REKLAMA

Sport

Lockdown na boiskach

Opublikowano 21 marca 2021, autor: pp, fp

Na trzy tygodnie zostały wstrzymane rozgrywki piłki nożnej, począwszy od IV ligi w dół. Swoje mecze ligowe mogą grać tylko młodzieżowcy. – To nielogiczne, bez sensu! – mówią lubuscy działacze i trenerzy.

Gwałtowny wzrost zakażeń spowodował kolejny lockdown, który objął też świat sportu. Kilka dni temu Lubuski Związku Piłki Nożnej, zgodnie z rządowym rozporządzeniem, podjął decyzję o zawieszeniu rozgrywek w Lubuskiem. W środę obostrzenia rozszerzono na całą Polskę.

– Mecze ligowe  mogą rozgrywać jedynie drużyny młodzieżowe i dziecięce oraz piłkarze drużyn seniorskich, pobierający stypendia od klubu czy samorządu – mówi Robert Skowron, prezes LZPN. – W lubuskiej IV lidze czy obu klasach okręgowych tylko kilka klubów wypłaca takie świadczenia piłkarzom. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się przełożyć wszystkie mecze dwóch lub trzech kolejek (w zależności od danej ligi – red.) na inny termin. Rozegramy je w czerwcu a jeśli będzie taka konieczność, nawet w lipcu. Rozgrywanie tylko kilku spotkań między drużynami, które pobierają stypendia, nie ma sensu i spowoduje ogromne zamieszanie w ligowym terminarzu. Zdecydowaliśmy, że grają albo wszyscy, albo nikt – komentuje.

Boiskowy kabaret

Prezes Skowron przyznaje, że rządowe obostrzenia są absurdalne. – Grać nie mogą piłkarki z IV ligi, choć żadna z nich nie ma więcej niż 18 lat. Za to swoje mecze mogą rozgrywać juniorzy starsi. Normanie kabaret! – mówi. – A swoją drogą, czy pobieranie stypendiów chroni przed zakażeniem? – ironizuje.

W podobnym tonie wypowiadają się trenerzy lubuskich drużyn. Grzegorz Karmelita niedawno objął zespół Arki Nowa Sól, ale póki co większość jego pracy to czekanie na decyzje z góry. – Rok temu miałem podobną sytuację w Zamecie Przemków, w marcu przed świętami też trzasnęli lockdown – wspomina. – A teraz? Ja jestem na emeryturze i nie ukrywam, że będę się strasznie nudził – przyznaje.

– To dziwne, że zespoły zawodowe mogą trenować i grać, ale to może wynikać tylko z tego, że ich stać na robienie badań. Mój syna gra w Górniku Polkowice i tam co jakiś czas są robione testy – mówi. – No bo co? Wirus nie złapie zawodowca, a złapie amatora? No przecież, że nie. Wirus nie wybiera – komentuje.

Narzeka też Łukasz Czyżyk, trener Promienia Żary: – Mieliśmy miesiąc lockdownu w styczniu, teraz kolejne trzy tygodnie pauzy. Wiele drużyn nie może trenować grupowo i aby nie wypaść z rytmu, musi ćwiczyć w podziemiu.

Wkurzony? Delikatnie powiedziane

Wściekłości nie kryje Michał Grzelczyk, trener Zorzy Ochla. – Logiki tu szukać ze świecą. I to mnie najbardziej denerwuję. Jestem wkurzony i to jest bardzo delikatne określenie. To co się dzieje u naszej szatni, ale nie tylko, bo wszystkich zespołów, które chcą grać i nie widzą żadnych przeciwwskazań, można bardzo delikatnie określić wkurzeniem – mówi.

– Ten brak logiki tak wali po oczach, że nie wiemy za co się złapać. To przede wszystkim działa demobilizująco na psychikę. Zawodnicy nie wiedzą czy wrócą, czy nie. A ja, choć kiedyś byłem optymistą, tak teraz jestem bardzo negatywnie nastawiony. To się nie skończy na 9 kwietnia – kwituje.

Czarny scenariusz przewiduje też Andrzej Wilczacki, szkoleniowiec Sprotavii Szprotawa.

– Patrząc na ilość zakażeń, nie wiem, czy skończy się tylko na trzech tygodniach. Obym się mylił – mówi. – Te boiskowe obostrzenia są mało konsekwentne. Bo czy 17-letni piłkarz ma większą odporność niż dwa lata starszy senior? – pyta.

– Wszystko to jakieś nielogiczne, tym bardziej, że to sport na świeżym powietrzu a nie w hali – komentuje trener ŁKS-u Łęknica, Grzegorz Tychowski. – Szkoda, bo przez te absurdalne obostrzenia straciliśmy w styczniu cały miesiąc przygotowań a teraz znowu trzy tygodnie zakazów – dodaje.

Nierealne

We wtorek (16 marca) LZPN wystosował do wszystkich klubów IV ligi i okręgówki pismo, w którym informuje o możliwości kontynuowania rozgrywek, pod warunkiem, że uruchomią  dla swoich piłkarzy system stypendialny. – To jedyne rozwiązanie, aby liga mogła dalej grać. Ale musi być zgoda wszystkich klubów na takie rozwiązanie, jednak z nieoficjalnych rozmów z  działaczami wielu klubów już wiem, że to nierealne. Wypłata świadczeń wiązałaby się z wprowadzeniem księgowości, odprowadzaniem podatku, składek ZUS itd. Dla wielu to kłopot – mówi Skowron.

Napisz komentarz »