REKLAMA

Kronika policyjna

Zabił nożem i siekierą

Opublikowano 19 czerwca 2021, autor: Patryk Świtek

21-letni Kamil Wyciszkiewicz został zadźgany na działce w Nowej Soli. – Całe życie miał przed sobą. Chcieliśmy go ściągnąć do nas do Anglii, ale nie zdążyliśmy – mówi jego ojciec.

Nowosolska prokuratura bada, co dokładnie wydarzyło się na działkach przy ul. Południowej w Nowej Soli. Na tę chwilę wiadomo, że w nocy z piątku na sobotę (11-12.06.) doszło tam do morderstwa. Sprawcą jest 34-letni nowosolanin, częsty bywalec noclegowni. Nie wiadomo, czy ruszyło go sumienie, ale powiedział komuś, co zrobił i poprosił, żeby powiadomić policję. Po północy funkcjonariusze byli już na działkach, a pijany sprawca trafił do aresztu.

Ofiarą okazał się 21-letni Kamil Wyciszkiewicz. Wstępnie ustalono, że mężczyźni pili razem alkohol. W pewnym momencie doszło do awantury i 21-latek został dźgnięty. Prokuratura zabezpieczyła na miejscu nóż i siekierę.

Po sekcji zwłok ustalono, że Kamil został kilkakrotnie uderzony tymi przedmiotami w głowę i okolice klatki piersiowej. Zginął na miejscu.

34-latek w poniedziałek (14.06.) rano stanął przed sądem. Nie wypiera się tego co zrobił. Na razie trafi na trzy miesiące do aresztu, ale grozi mu dożywocie. Być może prokuratura zleci badanie psychiatryczne.

W mediach społecznościowych pojawiła się plotka, że sprawca i ofiara byli braćmi, ale prokuratura nie potwierdza pokrewieństwa między nimi. Potwierdza za to, że obaj mężczyźni byli znani organom ścigania.

Miał wracać do Anglii

Udało nam się porozmawiać z Piotrem, ojcem Kamila. Opowiada, że chłopak pochodzi z Nowej Soli. – Mieszkaliśmy przy ul. Głogowskiej. Później moje małżeństwo się rozpadło i była żona zabrała go do Anglii. Miał wtedy 7 lat – opowiada Piotr.

– Całe życie mieszkał pod Manchesterem. Lepiej mówił po angielsku niż po polsku – tłumaczy ojciec. Opowiada, że długo nie miał z synem kontaktu, ale kiedy ten dorósł, sam się do niego odezwał.

– Kamil narozrabiał trochę w Anglii i jakieś cztery miesiące temu został deportowany do Polski. Matka przyjechała za nim. Nie wiem, co się później z nimi działo. Podobno widziano ich razem w piątek. Jego telefon jest cały czas aktywny i zgłaszałem to prokuraturze – mówi Piotr.

– Wiem, że Kamil nie miał lekko. Pomieszkiwał na działkach. Chciałem go ściągnąć do siebie, ale nie zdążyłem. Niedawno ze sobą pisaliśmy, a kilka dni później dowiedziałem się od córki, że został zamordowany. Do tej pory nie mogę do siebie dojść. Taki młody chłopak. Całe życie miał przed sobą… – mówi Piotr.

Napisz komentarz »