REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Trafi za kratki

Opublikowano 19 grudnia 2020, autor: Patryk Świtek

Sędzia nie był tak łaskawy jak prokurator. 27-letni Mirosław K., który staranował radiowóz ma iść na rok za kratki.

Wyrok zapadł w środę (9.12.). Na sprawę nie przyszedł prokurator. Byli za to st. sierż. Kamil Kasper oraz sierż. szt. Rafał Wójcik. Sędzia przed wydaniem wyroku chciał się dowiedzieć, jak długo obaj policjanci byli na zwolnieniu lekarskim.

Mirosława K. bronił mec. Mariusz Ratajczak. – Oskarżony nie był wcześniej karany, przyznał się do winy i okazał skruchę – powiedział podczas mowy końcowej. Przypomniał, że z prokuratorem umówił się na 3 lata w zawieszeniu.

Szczęście, że nikt nie zginął

Sędzia Krzysztof Gowin aż taki pobłażliwy nie był i skazał Mirosława na rok bezwzględnego więzienia. Kazał mu też zapłacić nawiązkę na rzecz obu poszkodowanych funkcjonariuszy – każdemu po 5 tys. zł.

– Nie ma żadnej wątpliwości, co do winy oskarżonego. Uciekał przed policją, bo próbował uniknąć odpowiedzialności. Staranował radiowóz, czym spowodował obrażenia policjantów powyżej 7 dni, ale to określenie niewiele mówi. Te obrażenia były znaczne. Jeden z funkcjonariuszy przebywał na zwolnieniu przez 99 dni, drugi wrócił do służby po 275 dniach. Można mówić o wielkim szczęściu, że któryś z nich nie zginął – argumentował K. Gowin.

– Czyn jest znaczny i musi być za niego wymierzona kara bezwzględna. Takie przestępstwa muszą się spotkać ze zdecydowaną reakcją sądu – dodał. Dodatkowo Mirosław K. ma zakaz prowadzenia pojazdów na 10 lat. Został też obciążony kosztami sądowymi. Ma też zapłacić 5 tys. zł na rzecz ośrodka dla uzależnionych od narkotyków.

K. Kasper i R. Wójcik byli zadowoleni z wyroku. – Jest sprawiedliwość – komentowali.

Na poczet kary, sąd zaliczył Mirosławowi miesiąc aresztu. Nie wiadomo jednak, czy wyrok utrzyma się w sądzie okręgowym. M. Ratajczak zapowiada odwołanie. – Naszym zdaniem jest on zbyt surowy – mówi.

Nie dostał nauczki

Przypomnijmy, do zdarzenia doszło w grudniu ub. r. Wszystko przez dziewczynę. Feralnego dnia w aucie Mirosława K. siedziała Sandra, znajoma, która uciekła z ośrodka dla trudnej młodzieży. Gdy woził ją po Kożuchowie natrafił na patrol policji. 27-latek widząc sygnały dodał gazu.

– Chciałem odjechać na tyle, żeby móc ją wysadzić. Później bym się zatrzymał – zapewniał podczas przesłuchania. Twierdził, że marihuanę znalazł w Kożuchowie. Po prostu leżała na ulicy, więc ją podniósł. – Wiedziałem po zapachu, że to marihuana, ale jej nie próbowałem, ani nikomu nie dawałem – tłumaczył. Ze znalezionej marihuany można było zrobić 27 porcji narkotyku. W radiowóz wjechał, bo spanikował. – Miałem przy sobie marihuanę i dziewczynę, która uciekła z ośrodka – przypominał. Na swoją obronę miał to, że ostatecznie sam oddał się w ręce policji. Zrobił to jednak, gdy lancia nie nadawała się do jazdy i trzeba było uciekać pieszo. Sandra wbiegła do lasu, ale ostatecznie policji udało się ją zatrzymać.

W październiku  Mirosław K.  znów zapisał się w kronice kryminalnej. Kolejny raz nie zatrzymał się do kontroli i uciekał przed policją. Za to też czeka go sprawa.

Napisz komentarz »