REKLAMA

Komunikacja

Droga przez mękę

Opublikowano 05 czerwca 2021, autor: Filip Pobihuszka

Od 20 lat mieszkańcy Ługów domagają się remontu drogi prowadzącej w stronę Zielonej Góry. Tyle tylko, że to już nie jest ich gmina. – Przesuńmy granicę – proponuje wiceprezydent Zielonej Góry. – Ja mogę przesunąć granicę nawet pod urząd miasta – komentuje burmistrz Otynia.

– Mój dziadek zamieszkał w Ługach w 1972. Wtedy jeszcze droga była brukowana. Krótko później wylali asfalt. I od tamtej pory nic się nie dzieje – mówi jedna z mieszkanek wsi.

Droga, o której mowa to wylotówka z Ługów w kierunku Zielonej Góry. Nieco ponad kilometr za ostatnimi zabudowaniami stoi znak, który informuje, że oto wjeżdżamy do stolicy województwa. Ale o zmianie gminy świadczy też nawierzchnia. Te kilkaset metrów między znakiem a skrzyżowaniem z kolejną drogą, to istny dramat. Widok jest dokładnie taki, jakiego możemy spodziewać się po drodze nietkniętej remontem przez 50 lat.

Bardzo uczęszczana droga

– Kiedyś była tam taka tabliczka: „Wjeżdżasz do Zielonej Góry. Zaciśnij zęby” czy coś takiego – śmieje się sołtyska Ługów, Violetta Domin. Ale prawda jest taka, że we wsi mało komu jest do śmiechu, gdy musi przez feralny odcinek przejechać.

– Ja już sołtysem jestem siódmy rok. A droga jest w takim stanie… Trzech sołtysów do tyłu, liczyć każdego kadencję po cztery lata… No, to jest ponad 20 lat – liczy na szybko pani Violetta.

Tę część drogi, która jest jeszcze przed znakiem, kilka lat temu wyremontował powiat wespół z gminą. Zielonogórski odcinek wciąż czeka. – Jak my możemy dalej walczyć? Tylko pismami. Miałam ostatnio wymianę zdań z panem Kubickim na Facebooku. Obruszył się, bo napisałam, że ma nas w głębokim poważaniu – opowiada pani sołtys.

I przekonuje, że to wcale nie jest jakaś tam droga na uboczu, którą nikt nie jeździ. – To jest bardzo uczęszczana droga. Ludzie z Jędrzychowa, Zatonia i reszty Zielonej Góry jeżdżą tamtędy do nas do pracy, na strefę. Wożą też dzieci do przedszkola. No i bardzo dużo ludzi z Ługów pracuje też w Zielonej Górze – argumentuje. – Poza rym, jak jest wypadek na S3, to objazd jest właśnie przez Ługi. I to wszystko jest ujęte w pismach. Ja mam całą teczkę tych pism – mówi.

Przesuńmy granicę

Co na to Zielona Góra? – Po połączeniu miasta i gminy, scedowaliśmy decydowanie o tym, jakie drogi będą remontowane i w jakim okresie, na mieszkańców. I jeżeli mieszkańcy sołectwa Zatonie będą mówili, że chcą wyremontować tę drogę, zamiast drogi u siebie w Zatoniu, to dlaczego nie? – mówi wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk. Oczywiście na to się nie zanosi. Tak samo, jak nie zanosi się na remont, który byłby w 100 proc. sfinansowany z zielonogórskiego budżetu. – W momencie gdy społeczność Zielonej Góry nie jest tym zainteresowana, trudno prezydentowi podejmować decyzję o wydawaniu miliona złotych na remont – dodaje.

Kaliszuk rozwiązanie widzi tylko jedno. – Myślę, że właściwym kierunkiem jest rozpoczęcie rozmów o zmianie granic. Miasta wojewódzkie są wyłączone z funduszu dróg samorządowych. W przeciwieństwie do gmin i powiatów. Więc wydaje mi się, że remont najszybciej stanie się możliwy, gdy ta droga znajdzie się na terenie powiatu nowosolskiego i gminy Otyń – wyjaśnia. – Robiliśmy to już przy okazji obwodnicy południowej, zamieniliśmy się terenem z gminą Świdnica – dodaje.

Co istotne, Kaliszuk podkreśla, że gdyby doszło do zmiany granic, a nowym właścicielom udało się pozyskać środki zewnętrzne na remont, to i Zielona Góra mogłaby coś dorzucuć.

Droga jak gorący kartofel

Jak propozycję wiceprezydenta Kaliszuka komentuje burmistrz Otynia? – Nie widzę problemu z przesunięciem granic, ja mogę przesunąć granicę nawet pod urząd miasta w Zielonej Górze! – żartuje Barbara Wróblewska. A już na serio dodaje: – Pozbywanie się czegoś, co jest niepotrzebne i niewygodne? Tak chyba nie powinna wyglądać samorządowa współpraca. Należy usiąść do stołu i rozmawiać, szukając najlepszego rozwiązania. I nie przyjmować postawy, w której dany problem to gorący kartofel, który najlepiej rzucić w inne ręce – mówi.

Pani burmistrz podkreśla też, że w Zielonej Górze problem jest doskonale znany od lat, ale odpowiedź jest zawsze taka sama. – Wszystkie pisma od mieszkańców, ale też moje pisma, trafiają na biurko pana wiceprezydenta. I co roku słyszymy, że nie ma na ten remont środków – wzdycha.

Wróblewska zauważą też, że nawet gdyby doszło do przesunięcia granicy gminy, rzeczony odcinek w dalszym ciągu byłby drogą powiatową, a nie gminną. – Ale ja oczywiście nie unikam współfinansowania różnych przedsięwzięć, bo w końcu robimy to dla tych samych mieszkańców – wyjaśnia.

Tylko milion złotych

Jednym z mieszkańców wsi, który od lat próbuje pchnąć do przodu sprawę remontu, jest Marek Olczyk. W Ługach mieszka od 2008 roku. Ma całą teczkę papierów, które wysyłano w sprawie drogi. Ma też 300 podpisów mieszkańców Ługów i Czasławia, jeszcze z roku 2011.

Według niego optymalnym rozwiązaniem byłoby powielenie scenariusza, który zrealizowano za Czasławiem, gdzie na drogę zrzucały się samorządy i Lasy Państwowe. – Rozmawiałem z nadleśnictwem. Oni mogliby uczestniczyć w remoncie, ale z inicjatywą powinno wystąpić miasto – mówi.

Według pana Marka, koszt remontu to milion złotych. – Tylko milion! – podkreśla. – Podzielmy to na 300, 400 tysięcy. To jest pryszcz! Każdy tą drogę rozjeżdża, więc każdy powinien się dorzucić – przekonuje.

Mieszkańcy próbowali zainteresować tematem kogo się tylko da. – Chyba wszyscy święci wiedzą o tej drodze. Już nie ma kogo informować. Ale przypominać trzeba. U nas nie ma działania, dopóki nie stanie się jakieś nieszczęście – kwituje pan Marek.

Do tematu wrócimy.

Napisz komentarz »