REKLAMA

Sport

Debry dla Zielonej Góry

Opublikowano 01 listopada 2020, autor: sj, fp

Rezerwy Lechii pokonały Arkę na jej własnym boisku 4:2. A trener nowosolan porównał swój zespół do kurczaka bez skrzydła.

Derby zaczęły się znakomicie z perspektywy Arki. Już w 5. minucie do bramki trafił Dariusz Nazar, ale nowosolanie do przerwy nie zrobili żadnego użytku z wypracowanej szybko przewagi nad rezerwami trzecioligowca.

– Jesteśmy jak kurczak z oberwanym skrzydłem! – pokrzykiwał na swoich podopiecznych trener Arki Mirosław Zelisko.

Kurczak, choć nielot, skrzydła potrzebuje. W grę nowosolan zaczęła wkradać się nerwowość i niedokładność, co piłkarze Lechii skrzętnie wykorzystali. Zielona Góra zdemolowała Nową Sól w zaledwie 13 minut. W 55. trafił Olejniczak, trzy minuty później Brzeźniak. W 64. i 58. dwie bramki dołożył Sowiński. I było po meczu, bo bramka Zawojka w 89. minucie niczego już zmienić nie mogła.

Jakby nam w piłkę zakazali grać

– Nerwowo było. Słabo graliśmy dziś troszeczkę. Dużo niedokładności niestety – mówił po meczu trener Zelisko. – Znakomicie nie poradziliśmy sobie przy stałych fragmentach gry, co jest dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Przy naszych warunkach fizycznych, przy tym, co graliśmy do tej pory. Dwie bramki straciliśmy po rogach, więc jest to piłkarski skandal w naszym wykonaniu – przyznał.

– Wyszliśmy na boisko tak, jakby w tej czerwonej strefie zakazali grania w piłkę. Podania nie przypominały podań. Spodziewaliśmy się, że drużyna Lechii będzie dużo operować piłką, byliśmy na to przygotowani, natomiast na to, że wypadniemy tak słabo na ich tle, to raczej nie – mówi.

– Staramy się zawsze pokazywać nasze silne strony i z nich korzystać. Ale dziś ogólnie jako drużyna zagraliśmy słabsze spotkanie. Na pewno jest to czerwona lampka, trzeba się nad tym zastanowić, porozmawiać z zawodnikami i myślę, że w następnych meczach, które nie będą lekkie, a wręcz przeciwnie, bo mamy ciężkich przeciwników, będziemy zdecydowanie mocniej rywalizować – komentował.

Nic nie zmieniać, być konsekwentnym

– Pierwsza bramka bardzo szybko stracona, praktycznie w pierwszej akcji, jaką stworzył sobie zespół z Nowej Soli – przyznaje Maciek Górecki, trener zielonogórzan. O drugiej połowie mówi zaś tak: – Byliśmy cały czas w posiadaniu piłki, bardzo mały kontakt mieli zawodnicy Arki. Kontrolowaliśmy grę i myślę, że zawodnicy Nowej Soli mocno się napracowali w pierwszej połowie, biegając w niskim pressingu. Rozmawialiśmy w przerwie o tym, by nic nie zmieniać, by być dalej konsekwentnym. I to miało miejsce.

Górecki, choć podczas meczu apelował o dokładność, po końcowym gwizdku był z niej zadowolony. – Dokładność była, może kilka razy piłka podskoczyła na jakiejś dziurze, choć plac był super przygotowany. To się zdarza. Niedokładnych podań nie da się w stu procentach zniwelować. To będzie się zdarzało. Pozostaje kwestia prawidłowego reagowania. My reagowaliśmy prawidłowo – komentuje.

Dodatkowym smaczkiem spotkania było wejście na boisko w 88. minucie Gracjana Sierackiego, młodego golkipera zielonogórzan, wychowanka Arki.

– Chciałem, żeby Gracjan w końcu zadebiutował, był z nami na kilku IV-ligowych meczach, ale nie miał okazji, by taki mecz poczuć z boiska. Fajnie, że miał dobrą interwencję. Kolejna osoba z roczników 2003-2005 zadebiutowała. Mamy już takich kilku na koncie w tym sezonie – mówił Górecki.

Napisz komentarz »