REKLAMA

Wasze sprawy

Niech się w końcu coś zadzieje!

Opublikowano 17 kwietnia 2021, autor: Michał Szczęch

Fundacja Karolat z prezeską Agnieszką Adamów-Czaykowską na czele zorganizuje kolejne Święto Bzów. Przez pandemię ? w nieco innej formie. Co nie znaczy, że nie będzie ciekawie.

Regionalna: Jak zorganizować Święto Bzów w czasach pandemii? 

Agnieszka Adamów Czaykowska: – Zastanawialiśmy się długo. Podjęcie ostatecznej decyzji w grudniu czy w styczniu byłoby ryzykowne. Nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Tak jak w tamtym roku, mogliśmy poświęcić mnóstwo pracy, a imprezę trzeba byłoby odwołać…

Stąd pomysł, by w tym roku zorganizować Święto Bzów w odcinkach? 

– Tak, bo taka formuła daje nam dużo elastyczności w działaniu. Będzie to kilka mniejszych imprez. W razie konieczności łatwiej będzie je przesunąć w czasie, ewentualnie, w razie konieczności odwołać. Poprzednie Święta Bzów były spektakularne, barwne. Dużo się działo. Tegoroczne imprezy na pewno będą dużo spokojniejsze. Plus na pewno jest taki, że skoro Święto Bzów rozłożymy w czasie, to i więcej będzie się działo w Siedlisku na przestrzeni kolejnych miesięcy.

Co macie w planach? 

– Imprezy będą się odbywały w różnych miejscach, nie tylko w zamku, bo nie możemy obciążać właściciela taką liczbą wydarzeń. Zaczynamy już w niedzielę, 25 kwietnia. Zbieramy się o 10.00 przed zamkiem i ruszamy na rajd rowerowy, oczywiście z zachowaniem odległości i innych środków ostrożności. Udział może wziąć każdy. W tym roku tematem rajdu są drzewa, a jego tytuł brzmi „Nadzieja w karolackich drzewach zaklęta.

Ważne przesłanie zwłaszcza dziś, gdy drzewa wycina się tak lekką ręką. 

– My dla odmiany będziemy sadzić. Planujemy zasadzić lipę w miejscu, w którym kiedyś rosła legendarna lipa, z którą związana jest nawet legenda. Celem udowodnienia czyjejś niewinności, została posadzona korzeniami do góry, a częścią zieloną do ziemi. Taki miał być wyrok boski, że jeśli drzewo się przyjmie, to znaczy, że oskarżony jest niewinny. A jeśli się nie przyjmie, to znaczy, że jest wina. Drzewo się przyjęło, rosło. Kilkanaście lat temu niestety uschło. Stąd pomysł, by zasadzić nowe. Wpadła na to Basia Szymańska. Nadleśnictwo podaruje nam sadzonkę.  Postawimy tam tablicę z legendą.

W których to okolicach? 

– Za marketem Dino. Stamtąd pojedziemy drogami leśnymi w okolice dużego mostu, gdzie rośnie dąb nazwany imieniem jednej z karolackich księżniczek. Pan Jan Wojtasik przybliży historię tego drzewa. Pojedziemy na most w Stanach, którego historię przybliży pan Tomek Andrzejewski. Odwiedzimy też oczywiście odrestaurowaną dzwonnicę w Stanach. Rajd zakończymy w Zwierzyńcu, gdzie dzięki uprzejmości myśliwych na ich stanicy rozpalimy ognisko. Będzie można upiec kiełbaskę. I tam się rozstaniemy.

Kto może wziąć udział w tym rajdzie? 

– Każdy. Wystarczy sprawny rower, kamizelka, maseczka, prowiant na drogę. Aha! Będzie też konkurs dotyczący poprzednich edycji rajdu. Warto śledzić naszą stronę na Facebooku. Pozyskaliśmy sponsorów: Nadleśnictwo Nowa Sól, sklep eTraper i sklep rowerowy Kacper. Nagrody na pewno będą fajne.

Co poza rajdem? 

– W czerwcu chcemy zorganizować spotkanie nad Odrą. Siedlisko jest pięknie położone nad rzeką i te walory też trzeba wykorzystywać. Możliwe, że czerwcowe spotkanie połączymy z Nocą Kupały. W planach mamy na przykład warsztaty plecenia wianków, które później wypuścimy na wodę, plenerowe koncerty, śpiewy z gitarą przy ognisku. W kolejnych miesiącach na pewno będą spektakle, występy, również w zamku. Ale nie chcemy jeszcze określać terminów, bo w dzisiejszych, niepewnych czasach, wszystko może się zmienić. Poza tym wciąż ustalamy wykonawców. Na pewno któreś ze spotkań zorganizujemy też na Wzgórzu Adelajdy. Z pewnością niektóre pomysły zrodzą się na bieżąco i je również będziemy próbowali realizować.

Łatwo było zmobilizować ludzi do działania, do zaangażowania się w organizowanie, planowanie? 

– Na pewno z powodu pandemii mamy mniej okazji do spotykania się. Ale generalnie nie ma problemu. Jak rzuciłam hasło, że musimy podjąć jakąś decyzję, gdy zapytałam, czy odpuszczamy, czy działamy, to pojawiły się głosy, że trzeba coś robić, że dość już tego siedzenia. Niech się w końcu coś zadzieje. Tak więc energia w naszej grupie jest.

A dlaczego pani się chce? Przecież mogłaby pani odpuścić, zrobić coś może za rok, za dwa lata, jak wszystko się uspokoi. Ma pani pracę na głowie, studia… 

– Chce mi się, bo uwielbiam spotkania z ludźmi. Bo uwielbiam siedzieć przy ognisku. Bo to odskocznia, tak potrzebna zwłaszcza dziś. Jasne, że organizowanie takich spotkań, to masa obowiązków. Zdarza się, że się budzę w nocy i przypominam sobie, że coś jeszcze mam zrobić, gdzieś zadzwonić. Ale ja to lubię. W tamtym roku, gdy przyszła pandemia i zrezygnowaliśmy z Święta Bzów, bardzo mi tego stresu, tego budzenia się w środku nocy brakowało.

Stęskniła się pani? 

– Tak! Za dobrze spałam. Nic się nie działo. Był marazm.  A ja z mężem jesteśmy tak nauczeni, że coś w życiu musi się dziać. I nawet jeśli czuję się zmęczona, jeśli mi się przez chwilę nie chce, to mąż zaraz woła „Aga, trzeba zadzwonić!, „Aga, termin goni!”, „A może jeszcze byśmy to zrobili!”. Mam ogromne wsparcie w mężu, bo myśli podobnie jak ja.

A dlaczego te działania są ważne dla mieszkańców? 

– Bo chyba każdy potrzebuje kontaktu z ludźmi, z kulturą, ze śpiewem, z występami, z przyrodą. I chociaż swoim uczestnictwem można pokazać, że fajnie, że ktoś coś robi. Jeśli ludzie przyjdą na rajd, na ognisko, na spektakl, to będzie dla mnie dowód, że warto to wszystko organizować.

Dziękuję za rozmowę. 

Napisz komentarz »