REKLAMA

Samorząd

Po co nam konserwator?

Opublikowano 17 kwietnia 2021, autor: Patryk Świtek

Kamila Florczak nie chce, żeby gmina utrzymywała stanowisko Powiatowego Konserwatora Zabytków. – Wydajemy gminne pieniądze, a prawie nie mamy zabytków. Ta pani nie ma u nas co robić – tłumaczy radna.

Co roku gminy z powiatu nowosolskiego robią zrzutkę na pensję Mirosławy Kochańskiej, Powiatowego Konserwatora Zabytków. Stanowisko stworzono w 2011 roku. Od tamtego czasu cyklicznie w gminach pojawiają się uchwały o przekazaniu pieniędzy na jego utrzymanie. Ogółem trzeba uzbierać ponad 70 tys. zł. Najwięcej, bo 43 952 zł daje miasto Nowa Sól.

Pod koniec marca dotację w wysokości 3 tys. 663 zł przegłosowano w Kolsku. Rada nie była jednak jednomyślna. Tomasz Bączkowski wstrzymał się od głosu, a Kamila Florczak była przeciwna. Czemu?

– Od początku kadencji ta dotacja budziła w nas wątpliwości. Wymusiliśmy więc spotkanie z panią konserwator. Przyjechała chyba po roku. Zapytaliśmy, ile mamy zabytków. Wyszło, że można je zliczyć na palcach jednej ręki. Spytaliśmy ją, dlaczego nic nie dzieje się w parku w Konotopie, skoro jest nowy właściciel. Powiedziała, że wyśle w tej sprawie pismo do Wojewódzkiej Konserwator, ale do dzisiaj nie widziałam pisma, ani odpowiedzi. Wydajemy te pieniądze i nie wiadomo po co, bo sama pani konserwator przyznała nam, że nie ma żadnej mocy sprawczej i musi pisać w wielu sprawach do Konserwator Wojewódzkiej – mówi radna.

– Co roku płacimy na konserwatora, a do rejestru zabytków mamy wpisany park przy szkole w Kolsku, szkołę w Kolsku, park w Konotopie i dwa kościoły. Naszej gminie nie jest potrzebna ta pani, bo ona nie ma u nas co robić, a my ją utrzymujemy – dodaje T. Bączkowski.

Tyle pracy, że ledwo zipie

Radni powiatowi mówią, że M. Kochańska na sesjach się nie pojawia. Nie przedstawia też radzie rocznych raportów ze swojej pracy.

O taki raport z 2020 roku poprosiliśmy Annę Chyłę, rzecznik powiatu nowosolskiego. Minęły dwa tygodnie i nic nie przysłała. Nie wiemy więc, ile spraw musiała w ub. roku załatwić.

– Setki – mówi Barbara Bielinis-Kopeć, Wojewódzka Konserwator Zabytków. Tłumaczy, że Powiatowa Konserwator podlega pod starostwo, ale ma wgląd w jej pracę.

– Nie wiem, jakie tam są ustalenia. Czy musi przekazywać jakieś raporty, ale proszę mi wierzyć, ona ma tyle pracy, że ledwo zipie – tłumaczy.

– Idea stworzenia tego stanowiska była taka, żeby konserwator był bliżej ludzi. Żeby nie musieli jeździć ze swoimi sprawami do Zielonej Góry. I to się sprawdza. Bardzo nas odciążyła. Gdyby sprawy z powiatu miały nagle do nas wrócić, to byłoby to gorzej dla mieszkańców, bo ja nie mam dodatkowego etatu. Po naszej stronie zostały takie duże zadania, gdzie trzeba robić badania. Co innego wydać pozwolenie na wymianę okna, czy zamontowanie reklamy, a co innego zezwolić na remont zamku. Uważam, że jest całkiem niezłym konserwatorem i mocno się stara. Nie mam do jej pracy żadnych zastrzeżeń – tłumaczy.

Napisz komentarz »