REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Rzeź w lesie

Opublikowano 12 września 2020, autor: Patryk Świtek

Ktoś zabił i poćwiartował stado ptaków w Lubięcinie? Policja szuka sprawcy.

Edward często spaceruje po lesie w poszukiwaniu grzybów. Tego grzybobrania nie zapomni do końca życia.

– Z daleka dostrzegłem starsze małżeństwo, które stało przy drodze i coś pokazywało. Podszedłem bliżej. Powiedzieli tylko: „Niech pan patrzy jakie bestialstwo”. W dziurze leżały zabite łabędzie. Wszędzie było pełno piór i krwi. Ktoś odciął im skrzydła i poćwiartował je – opowiada mieszkaniec Lubięcina.

Wspomina, że ptaki pływały po lokalnym jeziorze. – Zimą je dokarmiałem kukurydzą. W zaroślach robiły sobie gniazda. Było ich dziewięć. Po jakimś czasie naliczyłem już tylko siedem. A ostatnio nie widziałem już żadnego. Teraz już wiem, że nigdzie nie odleciały, tylko ktoś je zabił – mówi.

Edward ocenia, że w lesie mogło zginąć nawet pięć sztuk. – To nie mogła być sprawka dzikich zwierząt. Które zwierzę upolowałoby stado łabędzi i ciągnęło je kilometr w głąb lasu i układało w to samo miejsce? To musiał być człowiek – ocenia. – Ktoś mógł je zabić dla mięsa – mówi.

Nasze łabędzie.

– To były nasze łabędzie – słyszymy w Lubięcinie i Chełmku. Obie wioski łączy jezioro. –   Były oswojone, łagodne. Wchodziły nam do ogrodów. Ludzie ich nie przepędzali, ale dokarmiali – dodają mieszkańcy.

Ewelina: – Od lat obserwujemy je jak się rozmnażają i wychowują młode. One mają tutaj u nas jak w rezerwacie. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś z wioski mógłby im zrobić krzywdę – mówi.

Innego zdania jest Henryk: – Są tu tacy, co byliby zdolni zabić łabędzia. Koty też giną. Młodzi jak się napiją, to wieczorami cuda wyprawiają – stwierdza.

Ryszard: – Wydaje mi się, że od dłuższego czasu pływają tylko dwa łabędzie. Kiedyś jak ginęły młode to mówiło się, że to sprawka wydr. Ale nie pamiętam, żeby w tym roku nasze łabędzie miały młode. Jeśli to prawda, że ktoś je zabił i poćwiartował, to mamy jakiegoś Kubę Rozpruwacza we wsi – mówi.

Ewa patrzy na zdjęcie z lasu: – Od razu widać, że to łabędź. Gęsi są mniejsze. Zresztą po co ktoś miałby gęsi kilometr do lasu wywozić. Żal mi tych naszych łabędzi. Co one komu zawiniły? – denerwuje się.

Będzie śledztwo

W piątek (11.09.) do naszej redakcji zadzwoniła policja. Funkcjonariusze prosili, żeby wskazać miejsce rzezi. Gdy zobaczyli zmasakrowane ptaki, wezwali grupę dochodzeniowo- śledczą. Szczątki zostały zabezpieczone i będą wysłane do analizy. W pierwszej kolejności Prawdopodobnie celowo je usunięto.

Dr Ewa Burda, która pracuje w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Zielonej Górze, mówi, że da się określić, czy to łabędź po piórach i skrzydłach.

Jej zdaniem to nie było polowanie. – Kuna jest za mała, żeby odciągnąć łabędzia na taką odległość. To raczej nie lis. Ewentualnie wilk, ale on nie wchodzi do wody, żeby polować. Teoria, że dzikie zwierzę zniosłoby wszystkie ptaki w jedno miejsce jest bez sensu. Ze zdjęć widać, że były tam  3-4 sztuki. To mógł zrobić tylko człowiek – mówi.

Szczególnie chroniony

E. Burda podpowiada, że policja powinna zrobić zdjęcie RTG, żeby sprawdzić, czy w ciele jest śrut.

– Ciężko złapać kilka łabędzi w jednym miejscu. Ktoś musiał albo do nich strzelać, albo je otruć. To są duże, silne i szybkie ptaki, ale często, gdy są dokarmiane, stają się ufne i tracą dystans ucieczki – tłumaczy.

Dodaje, że łabędzie są pod ochroną. Za ich zabicie grozi grzywna, ograniczenie wolności albo nawet 2 lata więzienia. – Przepędzanie ich z miejsc lęgowych, uszkadzanie gniazd, niszczenie jaj, już nie wspomnę o zabijaniu, podlega karze. Zwłaszcza teraz, kiedy mamy deficyt wody i miejsc lęgowych jest mniej, łabędzie potrzebują specjalnej troski – mówi E. Burda.

Napisz komentarz »