REKLAMA

Wasze sprawy

Żyjemy w strachu

Opublikowano 17 kwietnia 2021, autor: Patryk Świtek

Mieszkańcy Lipki mówią, że boją się wychodzić z domów, bo auta wjeżdżają im na posesje. Małgorzacie i Weronice wjechały ostatnio dwa razy.

Pierwszy był kierowca z Nowej Soli w czerwonym citroenie.

– W sobotę po 8.00 obudziła mnie siostra. Powiedziała, że znów ktoś siedzi w płocie. Wybiegłam, a tu samochód na boku i ogrodzenie skoszone – opowiada Weronika Jarosz.

Z auta o własnych siłach wydostał się mężczyzna. – Miał jakieś 40 lat. Był blady jak ściana. Policji powiedział, że nie wie, jak to się stało – relacjonuje.

W niedzielę (11.04.) Weronika napisała list do Zarządu Dróg Wojewódzkich prosząc o pomoc. Apel jest dramatyczny: „Chcemy, żeby w naszych obejściach było bezpiecznie, mamy dzieci i boimy się o nie. Żyjemy w lęku, że któregoś dnia nasze dziecko stanie się ofiarą bezmyślnego kierowcy wspartego instytucjonalnie przez zarządce drogi, który słabo o nią dba”. Wyliczyła, że w ostatnich pięciu latach, doszło w Lipce do 10 podobnych zdarzeń. Wielu nie zgłaszano na policję.

Znowu ktoś w płocie

W poniedziałek (12.04.) licznik dobił do 11. Ok. 16.30 z drogi wypadł kierowca toyoty. Płotu już nie było, więc przeleciał tylko nad murkiem i zatrzymał się na betonowym słupie energetycznym. Weroniki nie było wtedy w domu. Małgorzata Bal, jej mama, na chwilę pojechała do Konotopu, do Biedronki.

– Po drodze dzwoni koleżanka. Gośka znowu masz kogoś w płocie. Byłam w szoku, że facet przeżył, bo uderzenie było od strony kierowcy. Mówił tylko, że go ręka boli. Był w delegacji. Z Jesionki jechał na zakupy do Biedronki – opowiada.

Policja obu kierowców ukarała mandatami. – Pierwszy dostał stówę bez punktów. A drugi trzy stówy i sześć punktów. Ale to dlatego, że pół wioski „siadło” na policjanta, bo już się zezłościli. Tu cały czas, ktoś ma płot skoszony. Sąsiadowi to prawie w dom wjechali – opowiadają kobiety.

Robert Pachut mieszka kilka domów dalej. – U nas takie zdarzenie było w sierpniu. Facet jechał laguną. Zarzuciło go i się ratował. Bokiem skosił płot. Wysiadł z auta i mówi jechałem 60-tką – opowiada Robert.

– Inny to nam wjechał aż na schody. Prawie do domu – dodaje Julia, mama Roberta.

Jak tu żyć?

Julia to seniorka. Opowiada, że po sierpniowym wypadku dostała nerwicy. – Jak jestem na zewnątrz i słyszę, że nadjeżdża samochód, to wydaje mi się, że zaraz wjedzie do ogródka. Siedzę zestresowana – mówi.

– To, co się tu dzieje, to jest szaleństwo. Od strony Kolska jest wysepka, ale ona nic nie daje.  Kierowcy ją mijają i dodają gaz. Sam widziałem jak się tu ciężarówki wyprzedzały. Strach wyjść z domu – mówi Robert.

Weronika i Małgorzata to mama i babcia 6-letniego Julka i 3-letniej Zosi. Kobiety pokazują ogródek przed domem. Dla dzieci zrobiono plac zabaw. Jest drewniany domek, trampolina, huśtawka na drzewie.

– Mają gdzie się bawić, ale boimy się je wypuszczać na dwór. Po ostatniej akcji gwoździe z płotu wystrzeliły pod drzwiami. Metalową bramkę wyciągaliśmy z piaskownicy. Cały czas im powtarzamy, żeby tylko nie podchodziły do płotu. Ale to przecież tylko dzieci. Jak tu żyć? Cały czas boimy się, że może dojść do tragedii – dodają.

Urzędnicy pojadą na drogę

– Jestem po rozmowie z dyrektorem Tonderem (red. Paweł Tonder, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich) i sprawy nabierają tempa – mówi Henryk Matysik, wójt Kolska. Ustalono, że po 18 kwietnia, kiedy rząd zluzuje obostrzenia, w Lipce pojawi się komisja. Ma się składać z przedstawicieli policji, Urzędu Marszałkowskiego, ZDW i wójta. Zaproszeni mają być także mieszkańcy. Potwierdza to Marzena Toczek, rzeczniczka marszałek, której wysłaliśmy list Weroniki.

„Jesteśmy w trakcie analizy sytuacji na drodze pod kątem możliwości zastosowania odpowiednich elementów wpływających na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego” – napisała M. Toczek. Zapewniła, że po analizie, która będzie polegała m.in. na zmierzeniu natężenia ruchu „Zarząd w miarę posiadanych możliwości podejmie działania mające na celu zniwelowanie zagrożeń w miejscowości Lipka”.

– Jestem przekonany, że tym razem problem będzie rozwiązany. Musimy ustalić, jaka jest przyczyna, że dochodzi tam do tylu zdarzeń. Wtedy będzie można myśleć jakie zastosować rozwiązanie. Jak we wsi był fotoradar, to nie było problemu, ale nie da się do niego wrócić – tłumaczy wójt.

Musimy walczyć 

Mieszkańcy też mają takie odczucie, że kiedy w Lipce był fotoradar, to było bezpieczniej. Weronika wspomina, że jesienią do ZDW poszło pismo z prośbą o urządzenie do pomiaru prędkości, albo jakiś straszak. – Do dzisiaj nikt nam nie odpowiedział – mówi. Teraz wysyła list z dokumentacją fotograficzną i podpisami mieszkańców.

W Lipce nie brakuje pomysłów, co zrobić, żeby poprawić bezpieczeństwo.

– W Konotopie ustawiono światła, które zmieniają się niezależnie od tego, czy stoi przy nich pieszy. Kierowcy muszą się zatrzymać. Może coś takiego by pomogło – mówi Robert.

– W Sławocinie też mieli problem to Mateusz Pachołek postawił budkę, która imituje fotoradar. Wywalczył świecące znaki, gumowe paski na asfalcie i nagle wypadków jest tam mniej. Też musimy walczyć, bo inaczej dojdzie tu do tragedii zwłaszcza, że niedługo przy drodze wybudują Dino i będzie jeszcze większy ruch – kończy Małgorzata.

Napisz komentarz »