REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Kraina katastrof

Opublikowano 27 marca 2021, autor: Michał Szczęch

Rozpina się w trójkącie między Bobrownikami, Mirocinem Dolnym i Kolskiem. Jej serce bije w Nowej Soli.

Mieszkańcy Bielaw, wsi w gminie Siedlisko, w upały walczyli z rojami much, a po wichurach musieli sprzątać z podwórek brudne pampersy, które przywiało z działki pod lasem, tej z dzikim wysypiskiem. Ani Dariusz Straus, wójt gminy Siedlisko, ani podlegli mu urzędnicy nie widzieli problemu w piętrzącej się przez lata pod lasem stercie plastiku, folii, szkła, zużytych sprzętów i opon. Gdy cztery lata temu mieszkańcy poprosili nas o interwencję, ustaliliśmy, że działka z wysypiskiem należy do gminy. Powiadomiliśmy WIOŚ. Śmieci zniknęły w tydzień. I tyle. Wójt pozostał wójtem, urzędnicy ? urzędnikami. Wszystko zostało po staremu.

Drzewa zachorowały i uschły 

Tymczasem dwa lata temu w okolicach Siedliska drzewa zachorowały i uschły. – Rosły wśród pól, w pobliżu prywatnej działki, na której miała powstać farma fotowoltaiczna ? Agnieszka Adamów-Czaykowska, mieszkanka Siedliska, gdy wypowiada te słowa, patrzy w pustą przestrzeń. Bo drzewa poszły pod topór. A działka, która wiosną tonęła w zieleni, dziś tonie w szarej mazi. Wygląda jak kawałek księżyca.

Inwestor wykopał dziurę i zwiózł tam górę odpadów, nielegalnie, na oczach wójta Strausa i podległych mu urzędników. Nikt nie zatrzymał i nie skontrolował ciężarówek, które jeździły dniami i nocami, wyładowane odpadami po brzegi.

Paweł Pazdrowski należy do Inicjatywy dla Gminy Siedlisko. To stowarzyszenie, które założyli mieszkańcy, żeby patrzeć miejscowym władzom na ręce. – Gdyby nie nasze zgłoszenie do WIOŚ, to całkiem możliwe, że szara maź zniknęłaby pod ziemią i nikt by się nie dowiedział ? przekonuje Pazdrowski.

Inspektorzy zbadali odpady. To szkodliwe, ropopochodne resztki z drogowych inwestycji, które dawno należało uprzątnąć. Inwestor ich nie uprzątnął. Ani wójt, ani urzędnicy nie pokwapili się, żeby sprawę zgłosić organom ścigania, choć w pobliżu jest ujęcie wody pitnej, są pola, na których rolnicy uprawiają zboża.

Władze gminy Siedlisko nie nagłośniły też problemu ścieków wypuszczanych do Odry. Po interwencji mieszkańców, inspektorzy WIOŚ zbadali sprawę. Ścieki, choć oczyszczone, przekraczały normy stężeń niebezpiecznych substancji. Płynęły z gminnej oczyszczalni.

Kto zatruł jezioro Rudno? 

Gmina Siedlisko to tylko fragment nowosolskiej krainy katastrof, która rozpina się w trójkącie między Bobrownikami w gminie Otyń, ze składowiskiem odpadów, między Mirocinem Dolnym w gminie Kożuchów, też ze składowiskiem i Kolskiem z zatrutym jeziorem Rudno.

W Kolsku nie ma przemysłu. Gmina stawia na turystykę. W 2015 roku mieszkańcy podnieśli larum. Bo jezioro, które miało być szansą na rozwój, jedną z nielicznych, spowił fioletowy kożuch. Ryby zaczęły zdychać, a plaże ? świecić pustkami.

Potencjalnego winowajcę wskazano szybko. Chodziło o jednego z okolicznych hodowców drobiu, który wylewał nieczystości z kurników na pobliskie pola. Dostał 500 złotych mandatu. – Takie przepisy – Wojciech Konopczyński, wiceszef lubuskiego WIOŚ, bezradnie rozkładał ręce po kolejnych pytaniach, dlaczego tak niska kara.

Konopczyński wskazał więcej winnych, wszak nieczystości spływały do jeziora latami. – To właściciele okolicznych domków wczasowych, którzy odprowadzają szamba do jeziora, to mieszkańcy okolicznych wsi odciętych od kanalizacji, to rolnicy nawożący okoliczne pola – wyliczał.

– Nie jest winą wójta, że jakiś czas temu z zakładów mięsnych w Sławie wypuszczano do Obrzycy świństwa ? bronił się wójt Henryk Matysik, o katastrofę pytany przed wyborami, w 2018 roku. Obrzyca wpada do Rudna. – Przecież jezioro nie podlega gminie, tylko marszałkowi województwa ? rzucał oskarżeniami wójt. Owszem, spotykał się z marszałkiem w tej sprawie. – I na gadaniu niestety się kończyło ? skwitował gorzko.

Latami trwała przepychanka między urzędnikami, lubuskimi i wielkopolskimi, o to kto odpowiada za zatrute jezioro leżące na pograniczu województw. Piętrzyły się dokumenty i wzajemne pretensje.

Gmina podjęła próbę ratowania jeziora. Powstała Ekojesionka. Członkowie tego stowarzyszenia słali pisma, apelowali w mediach. Lubuscy posłowie złożyli interpelacje. Gdy wreszcie padła deklaracja z Wód Polskich, że zatrute jezioro doczeka się rewitalizacji, władze szczebla gminnego, wojewódzkiego, a nawet krajowego odtrąbiły sukces. Każdy sobie przypisał zasługi. Nikt natomiast nie uderzył się w pierś. Nie szukano wśród władz osób winnych zaniechania, odpowiedzialnych za brak szybkiej reakcji przed laty, dzięki której nie doszłoby do katastrofy.

Tymczasem Tomasz Bączkowski, opozycyjny radny, wybrał się niedawno nad zamarznięte jezioro Rudno, żeby pojeździć na łyżwach. – W okolicach ośrodków wczasowych nie było lodu na jeziorze, bo płynęło coś ciepłego ? Bączkowski sugeruje, że to były ścieki.

Silnie toksyczne substancje 

Serce nowosolskiej krainy katastrof bije w Nowej Soli, na terenie po dawnym Dozamecie. Leży tam hałda ropopochodnych odpadów. Ten księżycowy krajobraz, wielki jak boisko piłkarskie, piętrzy się w centrum miasta.

Zgodę na zwożenie odpadów prawie 20 lat temu wydały władze województwa. Kilka lat temu sąd uznał, że za uprzątnięcie hałdy odpowiada starostwo (musi przymusić do tego właścicieli terenu, którzy przed laty wydzierżawili tamtejsze grunty od Skarbu Państwa). Nikt nie potrafił namierzyć właścicieli działek i odpadów. Starostwo samo nie posprzątało, bo nie miało pieniędzy (koszta oszacowano na 70 milionów złotych). Zapowiadano, że rząd da. Ale nie dał. Mijały lata…

– Nie mamy pieniędzy, winny jest nieuregulowany stan prawny ? powtarzają w zarządzie powiatu, na czele którego stoi dziś Iwona Brzozowska. W przeszłości stało mnóstwo innych osób, które nie poradziły sobie z problemem, a dziś piastują ważne funkcje w państwowych i samorządowych urzędach.

Od lat trwa targowanie między rządem i samorządem o potrzebne miliony. Właścicieli działek z terenu po dawnym Dozamecie jak nie było, tak nie ma. Spółki są w upadłości. Ciężko cokolwiek egzekwować. Bo od kogo? Więc, póki co, nie można postawić sarkofagu, takiego jak w Czarnobylu, który ochroniłby okolicę. Katastrofa wisi na włosku…

Andrzej Uchamnn, szef wydziału kontroli w lubuskim WIOŚ zaalarmował niedawno, że o ile zapasy wody gruntowej nagromadzonej pod hałdą, pitej przez nowosolan, są jeszcze czyste, o tyle coraz bardziej przerażają wody opadowe, które zalegają w okolicach hałdy. Przekroczenia zawartych w deszczówce silnie toksycznych substancji szacowane są na kilkaset procent. Deszczówka przesiąka do gruntu…

Dwa wrzody 

Waldemar Wrześniak, dziś wicestarosta, a w przeszłości starosta nowosolski, zaapelował niedawno, żeby nie grzebać w przeszłości, a skupić się na tu i teraz. Zaapelował o to w trakcie dyskusji na temat składowiska odpadów w Bobrownikach.

W WIOŚ mówią, że to wrzód województwa, jeden z dwóch, obok składowiska w Mirocinie Dolnym. Trwa przepychanka między starostwem i urzędem marszałkowskim o to, kto ewentualnie powinien wyciągnąć konsekwencje wobec inwestorów, którzy obecnie rekultywują te tereny i być może robią to nie do końca zgodnie z przepisami. W Mirocinie wykazano na przykład, że śmieci do rekultywacji przywożono w złej kolejności. Taki zarzut może skutkować nawet cofnięciem koncesji.

Nikt w porę nie wyjaśnił mieszkańcom (ani inwestorzy, ani władze powiatu, ani województwa), na czym polegają te rekultywacje. Że chodzi o przykrywanie szkodliwych odpadów nieszkodliwymi śmieciami, bo tak jest najtaniej. Widząc tysiące ciężarówek po brzegi wyładowanych żużlami, popiołami, szkłem, plastikiem i śmierdzącym kompostem, zaniepokojeni mieszkańcy wyszli na ulice. W Bobrownikach interweniowała policja. Doszło do przepychanek. Ludziom postawiono zarzuty. Zapadły wyroki.

Rak w powietrzu

Mieszkańcy Nowej Soli, serca krainy katastrof, wdychają najwięcej rakotwórczego benzo(a)pirenu, jeśli chodzi o województwo lubuskie. Gdy jako pierwsi opublikowaliśmy szokujący raport, miejskie władze z prezydentem Jackiem Milewskim na czele jakby się nie przejęły, nabrały wody w usta. Nowosolscy radni nawet nie podjęli tego tematu na sesji.

Władze Nowej Soli przez lata nie wydały choćby złotówki na dofinansowania dla mieszkańców do wymiany starych pieców, tak zwanych kopciuchów, głównych dostarczycieli rakotwórczych substancji. Owszem, władze sięgnęły po fundusze unijne na taką wymianę, ale dopiero w 2020 roku. A prezydent Milewski raczył publicznie powiedzieć o problemie dopiero, gdy Polski Alarm Smogowy umieścił Nową Sól w krajowej czołówce miast z największym stężeniem benzo(a)pirenu w powietrzu. Jest go na tyle dużo, że spada z deszczem do jezior, przesiąka do wód gruntowych, zatruwa warzywa i owoce w ogródkach…

Płacą mieszkańcy

Wójtowie, burmistrzowie, prezydenci i radni podejmują decyzje. I mimo błędów, uchybień, niedopatrzeń pozostają u władzy od lat. Za błędy płacą mieszkańcy. Wdychają benzo(a)piren, piją skażoną wodę, zwijają swoje biznesy, bo jezioro jest brudne. I czytają nagłówki w samorządowych mediach, że żyją w zielonej krainie nowoczesnych technologii, że ich wsie i miasteczka są skazane na sukces.

Krzysztof Graczyk, mieszkaniec Bobrownik, który uczestniczył w protestach przeciwko zwożeniu odpadów, do dziś walczy z policją w sądzie. Oskarżono go, że na proteście uderzył policjanta w obojczyk. Tymczasem już czterech świadków zeznało, że nic takiego się nie wydarzyło, że to policjanci pobili Krzysztofa. Zawlekli go pod płot, w kilku powalili na trawnik. – Jeden policjant trzymał rękę Krzyśka pod jego brzuchem, drugi wykręcał mu rękę na plecy, trzeci wykręcał jego nogę, a czwarty kolanem dociskał jego szyję. Krzysiek charczał, dusił się ? relacjonowali świadkowie na ostatniej rozprawie. Gdyby nie błędy i przeoczenia władzy, to najpewniej do tej sytuacji nigdy by nie doszło.

komentarz »
  1. Waldi 13 kwietnia 2021 09:02 - Odpowiedź

    Brak prawdziwego gospodarza niestety … ale ludzie wybieraja nadal tych samych… bo liczy sie PijaR w wybiorczej i GL….

Napisz komentarz »