REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Żegnaj Jolu

Opublikowano 09 stycznia 2021, autor: Patryk Świtek

Rok temu zdobyła upragniony mandat do Sejmu. Teraz miała wygrać z chorobą. Niestety tuż przed nowym rokiem odeszła. Nie żyje Jolanta Fedak, urodzona w Żarach liderka lubuskiego PSL-u.

Jolanta Fedak, szefowa lubuskiego PSL zmarła w czwartek (31.12.). Przegrała długą walkę z nowotworem. Koledzy z partii wiedzieli o chorobie, ale większość była przekonana, że rak jest w odwrocie.

– To dlatego, że dzielnie go znosiła – mówi Jarosław Sieradzki (PSL). – Nic nie dawała po sobie poznać. Wszystkie obowiązki wykonywała jak zdrowa – mówi.

– Wiedzieliśmy, że przez ostatnie lata osłabła, ale rozmawiałem z nią przez telefon w grudniu i wydawało się, że jest w dobrej formie. Byłem przekonany, że zdrowieje. Zaskoczyła mnie ta wiadomość – mówi Arkadiusz Dąbrowski, rzecznik lubuskiego PSL.

Mirosław Olejniczak zna J. Fedak ponad 20 lat. – Rozmawialiśmy przed świętami. Wyczułem, że jest osłabiona. Nie chciała jednak mówić o swoim stanie. Nie była podłamana, wręcz przeciwnie, snuła plany na przyszłość. Była zdeterminowana – wspomina.

Ludzie z partii doskonale pamiętają, co zrobiła zaraz po wygranych wyborach do Sejmu.

– Z zapałem zabrała się za porządki. Biuro poselskie nabrało kobiecych barw. Urządziła je po swojemu – mówi J. Sieradzki.

Srogi nauczyciel

Szefem lubuskiego PSL była od 2008 roku. – To ja namówiłem ją, żeby kandydowała. Powiedziałem: „Jola, będziesz się nadawała, bo masz zmysł polityczny” – wspomina Andrzej Smołaga, który z J. Fedak znał się ponad 20 lat. Niektórzy pamiętają minę Józefa Zycha, gdy z nią przegrał. – On wtedy miał bardzo dobry wynik w wyborach do Sejmu. Był pewny, że będzie kierował PSL-em, a tu okazało się, że Jola go pokonała. Nawet jej nie pogratulował. Jak mumia siedział przy stole, a później wstał i wyszedł – wspomina jeden z członków PSL.

Jakim była prezesem?

– Wymagającym – mówi krótko J. Sieradzki.

– Porównałbym ją do srogiego nauczyciela, którego po ukończeniu szkoły pamięta się do końca życia – dodaje A. Dąbrowski.  – Każdy z nas był obserwowany i sprawdzany. Miał też cele do zrealizowania. Wielu moich kolegów było zobowiązanych do ukończenia kursów czy szkoleń. Z tego ich rozliczała. Chciała dla nas dobrze. Mówiła, że PSL nie zawsze będzie u władzy, a jak ktoś będzie miał pewne kompetencje, to łatwiej będzie mu się odnaleźć – opowiada. – Jak ktoś dobrze wykonał swoją robotę, to chwaliła. Ale jak ktoś kolejny raz się migał i mówił, że jeszcze się nie zapisał na kurs językowy, to potrafiła zganić – dodaje.

– Jako prezeska zdała egzamin, a trzeba powiedzieć, że to nie było łatwe, bo wewnątrz partii też miała opozycję – wspomina A. Smołaga.

– To nie był wódz, który nikogo nie słucha. Często dzwoniła, konsultowała. Jak trzeba było podjąć trudne decyzje, zbierała opinie. Spotykaliśmy się w większym gronie i dyskutowaliśmy – wspomina M. Olejniczak

Rasowy polityk

J. Fedak (z domu Pietruńko) urodziła się w Żarach. O jej młodości wiadomo niewiele. – Zawsze mówiła, że musiała się wcześnie usamodzielnić, bo szybko straciła rodziców – wspomina Mirosław Olejniczak.

Przez większość życia mieszkała w Zielonej Górze, ale miała też epizod krośnieński, bo w 2003 roku została sekretarzem w gminie Krosno Odrzańskie. Polityczne CV ma bogate. Była wicemarszałkiem i wicewojewodą lubuskim. W rządzie Donalda Tuska była ministrem pracy i polityki społecznej. Wielokrotnie próbowała swoich sił w wyborach parlamentarnych. Do Sejmu dostała się dopiero w 2019 roku.

– Była politologiem nie tylko z wykształcenia, ale także z krwi i kości – mówi M. Olejniczak. – Klasa polityczna jest słaba, często przypadkowa, koniunkturalna. Jola była przeciwieństwem. Była dobrze przygotowana. Doskonale znała mechanizmy polityczne, przez co miała niezwykłą łatwość w przewidywaniu wydarzeń – ocenia M. Olejniczak.

Mówi mi Jola

– W PSL mamy zwyczaj, że mówimy do siebie koleżanko, kolego, ale nie spodziewałem się, że można tak do pani prezes – mówi Andrzej Ławniczek. Wspomina jak pierwszy raz się z nią spotkał. – Podszedłem do niej, żeby się przedstawić i przywitać. Powiedziałem chyba „pani prezes”. W odpowiedzi usłyszałem: „Mów mi Jola”. Sama wyciągnęła rękę – wspomina.

– Nieważne, czy była ministrem, czy posłem, nigdy woda sodowa nie uderzała jej do głowy. Zawsze była tą samą Jolą – wspomina M. Olejniczak.

– Rzeczowa i bezpośrednia – mówi J. Sieradzki. – Nie owijała w bawełnę. Będzie nam jej brakowało w życiu politycznym i społecznym, ale także prywatnym, bo była fantastyczną kobietą – dodaje.

Znajomi mówią, że prywatnie była miłą i sympatyczną kobietą, która uwielbiała kwiaty. Gdy jechała do Warszawy często zatrzymywała się u córki, która pracuje jako stewardessa. Miała jedną wnuczkę.

Nie tak się umówiliśmy

J. Fedak pochowano na cmentarzu w Zielonej Górze. W czwartek (7.01.) odbył się pogrzeb państwowy z asystą policji i wojska polskiego. Mszę świętą odprawił biskup Tadeusz Lityński. Transmitowano ją w sali kolumnowej Urzędu Marszałkowskiego. Żegnali ją posłowie z lubuskiego, ale także z innych województw. Przyjechał też prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Ta cisza po śmierci Joli jest tym bardziej dotkliwa, że ona uwielbiała mówić i prowadzić wielogodzinne rozmowy – mówił na pogrzebie. – Miała zawsze wiele do powiedzenia, ale to nie było gadulstwo. W tych słowac była mądrość. We wszystkich swoich działaniach potrafiła zachować ludzkie oblicze. Politykę traktowała nie jako karierę, ale jako roztropne dbanie o wspólne dobro. Była bezkompromisowym i twardym politykiem, który potrafił powiedzieć, co myśli. Miała odwagę przeciwstawić się nawet większym od siebie. A przy tym była bardzo lojalna. Przez cały czas była związana tylko z PSL-em. Kochała Lubuskie i była dumna, że mogła je reprezentować. Prezydent pośmiertnie odznaczył ja Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Do końca zachowała klasę, klasę żelaznej damy polskiej polityki.

Napisz komentarz »