REKLAMA

Kronika policyjna

Piorun i gang z Iłowej

Opublikowano 03 kwietnia 2021, autor: Patryk Świtek

W Zielonej Górze trwa proces szajki z Iłowej. Prokuratura zarzuca bandytom porwanie i dręczenie mężczyzny, włamanie do jubilera, kradzież wódki i zniszczenie radiowozu.

Na ławie oskarżonych zasiada trzech mężczyzn – Paweł P. (35 l.) pseudonim Piorun, Grzegorz K. pseudonim Korek oraz Aleksander P. Jest też kobieta – Katarzyna D. (22 l.) mama 1,5 rocznego dziecka, utrzymująca się ze świadczeń socjalnych. Grupa od maja siedzi w areszcie. Do sądu są przyprowadzani w kajdankach.

Bosy bandyta

Głównym bohaterem rozprawy jest Piorun. Udział w porwaniu to tylko fragment tego, o co oskarża go prokurator. Największego przewinienia miał się dopuścić 6 maja w Żaganiu. Doszło wtedy do włamania do jubilera. Akcja była brawurowa. Piorun ok. 11.00 podjechał pod sklep passatem. Był w klapkach. Właścicielka wyszła na chwilę, więc wyłamał drzwi i próbował wynieść sześć palet ze złotymi pierścionkami, kolczykami i łańcuszkami. Wartość łupu to ponad 250 tys. zł. Skok nie wyszedł, bo właścicielka zdążyła wrócić. Widząc bandytę odważnie stanęła w drzwiach. Piorun wydostał się siłą i zaczął uciekać. Właścicielka ruszyła za nim. Na pomoc przybiegły jeszcze trzy kobiety, między innymi właścicielka i pracownica pobliskiego kiosku i przypadkowy świadek. Dopadły Pioruna i zaczęły się z nim szarpać. W trakcie przepychanek mężczyźnie wypadły palety ze złotem. Zgubił też klapki. Kobiety trzymały go za bluzę, więc ją ściągnął i uciekł na bosaka. Policji nie udało się go złapać. Czuł się na tyle bezpiecznie, że po dwóch tygodniach znów zaatakował. Tym razem za cel obrał sobie sklep Dino w Iłowej. Akcję przeprowadził w nocy. Na monitoringu widać, że wybija szybę i dosłownie wpada do sklepu. Po chwili wychodzi stamtąd z 10 butelkami wódki. Straty sklep wycenił na ponad 1,5 tys. zł (327 zł alkohol, 1200 zł szyba). Spod Dino Piorun poszedł prosto pod komisariat policji w Iłowej.  Zauważył zaparkowany radiowóz. Wziął cegłę i rzucił nią w auto. Wybił przednią szybę i uszkodził maskę. Policja stratę wyceniła na 1500 zł. Tam też Piorun nagrał się na monitoringu. Tym razem był w samych skarpetkach.

Porwanie Albana

Dwa dni później (26 maja) Grzegorz K., czyli Korek i Katarzyna D. siłą zmuszają niejakiego Alana, pseudonim Alban, żeby wsiadł do swojej mazdy. Porywają go, ale Alban wyskakuje z jadącego auta i zatrzymuje przypadkowego kierowcę, który zawozi go na komendę. Policji opowiada, że wożono go po drogach w okolicy Iłowej, Gozdnicy i Czernej. Kazano mu zatankować samochód. Na stacji powiedział pracownikowi, że został porwany i żeby ten zawiadomił policję. W aucie był bity pięściami, kluczem do kół i łomem, pocięto mu nogi i ręce nożem do taper. Te rany opisał biegły. Zabrano mu samochód o wartości 5 tys. zł, dwa telefony, buty, ubranie robocze, a także kartę do bankomatu i klucze do mieszkania. Policja w ten sam dzień namierzyła mazdę. Korka w niej nie było. Była za to Katarzyna D. i… Piorun, a także nowa postać – Oliwia J. Przy tej ostatniej znaleziono nóż do tapet. Dziewczyna twierdziła, że był w schowku, i że nie ma nic wspólnego ze sprawą. Podobnie bronił się Piorun, który przyznał się do włamań, ale nie do tego, że kogoś pozbawił wolności. W toku śledztwa policjanci namierzyli jednak innego mężczyznę, który dostał zarzuty. To Aleksander P. W jego telefonie funkcjonariusze odkryli rozmowę z kobietą o nicku „Króliczek”, której pisał, że cztery razy dusił mężczyznę i dwa razy prawie mu się udało. Na końcu śledczy dotarli do Korka. Kiedy go zatrzymywali miał przy sobie metamfetaminę. Odmówił składania wyjaśnień. Broni go Piotr Haładuda, adwokat z Nowej Soli.

Chcieli wyjść z aresztu

Poszkodowany, czyli Alban, już dwa razy nie stawił się na przesłuchaniu. Cała czwórka prosiła w czwartek sędzię Aleksandrę Demkowicz, żeby wypuściła ich z aresztu (siedzą tam od maja ub. r.). Piorun argumentował to m.in tym, że gmina przydzieliła mu mieszkanie i musi podpisać dokumenty. Podczas rozprawy nieoczekiwanie o głos poprosiła Katarzyna D. – Chciałam cofnąć zeznania dotyczące kradzieży w Dino.

– Ale o czym pani mówi? – dziwiła się sędzia.

– Że powiedziałam, że Paweł P. to zrobił. Chciałam to wycofać – dodała Katarzyna.

– Co to ma znaczyć? Nie można od tak czegoś wycofać. Na jakiej podstawie?

– Pomyliło mi się wtedy – tłumaczyła.

Sędzia westchnęła, kazała zaprotokołować i odroczyła sprawę do maja.

Napisz komentarz »