REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dramat posła. W święta stracił żonę

Opublikowano 10 kwietnia 2021, autor: Patryk Świtek

Jerzy Materna (65 l.) przez tydzień był w śpiączce pod respiratorem, ale wygrał z koronawirusem. Niestety jego żona Barbara odeszła. – Wierzę, że nadal będzie nade mną czuwała – mówi poseł PiS.

– Nie życzę nikomu tego, co przeszedłem przez te trzy tygodnie – wzdycha J. Materna. Przez covid trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. – Powiem wprost, walczyłem o życie. Przez tydzień byłem w śpiączce pod respiratorem – opowiada.

Wkrótce po nim do szpitala trafiła też jego żona Barbara (63 l.). Gdy Jerzy doszedł do siebie poprosił lekarzy, by pozwolili mu czuwać przy jej łóżku.

– Pokonała koronawirusa, ale miała bardzo kruche naczynia. Kilka lat temu przeszła operację nowotworu. Potem miała naświetlania, które spowodowały, że jej organizm był bardzo słaby. Od poniedziałku do środy mogliśmy być razem, ale później nas rozdzielono, bo jej stan się pogorszył. Od Wielkiego Piątku była pod respiratorem, a Wielkanoc (4.04.) odeszła – mówi J. Materna.

– Ostatnie rozmowy to były głównie wspomnienia. Przypominałem jej wszystkie dobre chwile, które razem przeżyliśmy. Dodawałem otuchy – dodaje.

Żonę pochował w piątek (9.04.) na cmentarzu w Zielonej Górze.

Mój diament

– Oboje trafiliśmy do szpitala, ale przeżyło tylko jedno z nas. Widocznie Pan Bóg tak chciał – mówi J. Materna. Z trudem opowiada o tragedii.

– Basia to był mój diament, który teraz utraciłem. Wspaniała kobieta. W życiu miałem tylko jedną ukochaną i to była właśnie moja Basia. Już w podstawówce sobie zaplanowałem, że to będzie moja żona. Czym mnie zauroczyła? To proste – była mądra i piękna. Nic więcej nie było trzeba. 8 stycznia 1982 roku, w stanie wojennym, wzięliśmy ślub. Ślubowałem jej miłość, wierność i uczciwość aż do śmierci. I tak było – opowiada.

– Doczekaliśmy się wspólnie dzieci i wnuków. Basia była wspaniałą mamą i babcią, ale także żoną. Zawsze podtrzymywała mnie na duchu. Przy niej nie musiałem się nigdy o nic martwić. Mogłem się skupić na tym, żeby służyć naszej ojczyźnie. Strasznie będzie mi brakowało naszych wspólnych rozmów przy śniadaniu – mówi.

Będzie czuwała

Mimo tragedii J. Materna czuje dużą wdzięczność. – Przede wszystkim dla personelu medycznego, który się nami opiekował. Nie wiem, jak dziękować lekarzom i pielęgniarkom za profesjonalizm. Wiem też, że wiele osób się za nas modliło. Bardzo im wszystkim dziękuję za wsparcie. Proszę też o dalszą modlitwę za żonę – mówi.

Poseł ma też sporo refleksji o pandemii. – Przestrzegam wszystkich. Covid to nie żarty. Szanujmy się, zachowujmy odległość, dbajmy o bezpieczeństwo. Wiem, że młodzi często bagatelizują pandemię, ale apeluję, żebyśmy byli rozsądni. Nikomu nie życzę tego, co przeszedłem. Ten wirus to jest bardzo poważna rzecz – tłumaczy.

Dodaje, że jak się tylko pozbiera, wróci do pracy w Sejmie. – To ciężki czas dla Polski i musimy go przetrwać. Jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Muszę iść dalej do przodu. Żona będzie mnie wspierać z nieba. Wierzę, że nadal będzie nade mną czuwała – mówi.

Napisz komentarz »