REKLAMA

Samorząd

Lampa w lesie, a przy domu ciemno

Opublikowano 05 stycznia 2021, autor: Michał Szczęch

Czy gmina nadal powinna dzierżawić działki rolnikowi? Czy w okolicach posesji Jolanty Mokwińskiej gmina postawi lampę? Czy mieszkańcy będą mogli hodować drób? Między innymi o tym dyskutowano w Siedlisku, na ostatnim w 2020 roku wspólnym posiedzeniu komisji rady gminy.

W trakcie posiedzenia poruszono kwestię gminnych działek rolniczych, które urząd gminy chce wkrótce przekształcić w budowlane i ewentualnie sprzedać, a obecnie wydzierżawia rolnikowi. Ten płaci rocznie 60 złotych za hektar. – Dla gminy to jest nic ? oburzył się radny Stanisław Sawicz. – Ja uważam, że ta ziemia powinna leżeć ugorem. Niech odpoczywa ? podpowiedział.

– 60 złotych? To jest śmieszna cena ? zgodził się radny Ryszard Kieczur.

Do dyskusji swoje trzy grosze wtrąciła przewodnicząca Małgorzata Chilicka. – Mam ogródek ? wypaliła. – Dla mnie to jest dziwne, żeby nie uprawiać, żeby ziemia leżała odłogiem.

Z przewodniczącą zgodził się wójt Dariusz Straus. – Ziemia nie może leżeć odłogiem, bo chwast się rozsiewa ? pouczył.

– Jak będzie stało w ugorze, to będą rosły chaszcze ? radna Bronisława Pawlak powtórzyła za wójtem jak echo.

Wtedy radny Sawicz wyraził obawę, że przyjdzie czas, żeby przekształcić działki, a rolnik w tym czasie zasieje. Co wtedy?

Wójt znalazł proste rozwiązanie: – Sporządzi się nową umowę!

Radny Sławomir Pokusa zapytał, czy nie warto, żeby działki przejęła gmina, choćby po to, żeby dostawać dopłaty.

– Do hektara jest około tysiąca złotych, bo to szósta klasa, więc się nie opłaca ? ponownie pouczył wójt. – Mam swoje gospodarstwo, więc wiem.

Radny Kieczur rzucił propozycję, żeby ogłosić przetarg na dzierżawę, choć sam miał wątpliwości, czy ktokolwiek się zgłosi, poza obecnie gospodarującym rolnikiem. – Nie wierzę, żeby ktoś się pchał na te piachy – ocenił.

Żeby uciąć dyskusję, która kręciła się w kółko, przewodnicząca Chilicka zapytała, kto z radnych jest za tym, żeby przekształcić działki w budowlane. Większość była za.

W obawie, że ani wójt, ani radni, ani przewodnicząca, ani urzędnicy nie wiedzą tak naprawdę, co należałoby zrobić, głos na wszelki wypadek zabrała Danuta Wojciechowska, która jako mieszkanka cyklicznie przychodzi na tego typu obrady, by patrzeć lokalnej władzy na ręce. – Jeśli państwo uzgodnicie, że będzie dzierżawa przez okres przygotowania do przekształcenia, to proszę zaznaczyć w dokumentach, że od przyszłego roku zaczyna się proces przekształcania ? przestrzegła z krzesła dla publiczności.

W kwestii lamp

W kolejnym punkcie obrad głos zabrała B. Pawlak, tym razem nie jako zwykła radna, ale jako przewodnicząca komisji skarg, wniosków i petycji. Chodziło o „uporczywe mataczenie przez wójta”, na co poskarżyła się mieszkanka Jolanta Mokwińska, która, podobnie jak D. Wojciechowska, patrzy władzom gminy na ręce. Od wielu miesięcy wojuje też z wójtem, między innymi o wydanie właściwej decyzji w sprawie uprzątnięcia góry opon, która zalega przy jej posesji, a także o postawienie lampy, bo przy posesji ma egipskie ciemności. W pierwszej sprawie udowodniła aż w Warszawie, w głównej siedzibie sądu administracyjnego, że wójt nie miał racji wydając poprzednie decyzje. W efekcie musiał wydać kolejną, tym razem po myśli Mokwińskiej, że opony trzeba uprzątnąć. W sprawie lampy Mokwińska wciąż walczy.

Choć Pawlak punkt obrad o „uporczywym mataczeniu przez wójta” skwitowała krótko, że wszystko już było omówione w tej sprawie, to radni Pokusa i Sawicz nie dali za wygraną. Za wygraną nie dała też sama Mokwińska. Z krzesła dla publiczności kolejny raz podkreśliła, że to absurd, żeby w XXI wieku gmina borykała się z takimi problemami, jak postawienie lampy przy posesji mieszkanki, czy choćby przy cmentarzu, który nocą również tonie w ciemnościach. Radny Pokusa ma zdjęcia, jak ludzie idą wieczorem do grobów bliskich. Po omacku! Świecą telefonami, żeby się nie przewrócić.

Wójt uznał, że lampy przy posesji mieszkanki nie można postawić przez spór o to, kto jest właścicielem terenu (czy gmina, czy Wody Polskie). – Od roku właścicielem jest gmina ? upierała się J. Mokwińska. Przepychanka słowna zapewne mogłaby trwać w nieskończoność. Głos jednak zabrał Pokusa. – Zdjąć lampę, którą gmina postawiła w lesie i postawić koło pani Mokwińskiej – zaproponował wydawać by się mogło proste rozwiązanie.

– Sytuacja jest zagmatwana, nie ja stawiałem – wójt próbował tłumaczyć, dlaczego nie może przenieść gminnej lampy, która stoi na ternie niegminnym, bo w lesie. Radny Pokusa pracuje w Lasach Państwowych. Jest kierowcą. Sprawdzał mapy. – Droga nie jest gminna, a gmina postawiła tam lampę i płaci – potwierdził.

– Po prostu ustalmy, że do końca przyszłego roku przy posesji pani Mokwińskiej stanie lampa i już, żeby ta sprawa nie odbijała się nam czkawką ? zaproponował radny Kieczur.

Radny Pokusa, nie chcąc, żeby Mokwińska czekała kolejny rok, nie dał za wygraną. – Co innego, jak w lesie rosną drzewa, a co innego, gdy stoją tam lampy ? zdenerwował się.

– Tam mieszkają nasi mieszkańcy! – zdenerwowała się przewodnicząca Chilicka.

– Sarny i zające ? wtrącił radny Sawicz.

Wtedy przewodnicząca zaczęła krzyczeć: – Przecież tam powstaje osiedle! Rozbudowuje się nam Siedlisko, a pan chce lampę zabrać!

– Skargi od mieszkańców były, że tam powinno być jeszcze więcej lamp ? wtrącił wójt.

– Lampa stoi w lesie, a mieszkanka ma ciemno przy posesji ? skwitował radny Pokusa. Po sesji, w kuluarach, ogłosił, że jest też gminna lampa, która… stoi w polu.

W kwestii drobiu

Gdy skończyła się dyskusja o lampach, rozgorzała dyskusja o drobiu, a konkretniej – o domowym ptactwie hodowlanym. Bo czujne oko radnego Sawicza wychwyciło bubel w projekcie gminnej uchwały dotyczącej trzymania ptactwa na osiedlach mieszkaniowych. Okazuje się, że gdyby projekt uchwały, którą radnym przedłożyła gminna urzędniczka, wszedł w życie, to większość mieszkańców nie mogłaby trzymać kur, kaczek, gęsi, gołębi, a także między innymi królików.

– U nas w Siedlisku jest bardzo zwarta zabudowa ? tłumaczył radny Sawicz urzędniczce, wójtowi, a także przewodniczącej Chilickiej. – To często zabudowa jeszcze poniemiecka, dom stoi przy domu. Większość osiedli jest u nas mieszkaniowa. Gdybyśmy przegłosowali uchwałę w takim kształcie, to za trzymanie drobiu groziłyby kary, bo łamalibyśmy gminne prawo.

Radny zasugerował, że preludium do stworzenia urzędniczego bubla stanowiły skargi mieszkańców, którzy, choć żyją na wsi, to chcieliby mieć jak w mieście. – Doszły mnie słuchy, że są tacy na nowym osiedlu, którzy strzelają do gołębi z plastikowych kulek. Takim przeszkadzają gołębie, a przecież gołębie z Siedliska zdobywają medale i puchary w konkursach. Jeśli ludzie chcą mieć jak w mieście, to niech się przeprowadzą ? skwitował radny Sawicz.

W kwestii umorzonych

pożyczek

Władze gminy wszelkie braki i niedociągnięcia (również te dotyczące lamp) zwykły tłumaczyć między innymi brakiem pieniędzy w budżecie. I właśnie do tego faktu nawiązała D. Wojciechowska, czyli dociekliwa mieszkanka. Wypomniała wójtowi, że zwolnił stowarzyszenie, które prowadzi w Siedlisku prywatne przedszkole, z obowiązku spłacania pożyczek udzielonych przez gminę. – To prywatny podmiot nastawiony na zysk ? przypomniała. – Jeśli podejmiecie uchwałę, która pozwoli w dalszym ciągu zwalniać stowarzyszenie z obowiązku płacenia najmu za budynek, to złamiecie prawo!

Wywód Wojciechowskiej przerwała przewodnicząca Chilicka. – Nie zamierzamy podejmować ? oznajmiła.

– Chwileczkę, ja teraz mówię… ? obruszyła się Wojciechowska.

– Ja jestem przewodnicząca i ja mogę w każdej chwili się wypowiadać, proszę nie zwracać mi uwagi, co ja mogę! – zdenerwowała się Chilicka.

– To bardzo brzydko do starszej osoby tak mówić – Pokusa skarcił Chilicką.

– Proszę nie komentować moich słów – odgryzła się w kuluarach Chilicka.

Wojciechowska: – Działania wójta, czyli finansowanie prywatnej działalności poprzez nienaliczenie czynszu i umarzanie pożyczek, naraziły nas, jako społeczeństwo, na straty.

Wójt przyznał, że, owszem, zwalniał stowarzyszenie z opłat i z konieczności spłacania pożyczek. Przypomniał jednak, że stowarzyszenie poczyniło remonty w budynku, w którym funkcjonuje. Przypomniał, że stowarzyszenie prowadzi nie tylko przedszkole, ale też żłobek, że nie ma problemu z miejscami dla dzieci, że rodzice się nie skarżą, że nawet w miastach nie mają takiego luksusu. Przypomniał (ustami gminnej urzędniczki), że przecież stowarzyszenie płaci za media (ogrzewanie, prąd itp.). Oznajmił, że się śmieje z tych wszystkich zarzutów. Że inne gminy też mają prywatne przedszkola na swoim terenie. Że gmina Sława ma aż pięć…

Wojciechowska: – Panie wójcie, przecież to normalne, że jeśli ktoś decyduje się na prowadzenie działalności gospodarczej, to dostosowuje dany lokal do swoich potrzeb. Na własny koszt! Gdybym wynajmowała mieszkanie, to również musiałabym na własny koszt je urządzić, tak jak ja uważam. Musiałabym płacić za media. Panie wójcie, nasze prawo lokalne mówi, że nie może pan zwalniać z obowiązku płacenia podatku tych podmiotów, które prowadzą działalność zarobkową. Panie wójcie! Poprzez umarzanie pożyczek, gmina straciła prawie dwieście tysięcy złotych!

Napisz komentarz »