REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Chcą wyższej kary

Opublikowano 03 października 2020, autor: Patryk Świtek

Przestępca, który staranował radiowóz miał dostać tylko pięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Poszkodowani byli w szoku.

27-letni Mieczysław K. odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Nie utrudniał śledztwa. Dawno przyznał się do wszystkiego. Odpowiada za to, że nie zatrzymał się do kontroli, uciekał przed policją, posiadał marihuanę, a na koniec staranował radiowóz, który blokował drogę pod Wrociszowem.

Okazuje się, że wszystko przez dziewczynę. Feralnego dnia w aucie Mieczysława siedziała Sandra, znajoma, która uciekła z ośrodka dla trudnej młodzieży. Gdy woził ją po Kożuchowie natrafił na patrol policji. Mieczysław widząc sygnały dodał gazu.

– Chciałem odjechać na tyle, żeby móc ją wysadzić. Później bym się zatrzymał – zapewniał podczas przesłuchania. Twierdził też, że marihuanę znalazł w Kożuchowie. Po prostu leżała na ulicy, więc ją podniósł.

– Wiedziałem po zapachu, że to marihuana, ale jej nie próbowałem, ani nikomu nie dawałem – tłumaczył. W radiowóz wjechał, bo spanikował. – Miałem przy sobie marihuanę i dziewczynę, która uciekła z ośrodka – przypominał. Na swoją obronę miał tylko to, że ostatecznie sam oddał się w ręce policji. Zrobił to jednak, gdy lancia nie nadawała się do jazdy i trzeba było uciekać pieszo. Sandra wbiegła do lasu, ale ostatecznie policji udało się ją zatrzymać.

Okazał skruchę

Liza Stefanowicz, aplikantka z kancelarii Mariusza Ratajczaka, wnioskowała o karę w zawieszeniu. – Przestępstwo nie budzi wątpliwości. Oskarżony się przyznał, okazał skruchę i jest osobą niekaraną – argumentowała. Zaproponowała karę pięciu miesięcy więzienia, w zawieszeniu na trzy lata, a także zakaz prowadzenia pojazdów na trzy lata i grzywnę w wysokości 1800 zł. Prosiła jednak, by sąd zwolnił go z płacenia, bo 27-latek posiedział już trochę w areszcie.

– Co na to oskarżyciel publiczny? – spytał sędzia Krzysztof Gowin.

– Nie zgłaszam sprzeciwu – odpowiedział prokurator.

Na sali byli także poszkodowani st. sierż. Kamil Kasper oraz sierż. szt. Rafał Wójcik. Byli w szoku, że prokurator nie żądał wyższej kary. Na szczęście są oskarżycielami posiłkowymi, a to oznacza, że mogą wnosić o inny wyrok.

– Nie zgadzamy się. Proponowana kara jest nieadekwatna do czynu – stwierdzili. Opowiedzieli, że zrobili blokadę, bo obawiali się, że kierowca może wjechać do Wrociszowa, a później do Nowej Soli.

– Widziałem tylko światła auta, które szybko zbliżało się w naszą stronę. Złapałem za klamkę, ale nie zdążyłem wysiąść. Potem było uderzenie i straciłem przytomność – relacjonował Rafał. Radiowóz wylądował w rowie. Policjanci trafili na kilka dni do szpitala. Kamil miał obrażenia głowy, wstrząs mózgu. Przez trzy miesiące przebywał na zwolnieniu lekarskim. Rafał trafił na neurochirurgię. Do pracy wrócił dopiero dwa tygodnie temu. – Wydałem tysiące złotych na leczenie – mówił przed sądem. Obaj mają żony i dzieci. Chcieli nie tylko wyższej kary dla sprawcy, ale także zadośćuczynienia. Przed ich przesłuchaniem, o odszkodowaniu nikt nie wspomniał.

Sędzia przerwał rozprawę do grudnia.

Napisz komentarz »