REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Długa walka o łabędzie życie

Opublikowano 13 lutego 2021, autor: Filip Pobihuszka

– Myślałem, że wstaje, a on… odfruwał – mówi weterynarz Adam Michalski, który do północy walczył o życie łabędzia. Niestety, nie udało się.

Akcja ratowania łabędzia zaczęła się we wtorek, ok. 13:00. Straż miejska otrzymała zgłoszenie o rannym ptaku, który kręci się w okolicy ul. Południowej. Ale gdy na miejscu pojawił się patrol, zwierzaka już nie było. Mundurowi przeczesali okolicę, ale nic to nie dało. Dopiero kilka godzin później, przed 18.00, gdy zapadał już zmrok, na komendzie ponownie zadzwonił telefon. Okazało się, że łabędź schował się pod przepustem, w płytkich wodach kanału Solanka, zasilającego stawy na Kaczej Górce. Szczęśliwie wypatrzył go mieszkający obok lekarz internista, Błażej Nowak, który akurat odśnieżał posesję. – To jest takie miejsce, że gdyby ktoś z naszych domowników go nie zobaczył, to chyba nikt by go nie znalazł – komentuje.

Zazwyczaj samochody przepuszczają łabędzie

Strażnicy miejscy wezwali na pomoc strażaków, którzy wydobyli wycieńczonego ptaka z wody. Krótko później zwierzak trafił pod opiekę doktora Adama Michalskiego. Weterynarz przez kolejne sześć godzin walczył o życie łabędzia. Jego uraz okazał się wyjątkowo paskudny i prawdopodobnie był wynikiem potrącenia przez samochód. – Uderzenie było bardzo silne, to skrzydełko to aż mu się obróciło – mówi.

A doktor Nowak dodaje: – Łabędzie często przechodzą przez ul. Południową w stronę stawów. Przypuszczam, że przyczyną potrącenia była śliska nawierzchnia, bo zazwyczaj jest tak, że jak ptaki przechodzą przez ulicę, to wszyscy się zatrzymują, czekają, i nie ma żadnych problemów. A teraz może wszedł prosto pod koła, samochód nie wyhamował…

Odłamki kości były bardzo ostre

– Byłem z nim do północy. Miał drutowaną kość, bo z kości była miazga. Ruszał się cały czas, nawet w narkozie go to bolało – opowiada doktor Michalski. – Ruszał tymi odłamkami, a one były tak ostre… – wzdycha.

Niestety. Koniec końców zwierzaka nie udało się uratować. – Odszedł w narkozie, w trakcie robienia drugiego zdjęcia kontrolnego. Jak już wszystko porobiłem, był założony opatrunek… Poprzebierał łapeczkami. Myślałem, że wstaje, a on… odfruwał – mówi. – Młody łabądek. Trzyletni. Jestem załamany. Cała akcja, moja praca, siedzenie do nocy… i guzik to dało – wzdycha.

To już trzeci łabędź w ostatnich dniach

Jeśli już szukać pozytywów w całej tej historii, to pocieszeniem niech będzie fakt, że ptak nie cierpiał. – W ogóle nie wiedział, że odszedł. Bo był w narkozie. A narkoza była ksylazynowoketaminowa. Ona udaje śmierć. Więc ptak odszedł w pełnym spokoju, bez stresu, bez bólu – mówi doktor Michalski. – A gdyby został na tej rzeczce, to by przyszły niebawem zwierzątka i poczęstowały się nim. Oczywiście natury nie ma co poprawiać, ale czasami bywa okrutna – kwituje.

To już trzeci łabędź w ciągu półtora tygodnia, który trafił do weterynarza. Pierwszy był tak osłabiony, że wpadł na linię wysokiego napięcia, co również skończyło się tragicznie. Drugi przeżył, ale konieczna była amputacja skrzydła.

Napisz komentarz »