REKLAMA

Wasze sprawy

Uprzejmię donoszę

Opublikowano 07 listopada 2020, autor: Patryk Świtek

Zbigniew Kościk (PiS), dyrektor III LO w Zielonej Górze, powiadomił kuratorium, że jego uczniowie wzięli udział w proteście kobiet. – To nie był żaden donos. Kuratorium spytało, więc odpowiedziałem – broni się dyrektor.

Sprawę ujawniła Anita Kucharska-Dziedzic. Posłanka Lewicy w ramach kontroli poselskiej z Lubuskiego Kuratorium Oświaty dostała dokument, z którego wynika, że w Lubuskiem były dwa przypadki informowania kuratora o uczestnictwie w strajku kobiet. Pierwszy z Dobiegniewa, gdzie tamtejsza burmistrz Sylwia Łaźniewska powiedziała kurator Ewie Rawie, że dyrektorka jednej ze szkół poszła po lekcjach na protest. Drugi z Zielonej Góry. Zbigniew Kościk poinformował kuratorium, że uczniowie wzięli udział w manifestacji, która miała miejsce 28 października.

– Trzeba powiedzieć wprost, dyrektor doniósł na uczniów – mówi A. Kucharska-Dziedzic i przypomina, że Z. Kościk jest także radnym wojewódzkim PiS. Zdradza, że licealiści kontaktowali się z nią. – Opowiadali o czacie z dyrektorem. Chcieli od niego wyjaśnień. Najpierw mówił, że kłamią, później się wypierał, że to nie było z naszego województwa, a na koniec, żeby się wzięli za naukę, bo nie będą go rozliczać – opowiada posłanka.

– Ja chodziłam do szkoły jeszcze w PRL-u i pamiętam, że nauczyciele raczej nas chronili. W sumie cieszę się, że w takie donoszenie zaangażował się tylko jeden dyrektor i polityk z naszego województwa. Śmieszne jest to, że inni dyrektorzy piszą do kuratorium, że mają problemy kadrowe, bo nauczyciele są na kwarantannach, a dyrektor Z. Kościk napisał, że jego uczniowie strajkowali – mówi A. Kucharska-Dziedzic.

To żaden donos

Z. Kościk  widział film, który A. Kucharska-Dziedzic zamieściła na Facebooku. Czytał też jej wpisy. – Strzela we mnie bez opamiętania – mówi.

Sprawę przedstawia inaczej. – Dostaliśmy pismo z kuratorium, które było pochodną prośby z Ministerstwa Edukacji Narodowej, żeby zdiagnozować, jak młodzież zareagowała na tę propozycję strajku. Poinformowałem, że 28 października dwie klasy odmówiły udziału w zajęciach z powodu strajku. Więc to żaden donos, odpowiedziałem po prostu na pismo z kuratorium. Nie było też żadnych represji. Te osoby dostały nieobecności, bo tak przewiduje regulamin szkoły. Żadna z nich nie została napiętnowana – tłumaczy.

Dyrektor potwierdza, że rozmawiał z przewodniczącymi klas na czacie. – Mają gorące głowy. Ale na tym polega model wolnej szkoły. Można dyrektorowi zarzucić, że ma archaiczne poglądy i się z nim nie zgodzić – mówi.

– To, że przyznali się do strajku w pewien sposób mi nawet imponuje, bo to oznacza, że nie boją się wyrażać swoich poglądów i nie chowają głowy w piasek – mówi. Dyrektor nie wie, czy jego uczniowie byli wieczorem na manifestacji. – To, co robią popołudniami, to mnie już nie interesuje. Mam oczywiście swoje zdanie o strajku, bo nie podoba mi się wulgarny język, agresja, incydenty z kościołami. O aborcji nie będę się wypowiadał, bo to kwestia światopoglądu – tłumaczy.

– Dziś mamy ważniejsze sprawy niż zajmowanie się panią poseł, która chciałby powszechnej rewolucji w czasach epidemii – dodaje.

A. Kucharska-Dziedzic mówi, że młodzi obywatele są teraz inwigilowani. – Czym zajmują się kuratorzy i dyrektorzy? Działalnością operacyjną, czyli śledzeniem mediów społecznościowych. To jest śmieszne – mówi i dodaje, że czeka jeszcze na odpowiedź kuratorium, w jaki sposób zdyscyplinowano dyrektorkę z Dobiegniewa.

Napisz komentarz »