązku noszenia maseczek w klasach.

Dyrektorzy i nauczyciele zastanawiają się, czy zachowanie reżimu sanitarnego w szkołach jest możliwe. – Przecież uczniowie przemieszczają się między salami, kontaktują się między sobą, a my przemieszczamy się między szkołami ? argumentują.

Lepiej zdalnie,

czy tradycyjnie?

Aleksandra Grządko, dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego w Nowej Soli przyznaje, że nauczyciele obawiają się koronawirusa.  – Mam sporo obaw co do bezpieczeństwa moich pracowników, z drugiej strony muszę zapewnić bezpieczeństwo uczniom. Mamy wstępne plany, by organizację zajęć ograniczyć do hybrydowego nauczania (opcja mieszana ? red.). Myślę, że mam podstawy do tego, by wnioskować o to do starostwa ? pani dyrektor, mówiąc o podstawach, na myśli ma rosnącą falę zachorowań w regionie.

Grządko tłumaczy, że taka lekcja odbywałaby się w klasie i jednocześnie byłaby transmitowana przez internet. – Przygotowujemy się technicznie do takiego rozwiązania. Rozmawiałam z nauczycielami. Woleliby przychodzić do pracy i prowadzić zajęcia z klasy, nawet jeśli byłyby transmitowane przez internet.

A co z pierwszymi klasami LO? – Chcielibyśmy w pierwszych dniach ściągnąć ich do szkoły, zintegrować – informuje Grządko. – Oczywiście wszystko przy zachowaniu reżimu sanitarnego – zaznacza.

Grzegorz Königsberg, dyrektor „Elektryka” rozmawiał z nauczycielami. – Nie wszyscy są przekonani, czy dalsze nauczanie przez internet się sprawdzi – komentuje. – Ja jestem zwolennikiem realizowania lekcji w sposób tradycyjny. Uważam, że nauczanie zdalne nie do końca spełnia swoją rolę. Zwłaszcza przy kształceniu praktycznym, kontakt uczeń – nauczyciel jest niezbędny. I nikt nie jest przygotowany do przełożenie tego do wirtualnej rzeczywistości ? twierdzi Königsberg.

Pomogłyby szczepionki

na grypę?

Władze gminy Nowe Miasteczko wpadły na pomysł, że bezpieczeństwo mogłyby poprawić szczepienia nauczycieli przeciwko grypie.

– Są rekomendacje WHO, że szczepienie przeciwko grypie w jakiś sposób łagodzi objawy koronawirusa i zapobiega podwójnemu zachorowaniu ? komentuje Danuta Wojtasik, burmistrz Nowego Miasteczka.

Pomysł władz gminy Nowe Miasteczko jak nagle się pojawił, tak za chwilę przygasł.

Wojtasik: – Pomysł wziął w łeb przez wytyczne. Sanepid zabrania wykonywania jakichkolwiek zbiorowych form szczepień.

Co z dowozami?

Wśród dyrektorów rodzi się wątpliwość, co z dowozami uczniów do szkół.

Dla przykładu, w gminie Kożuchów z autobusowych dowozów korzysta blisko 400 uczniów. Wciąż obowiązuje zasada, że do autobusu może wsiąść ograniczona liczba osób, to czy uda się pomieścić wszystkich uczniów, by dotarli na lekcje?

Te wątpliwości próbuje rozwiać Mirosław Paszkiewicz, prezes spółki SubBus,. – Gminy muszą zdecydować, co zrobić w tej sytuacji, bo my nie zakupimy dodatkowych autobusów ? komentuje prezes. – Gdy obowiązują obostrzenia, do dużego autobusu możemy zabrać 52 osoby, a do małego 30. Może autobusy powinny częściej jeździć, a szkoły dostosować plan zajęć do rozkładu?

Napisz komentarz »