REKLAMA

Samorząd

Wilant off-line

Opublikowano 21 listopada 2020, autor: Filip Pobihuszka

Radny Roman Wilant chciał uczestniczyć w sesji zdalnej, ale z komputera w urzędzie. Nie udało się i teraz rzuca oskarżeniami. – To obstrukcja – komentuje przewodniczący Andrzej Petreczko.

– Nie wpuścili mnie do urzędu! – mówi Roman Wilant, któremu w czwartek wieczorem sprzątaczka zatrzasnęła drzwi przed nosem. Radny chciał wejść do budynku, by uczestniczyć w sesji, która, co istotne, odbywała się tego dnia przez internet.

– Pisałem do biura rady, że nie będę uczestniczył zdalnie i prosiłem o udostępnienie mi komputera w urzędzie miejskim, bym mógł pracować. Co każe nam, radnym wchodzić do internetu? Sądzę, że możemy robić to hybrydowo – mówi Wilant.

On celowo nie chce

Jeśli ktoś z mieszkańców odpalił sobie w czwartek transmisję, mógł srogo się zawieść.

– Były problemy techniczne – przyznaje przewodniczący Andrzej Petreczko. – Ustawa usprawiedliwia brak transmisji w sytuacji awarii. Z kłopotami, ale sesja się odbyła, wszyscy głosowali imiennie. Frekwencja była niemal stuprocentowa – wyjaśnia.

– Roman Wilant wie, że sesja jest prowadzona zdalnie i według mnie celowo nie chce uczestniczyć w takim trybie. Chce, byśmy dali mu komputer i oprogramowanie. Jako jedyny członek klubu nie uczestniczył w szkoleniu, choć był informowany – mówi Petreczko.

– Są sytuacje losowe, kiedy nie można uczestniczyć w sesji, ale trzeba je uzasadnić. On tego nie robi.

To obstrukcja

Nie wszyscy uczestniczący w sesji robili to z domu. Ci którzy mogli, robili to ze swoich gabinetów. – Prezydent uczestniczył ze swojego gabinetu. Pani wiceprezydent też była w swoim gabinecie. Ja byłem w biurze rady jako prowadzący. Takie są obostrzenia. A Romanowi Wilantowi trzeba zwracać uwagę, żeby na sesji założył maseczkę – mówi Petreczko.

Przewodniczący nie wierzy w deklaracje radnego, który twierdzi, że nie może uczestniczyć w sesji z domu. – Roman Wilant mówi, że nie ma komputera. A mejle skąd wysyła? W sesji można uczestniczyć nawet przez telefon komórkowy. On nie chce współpracować, to jest obstrukcja – kwituje.

Nie znam się, jestem muzykiem

– Mój komputer, to jest mój komputer – odbija piłeczkę Wilant. – Kupiłem go za pieniądze firmowe, korzystam na nim z oprogramowania firmowego. Mam tam wrażliwe dane, faktury, adresy, nazwiska i tak dalej. I ja nie wiem w jaki sposób dany program ingerowałby w mój komputer, skoro od informatyka dowiedziałem się, że może mi to odpalić nawet z urzędu. Ja nie znam się na komputerach, bo z zawodu jestem muzykiem, i nie wiem co się może wydarzyć – argumentuje.

– Nie chcą mnie w żadnej komisji, nie chcą mnie wpuścić na sesję… I co jeszcze? Może przegłosują, żebym nie był radnym? – zastanawia się.

Milewski to kaczysta

Na czwartkowej sesji Wilant chciał zabrać głos w sprawie Dziennego Domu „Senior+”. A konkretnie „zasad ponoszenia odpłatności za pobyt”. – Przy planowanych 30 osobach korzystających z domu i opłacie wynoszącej 92 zł miesięcznie od osoby, daje to 2760 zł wpływu. To jest żenujące dla budżetu miejskiego – mówi Wilant. – Chciałem, żeby argumenty za brakiem odpłatności w DDS+ padły. Bo może niektórzy radni chcieliby głosować tak jak ja. A muszą tak, jak chce Milewski – komentuje.

– Ja jestem z PiS, ale nie jestem kaczystą. Nie zgadzam się ze wszystkim, co robi i mówi Kaczyński. A Milewski jest kaczystą, bo podoba mu się taki styl rządzenia, taka partia wodzowska – kwituje radny.

To nie koniec

Petreczko nie wie jeszcze, w jakim trybie odbędzie się kolejna sesja. Decyzję uzależnia od liczby zakażonych. Z kolei Wilant zapowiada, że incydentem z czwartku zainteresuje nadzór prawny wojewody.

Napisz komentarz »