REKLAMA

Sport

Strzalali jak na zawołanie

Opublikowano 01 listopada 2020, autor: Sławomir Janusz

Unia Kunice po pierwszej połowie meczu w Siedlisku prowadziła już 5:0. Wydawało się, że emocji już nie będzie. A jednak. GKS w osiem minut trafił trzy razy i zrobiło się gorąco. – Moi zawodnicy za bardzo się rozluźnili. Chcieli sobie postrzelać i na chwilę zapomnieli o obronie – komentuje Jarosław Gad, szkoleniowiec Unii.

Trener Wojciech Sawicki uczulał swoich zawodników przede wszystkim na Denisa Matuszewskiego. – To najlepszy strzelec ligi, dlatego zdecydowałem, że dostanie plastra. Poświęciłem jednego zawodnika, żeby cały czas go pilnował, ale niestety nic z tego nie wyszło. Mam wrażenie, że sam bym go lepiej przykrył ? mówił po meczu szkoleniowiec GKS-u.

O pierwszej połowie gospodarze chcą jak najszybciej zapomnieć. Praktycznie każdy strzał Unii wpadał do siatki. Dzieło zniszczenia rozpoczął D. Matuszewski. Potem do strzelania włączyli się jeszcze Darek Bryjak i Łukasz Stankiewicz. Stanęło na pięciu golach i… trzech punktach do tabeli, które Unia dopisała sobie już w przerwie.

W szatni GKS-u nie było tak kolorowo. Parę mocnych słów powiedział trener. Ostro rozmawiali ze sobą też piłkarze. Bramkarz Adam Ochota stwierdził, że na dziś mu wystarczy i poprosił o zmianę. W jego miejsce pojawił się młody Damian Osiński. Na murawę wybiegł też Grzegorz Romański, który nie zdążył na pierwszy gwizdek, bo zatrzymały go obowiązki służbowe. Po zmianie stron oglądaliśmy zupełnie inny GKS.

– To dziwne, bo zazwyczaj zawaliliśmy właśnie drugie połowy. Z Kunicami było na odwrót. Nie popisaliśmy się w pierwszej, ale później było już dobrze ? mówi W. Sawicki.

Trener GKS-u w 54. min zdjął z boiska kapitana Darka Kulę. – Miał trzy kartki, a potrzebuje go na mecz z Drzonkowianką, więc nie chciałem ryzykować ? tłumaczy. W jego miejsce na placu gry pojawił się Mariusz Uruski i już po chwili wpisał się na listę strzelców. Chwilę później trafił Mateusz Juncewicz, a tuż po nim G. Romański. Goście szybko opanowali jednak sytuację. Paweł Karbowski podwyższył na 6:3 i było po meczu.

– Przy tym golu było sporo kontrowersji ? relacjonuje trener GKS-u. – Naszym zdaniem strzelec gola przyjął piłkę ręką. Sędzia uznał jednak, że to przypadek i puścił grę. Szkoda, bo chwilę wcześniej Andrzej Kowalski mógł głową strzelić bramkę kontaktową.

Unia od tej pory umiejętnie kontrolowała wynik, który na 7:3 poprawił jeszcze D. Matuszewski.

– Wyszliśmy wysoko na GKS, bo chcieliśmy jak najdalej odsunąć zagrożenie od własnej bramki – mówi Jarosław Gad, trener Unii. – W meczach z takimi zespołami trzeba uważać na stałe fragmenty gry i przypadkowe wrzutki. W pierwszej połowie zrealizowaliśmy nasz plan doskonale. W drugiej pojawił się przestój, ale korekty w składzie załatwiły problem – kończy.

W następnej kolejce Kunice zagrają u siebie ze Szprotawą (sobota, godz. 13.00). Siedlisko w Starym Kisielinie zmierzy się z Drzonkowianką Racula (sobota, godz. 14.00).

Napisz komentarz »