REKLAMA

Kultura, Oświata

Czasy tablicy i kredy odeszły

Opublikowano 16 maja 2021, autor: Michał Szczęch

Gmina chce się postarać o pieniądze na dodatkowe kształcenie dla uczniów podstawówek w Nowym Miasteczku i Borowie Wielkim. Czy szkoły z prowincji to wciąż uboższe siostry szkół z dużych miast? – o to pytamy Zbigniewa Ogrodniczuka, dyrektora z Borowa.

Zbigniew Ogrodniczuk: – Staramy się o pieniądze z urzędu marszałkowskiego, na zajęcia podnoszące kompetencje z zakresu matematyki, informatyki i nauk przyrodniczych.

Regionalna: To pieniądze między innymi dla uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych i zdrowotnych. Macie takich uczniów?

– Każda szkoła ma uczniów ze specyficznymi trudnościami, wynikającymi z różnych dysfunkcji. Zawsze staramy się doposażać szkołę również pod kątem tych uczniów. Jeśli mamy słabowidzących, to potrzebne są odpowiednie czcionki, urządzenia powiększające. Jeśli słabosłyszących, to potrzebujemy sprzętu pozwalającego lepiej słyszeć i tak dalej. Tych różnych dysfunkcji jest naprawdę bardzo wiele. Bywa, że w klasie jest kilkoro dysfunkcyjnych uczniów i każdy wymaga innych specjalistycznych pomocy dydaktycznych. To bywa trudne. Dlatego jak tylko pojawiają się szanse na dofinansowanie, to staramy się skorzystać.

W projekcie mowa jest o nowoczesnym sprzęcie multimedialnym, o pomocach dydaktycznych, o uzupełnieniu księgozbioru…

– Mamy XXI wiek. Zwłaszcza przez miniony rok, gdy uczyliśmy głównie zdalnie, pojawiło się wiele firm i wydawnictw, które tworzą różnorodne programy, scenariusze lekcji, filmiki i tym podobne rzeczy. Żeby skorzystać, trzeba mieć odpowiedni sprzęt. Potrzebne są albo tablice multimedialne, albo monitory dotykowe. Ja uważam, że takie tablice powoli stają się przeżytkiem, dlatego zainwestowaliśmy w monitory dotykowe, to najnowocześniejszy sprzęt. Potrzebne są też inne dodatkowe rzeczy, co chwila na rynku pojawia się coś nowego. I trzeba z tego skorzystać. To posłuży wszystkim dzieciom, nie tylko tym z dysfunkcjami.

Czy szkoły takie jak wasza, czyli trochę na boku, w mniejszej gminie, dostrzega się w urzędzie marszałkowskim, albo dalej, w ministerstwie w Warszawie?

– Często w założeniach projektów są wskazania, że są kierowane do szkół małych, wiejskich.

Pochodzę z małej miejscowości. Za moich czasów, gdy 20 lat temu szedłem do liceum, różnica między szkołami wiejskimi i miejskimi była ogromna, na korzyść tych miejskich. A jak jest dzisiaj? Czy szanse dla uczniów wiejskich i miejskich są już równe?

– Myślę, że to zależy od szkoły. W Borowie Wielkim pracuję już kilka lat. Przyszedłem tu z założeniem, żeby tę placówkę bardzo mocno rozwinąć. I myślę, że w znacznym stopniu mi się to udało. Korzystamy między innymi z pieniędzy zewnętrznych. W każdej klasie mamy monitor dotykowy. Czymś takim nawet nie każda szkoła miejska może się pochwalić. Myślę, że moi uczniowie, opuszczając mury podstawówki, mogą się chwalić, że wychodzą ze szkoły, która jest co najmniej jedną nogą w XXI wieku. Ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie szkoły tak funkcjonują.

Gmina pomaga?

– Mamy to szczęście, że burmistrz Danuta Wojtasik stara się nam pomagać. Na pewno zdaje sobie sprawę, że mieszkańcy Borowa Wielkiego w zasadzie mają tylko szkołę. W miastach są domy kultury, kluby sportowe. A my mamy szkołę i kościół. W tej chwili to jest centrum kulturalne wiejskiego życia. I trzeba to rozwijać.

Czy pandemia zmieniła myślenie o kierunku rozwoju szkół?

– Na pewno. Mnie pandemia utwierdziła też w tym, że obrałem dobry kierunek, już wcześniej idąc w komputeryzację szkoły. Gdy pojawiła się nauka zdalna, my w znacznym stopniu byliśmy już przygotowani. Bardzo szybko udało się nam wprowadzić zdalne lekcje. Skorzystaliśmy oczywiście z dwóch pomocowych programów, tak jak inne szkoły. Ale u nas komputery w zasadzie poszły do rodziców uczniów. Ja nie musiałem się martwić, czy nauczyciele mają na czym pracować. Zadbaliśmy o to już wcześniej, gdy nikt jeszcze nie myślał o pandemii. W czasach pandemii wyposażyliśmy nauczycieli w tablety graficzne, żeby im ułatwić na przykład pisanie równań, wzorów fizycznych i chemicznych.

Czyli w szkole nie ma już czegoś takiego, jak zwykła tablica, kreda i gąbka?

– Już od kilku lat nie ma u mnie czegoś takiego. Czasy zwykłej tablicy i kredy odeszły. W salach mamy jeszcze te białe tablice, po których się pisze flamastrem. Można ich użyć, gdy trzeba na przykład zapisać coś, co ma być widoczne przez całą lekcję.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »