REKLAMA

Wasze sprawy

Za każdą pomoc z całego serca dziękuję!

Opublikowano 09 stycznia 2021, autor: Filip Pobihuszka

Gdyby nie sąsiedzi, życie pani Ireny byłoby dużo cięższe. Kobieta od lat wydaje każdy grosz na leczenie syna. Niestety, potrzeby wciąż są duże.

Pani Irena Radwańska i jej syn Janek zagościli na naszych łamach po raz pierwszy latem 2019 roku. Chłopak cierpi m.in. na łamliwość kości. Schorzenie uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie i jest powodem częstych wyjazdów do lekarza. Niestety, podróże są długie, męczące i kosztowne. Jednorazowy wyjazd do szpitala w Otwocku, wraz z noclegiem i wyżywieniem potrafi kosztować ponad 1300 zł, podczas gdy łączny miesięczny dochód matki i syna to niewiele ponad 2 tys. zł. – Najwięcej kosztuje hotel. Zależy mi na tym, żeby to było blisko, bo Janek ma kłopoty z chodzeniem. Pytałam o tańszy nocleg w kwaterach prywatnych, ale boją się nas brać na noc – żali się pani Irena.

Swoje kosztują też lekarstwa. – Ostatnio co dwa miesiące syn jeździł na zastrzyki, które kosztują 150 zł – mówi kobieta. – Ale muszę powiedzieć, że są skuteczne – dodaje chłopak.

Na szczęście są ludzie, którym los pani Ireny i Janka nie jest obojętny.

– Chciałam bardzo podziękować panu Andrzejowi, to mój sąsiad. On i jego żona cały czas mi pomagają, pożycza pieniądze na podróż, na jedzenie, na lekarstwa. I to są dla mnie bardzo duże kwoty. To największa pomoc jaką dostaję – mówi. – Z całego serca dziękuję wszystkim sąsiadom, którzy mi pomagają. Ale pan Andrzej najbardziej, trzeba takich ludzi całować po nogach – dodaje pani Irena.

Pan Andrzej nie uważa, by jego zachowanie było czymś nadzwyczajnym. – Widzę w jakiej jest sytuacji. To co? Mam nie pomóc? Ja wiem, jakie są czasy, ale powiedziałem, że pani Irenie zawsze pomogę – komentuje. I wyraźnie zaznacza, że nazwiska i zdjęcia w gazecie nie chce. Bo i po co.

Tymczasem pani Irenie wypadł kolejny wyjazd do Otwocka. Tym razem kobieta wie, że będzie musiała zostać tam z synem kilka dni dłużej niż zwykle. A to oczywiście przełoży się na koszty.

– Pan Andrzej powiedział, że da mi 500 zł, ale to ciągle za mało. Sam hotel będzie nas kosztował dodatkowe 600 zł więcej – żali się kobieta, która po raz kolejny będzie musiała zrezygnować z opłacenia rachunków. – Wyjeżdżamy 13 stycznia w środę, po 19.00. Może do tego czasu znajdzie się ktoś, kto zechce nam choć trochę pomóc – prosi.

Napisz komentarz »