REKLAMA

Aktualności, Sport

Mistrz z Mirocina

Opublikowano 26 września 2020, autor: Michał Szczęch

W niedzielę (20.09) w Radomiu 17-letni Eryk Fursewicz z Mirocina Górnego wywalczył złoto lekkoatletycznych mistrzostw Polski juniorów młodszych. Skoczył o tyczce 4,55 i pobił rekord życiowy. Aż trudno uwierzyć, że do tak utalentowanego, młodego sportowca nie zgłosił się jeszcze żaden sponsor.

Eryk nie dostał jeszcze wsparcia ani od władz Kożuchowa, czyli gminy, z której pochodzi, ani od władz Zielonej Góry, w której się uczy i trenuje. Trudno w to uwierzyć tym bardziej, że przecież złoto, które zdobył w niedzielę, nie jest jego pierwszym wywalczonym w krajowym czempionacie. Poznał już smak mistrzostwa, zdobywając wcześniej złoto wśród młodzików.

Trener gra w totolotka

Eryk prezentuje buty, w których skacze. – Musiałem podkleić, żeby się nie rozleciały ? mówi. Wzmocnił też taśmą. Jest czarna jak but, żeby nie rzucała się w oczy. W tych kolcach wywalczył tytuł w Radomiu. Szacun!

– Szkoda, że Eryk nie ma żadnego sponsora ? wzdycha trener Mariusz Żurowski. – Chłopak kupiłby sobie nowe kolce, kupiłby sobie odżywki. Poza tym każda nagroda finansowa mobilizuje do dalszej i cięższej pracy.

Trener gra w totolotka. – Gdybym wygrał, obdarowałbym nowymi butami wszystkich moich zawodników ? śmieje się. To jednak gorzki śmiech, bo wiadomo, jak ciężko wygrać w totolotka. Wiadomo też, że lekka atletyka, to nie żużel, to nie koszykówka, że dofinansowanie lekkiej jest wielokrotnie niższe. A przecież sprzęt, porządne buty i odżywki kosztują.

Pięć metrów coraz bliżej

By odnosić sukcesy, by zdobywać medale mistrzostw Polski, a w przyszłości, kto wie, może Europy i świata, trzeba pracować jak wół. Eryk codziennie po lekcjach w LO 7 goni na stadion lekkoatletyczny. Zakłada podklejone kolce. Biega, rzuca, skacze. Wylewa litry potu.

– Stosujemy wszechstronny trening ? zaznacza M. Żurowski. Eryk planom Żurowskiego musi się podporządkować, na linii trener-zawodnik musi być zaufanie. Zresztą, jak nie zaufać metodom fachowca z trzydziestoletnim doświadczeniem, którego podopieczni na przestrzeni lat przywieźli z mistrzostw Polski wór medali?

– Mam jedno marzenie, żeby wychować olimpijczyka ? zdradza Żurowski. Kto wie, może Eryk w przyszłości pojedzie na igrzyska?

– Moim marzeniem jest medal olimpijski ? przyznaje 17-latek z Mirocina Górnego.

Dziś to niby tylko marzenia. Ale trzeba przyznać, że Eryk ma zadatki na mistrza. – Znajomi porównują mnie do Liska, bo z postury trochę go przypominam. On jest byk. Ja też sporo czasu spędzam na siłowni i robię się taki duży.

– Obyś skakał tyle, co Lisek, to będzie znakomicie ? śmieje się trener.

Lisek jest czołowym tyczkarzem świata. Rekord ma imponujący (sześć metrów i dwa centymetry). Co ciekawe, w wieku 17 lat rekord życiowy miał o kilkanaście centymetrów słabszy od Eryka.

– Gdy Eryk skoczył 4,55 na mistrzostwach Polski, to miał przewyższenie o dobre 20 centymetrów ? ocenia trener. – Do pięciu metrów brakuje naprawdę niewiele.

Mieszkańcy Mirocina

są dumni

– Gdyby nie sport, to dziś może dalej mieszkałbym w mojej wiosce ? mówi Eryk. – Sport dał mi szansę podróżowania po całej Polsce, dał mi możliwość poznawania ciekawych ludzi ? w tym momencie wspomina zgrupowania, na których poznał słynnych polskich tyczkarzy. – Przybiłem piątkę z Robertem Soberą, mistrzem Europy ? opowiada. – Piotrek Lisek, mój idol, sam do mnie podszedł i poprosił o zdjęcie. Poznałem też Pawła Wojciechowskiego, mistrza świata. Na początku wstydziłem się podejść, ale później, przy kolejnych spotkaniach, rozmawialiśmy z chłopakami prawie jak kumple.

Gdy Eryk przyjeżdża do Mirocina, sąsiedzi zaczepiają go, gratulują kolejnych sukcesów. Interesują ich nawet te najmniejsze zawody. Ewelina, mama Eryka, zawsze pochwali się na Facebooku wyczynami syna, więc wszyscy wiedzą. Eryk się śmieje, że ma przegwizdane, bo teraz wszystkie dziewczyny za nim biegają, nie może się opędzić.

– Słabo piekę, ale na pewno przywitam syna pysznym ciastem ? zadeklarowała pani Ewelina, gdy syn zdobył złoto. Cała rodzina zjechała się do Mirocina. Start Eryka śledzili w internecie. Byli rodzice, dziadkowie, wujkowie. Były emocje i mnóstwo radości. – Pewnie, że chciałabym, żeby syn rozwijał się w tym kierunku ? przyznaje pani Ewelina.

O rozwoju niech świadczą kolejne rekordy życiowe. Eryk trenuje tyczkę raptem od trzech lat. Gdy skakał na początku 2,80, to bał się, gdy spadał w dół, bo wydawało się, że to ogromna wysokość. Dziś skacze ponad cztery i pół metra i nie czuje strachu. Prawda, że trudno uwierzyć, że do tak utalentowanego, młodego sportowca nie zgłosił się jeszcze żaden sponsor?

Napisz komentarz »