REKLAMA

Wasze sprawy

To nie jest normalne, że powietrze śmierdzi

Opublikowano 09 stycznia 2021, autor: Michał Szczęch

– Władza musi zrozumieć, że poprawa jakości życia to nie tylko klomby i piękne latarnie, ale również, a może przede wszystkim powietrze – mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.

Regionalna: Od ilu lat samorządy mogą ubiegać się o pieniądze na wymianę kopciuchów? Od jak dawna mówi się o tym głośno?

Piotr Siergiej: – Jeśli mówimy o pieniądzach z poziomu samorządu, to mówimy o pieniądzach z budżetu gminy. Takie pieniądze były od lat. Natomiast to kwestia zamożności i przede wszystkim determinacji, czy gmina przeznaczała jakiekolwiek kwoty z budżetu na wymianę kopciuchów, czy nie.

A jeśli chodzi o finansowanie zewnętrzne?

– Wiem, że Kraków korzystał z pieniędzy NFOŚ (program Kawka), Regionalnego Programu Operacyjnego i środków własnych. To pierwsze polskie miasto, które zaczęło walczyć z problemem kopciuchów. Tam dotacje zaczęły się 7 lat temu.

Pytam o to, ponieważ Polski Alarm Smogowy opublikował niedawno ranking miast z powietrzem zanieczyszczonym benzo(a)pirenem i Nowa Sól znalazła się bardzo wysoko w tym rankingu, bo w pierwszej dziesiątce. Owszem, Nowa Sól planuje wymieniać kopciuchy w mieszkaniach komunalnych, pozyskała dofinansowanie. Ale do 2020 roku nie wydała na ten cel ani grosza, więc samorząd w zasadzie nie robił nic w tym kierunku.

– Jako Polski Alarm Smogowy, obserwujemy gminy, z wieloma współpracujemy, rozmawiamy. I wniosek mam taki, że gminy najczęściej mówią, że nie mają pieniędzy, że nie stać ich na wymianę kotłów, bo wszystkie pieniądze mają już zagospodarowane, czy to na szkołę, czy na ośrodek zdrowia itp. I oczywiście zgadzam się, że im mniejszy budżet, tym mniejsza szansa na znalezienie pieniędzy. Natomiast wiemy, że gminy mają też pieniądze, które wydają na tak zwaną reprezentację, czyli na klomby, na kwietniki, na ozdoby świąteczne, na fajerwerki, nie tylko noworoczne…

W Nowej Soli na same kwiaty i ich utrzymanie idzie rocznie milion złotych.

– I w tych pulach gminy mogą szukać pieniędzy na walkę o czyste powietrze. Oczywiście, że jest to trudne. Ale niektóre gminy znajdują w sobie taką determinację. Mówią na przykład, że w tym roku nie będzie festiwalu, bo to kosztuje 100 tysięcy złotych. I za te pieniądze wymieniają kotły. Oczywiście nie mówię o gminach wiejskich, które mają najtrudniej. Ale Nowa Sól to przecież miasto…

Trzecie w województwie.

– No właśnie. Budżet nie jest malutki.

Budżet Nowej Soli opiewa na grubo ponad 200 milionów złotych.

– Więc można w nim poszukać pieniędzy nawet jeśli nie ma pieniędzy zewnętrznych. To wyłącznie kwestia woli politycznej, to kwestia podjęcia decyzji, że idziemy w oczyszczanie powietrza, że rezygnujemy z pewnych wydatków i inwestujemy w powietrze, czyli na przykład w wymianę kotłów.

W minionym roku Nowa Sól kupiła na przykład świecącego renifera za 25 tysięcy złotych, zainwestowała 100 tysięcy w ozdobną makietę, która stanęła na dworcu, inwestuje w kwiaty… Nie wiem, czy pan się zgodzi z tezą, że władza robi to, bo takie zadania widać, bo na takich działaniach można się promować i zbijać kapitał polityczny. Natomiast powietrza nie widać. Powietrze nie jest pudrem, który upiększy miasto, więc mieszkańcy, czyli wyborcy, działań na rzecz powietrza nie docenią. Stąd taka a nie inna postawa władzy.

– Naturalnie. I z jednej strony jest to bardzo ludzkie, że wydajemy pieniądze na to, co widać. Obywatele wtedy widzą, że władza działa. To się bezpośrednio przekłada na popularność. Natomiast inwestowaniem w niewidzialne powietrze, w wymianę kopciuchów, które dymią, ale są pozamykane w mieszkaniach, trudno się pochwalić. I to jest zadanie na obecne czasy, żeby prowadzić wśród mieszkańców kampanię i uzmysłowić im, że to jest ważne, że to dla ich dobra, że wymiana dajmy na to 100 kopciuchów jest ważniejsza od kolejnych klombów i kwiatów.

Kto powinien zmieniać świadomość władzy w tym zakresie?

– Kluczowy jest nacisk społeczny. Władza zrozumie problem, jeśli obywatele zrozumieją problem. Mieszkańcy mają prawo wymagać dbania o poprawę jakości ich życia. Władza musi zrozumieć, że poprawa jakości życia to nie tylko klomby i piękne latarnie, ale również, a może przede wszystkim powietrze. Wrócę do przykładu Krakowa. Tam wzrost świadomości społecznej przełożył się na wzrost świadomości urzędników. Magistrat bardzo mocno się zaangażował w kampanię antykopciuchową, zaangażował się również urząd marszałkowski. Wszędzie były plakaty, bilbordy. W efekcie z blisko 40 tysięcy kopciuchów, do wymiany zostało im jakieś półtora tysiąca. Oni naprawdę zrozumieli ten problem.

Czy władza, która od lat szczyci się wizjonerstwem, która od lat powtarza, że jest świetna, tak łatwo się przyzna do błędu, że w minionych latach nie zrobiła w zasadzie nic, albo bardzo niewiele, żeby zawalczyć o czyste powietrze? Czy taka władza uderzy się w pierś?

– Rzadko kto uderza się chętnie w pierś z prostego, ludzkiego powodu. Każdy zaatakowany człowiek instynktownie będzie się bronił. Ponownie podam przykład Krakowa. Gdy zaczynaliśmy tam akcję promocyjną, kiedy nikt jeszcze o smogu nie mówił, gdy udało się nam powiesić w mieście bilbordy, które alarmowały o smogu, również po angielsku, to pojawiły się głosy, że to niszczenie renomy miasta, że przecież Kraków żyje turystyką…

Czyli podejście było takie, żeby nie mówić o problemie.

– Tak. Ale teraz, gdy zmieniła się świadomość mieszkańców i władz, to zmieniła się również narracja. Teraz Kraków jest stawiany w roli lidera regionu, który walczy o czyste powietrze. Udało się przejść z etapu niemówienia o problemie do etapu, że można być dumnym z tego, że potrafimy rozmawiać o problemie i z nim walczyć.

Jak zmienić myślenie władzy w mniejszych miejscowościach?

– Może niekoniecznie warto wchodzić w otwarty konflikt. Bo władza nie będzie chciała współdziałać. Zrobi się gorąca walka, obrzucanie winą, a zabraknie działań i problem nadal będzie leżał odłogiem. Oczywiście, że trzeba punktować władzę za niedociągnięcia. Ale my, jako Alarmy Smogowe, podpowiadamy również, co należałoby zrobić. My dajemy również rozwiązania. Staramy się nie obwiniać, w stylu: „A wy przez lata nic nie robiliście”.

Choć przecież to często prawda…

– Tak, oczywiście. Ale jeśli chcemy coś naprawić, to zamiast atakować lepiej wspólnie pomyśleć, jaką drogą do tego dojść. Wolimy podpowiadać, wolimy edukować społeczeństwo, a wtedy władza nie będzie miała wyboru. To bardzo dobry pierwszy krok, że Nowa Sól wreszcie zaczyna wymieniać kopciuchy. Co prawda w swoich zasobach, bo w mieszkaniach komunalnych, ale trudno byłoby zachęcać mieszkańców do wymiany kopciuchów, skoro samemu się tego nie robi. W drugim kroku władze Nowej Soli mogłaby wyszukać w budżecie rezerw, które przeznaczyłyby na dopłaty dla pozostałych mieszkańców. Mógłby powstać punkt z poradami dla mieszkańców, jak starać się o dofinansowania rządowe, bo dla szarego mieszkańca procedury mogą się okazać skomplikowane, złożone. Pracownicy punktu mogliby nie tylko pomagać ludziom, ale chodziliby też od domu do domu i zachęcali do wymiany kotłów. To mogłoby przynieść wymierne efekty, a niespecjalnie obciążyłoby budżet miasta.

Czyli zamiast renifera za 25 tysięcy złotych, można było stworzyć pół etatu dla takiego pracownika.

Dokładnie. Kolejne pół etatu można stworzyć z części puli przeznaczanej na inne cele i tak dalej. Pracownicy będą uczyć mieszkańców, jak pozyskiwać pieniądze z budżetu Państwa. W końcu na to idą nasze podatki. Podam przykład: zrobiono test w dwóch wsiach. Zatrudniono swego rodzaju akwizytorów. Każdy akwizytor otrzymywał 300 złotych za doprowadzenie do podpisania umowy z mieszkańcem na wymianę kopciucha, okien, na ocieplenie domu itp. W ciągu trzech miesięcy w tych małych wsiach wypełniono kilkaset wniosków. Czyli to jest możliwe. Ludzie po wymianie kopciucha mniej płacą za ogrzewanie, nie muszą już szuflować węgla w kotłowni, w kurzu i brudzie. To jest podstawowy czynnik, który zachęca do zmiany. Ale tym najważniejszym jest oczywiście poprawa jakości powietrza. Ja to zawsze mówię, że najlepiej wyjść zimą, w mroźny dzień i powąchać powietrze.

W Nowej Soli powietrze często śmierdzi.

– To nie jest normalne, że powietrze śmierdzi. Powinno być bez zapachu. Jeśli czujemy zapach węgla, palonego drewna, a nie daj Boże palonych śmieci czy plastiku, no to jest źle. Takie zapachy oznaczają, że w powietrzu unosi się toksyczny koktajl, który nas truje i niszczy nasze zdrowie.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »