REKLAMA

Samorząd

Podejrzliwości mamy prawo mieć!

Opublikowano 29 sierpnia 2021, autor: Filip Pobihuszka

Takimi słowami skwitował kłótnię na sesji radny Kowalewicz. – Proszę mi nie sugerować, że robimy coś pod kogoś! – denerwowała się z kolei burmistrz Wróblewska. W takiej atmosferze gmina przejmowała drogi od Skarbu Państwa. Dyskusja szybko zeszła na temat rekultywacji w Bobrownikach.

Są w gminie Otyń leśne dukty, którymi zarządza ratusz, choć należą do Skarbu Państwa. A w zasadzie należały, bo na ostatniej sesji przegłosowano dwie uchwały w sprawie komunalizacji tego mienia, czyli po prostu przejęcia. Chodziło o kilka odcinków na północy gminy, między Niedoradzem a Bobrownikami.

Spotkało się to z oporem radnych opozycji.

– Zastanówmy się, po co nam to jest potrzebne – pytał radny Robert Kowalewicz, argumentując, że gminie nie jest potrzebna odpowiedzialność za drogę, której stan jest nieznany. – Czy jeśli gmina nie przejmie tych dróg na własność, to mieszkańcy nie będą mogli z tych dróg korzystać? Będą mogli. A jeśli przejdzie to na własność gminy, to gmina będzie musiała o to dbać i to zabezpieczać. To są drogi donikąd, gdzieś w lasach – przekonywał z mównicy.

Nasze działania są perspektywiczne

Chwilę później pojawiła się tam burmistrz Barbara Wróblewska, która dziwiła się, że radny nie przyjmuje tłumaczeń, na czym polega komunalizacja. – Zarządcą drogi jesteśmy od 2010 roku, łącznie z tymi odcinkami, które przejmujemy. Gdyby poprzednicy w 2010 uregulowali stan prawny, nie byłoby dziś tego tematu – mówiła.

Burmistrz przyznała też, że w ubiegłym roku to starosta zwrócił się do gminy o uregulowanie stanu prawnego gruntów.

Po szefowej gminy głos zabrał radny Artur Mielczarek, który bezpośrednio odniósł się do słów Kowalewicza. – To, że ten fragment drogi nie jest nikomu potrzebny, to nie znaczy, że na dziś zamykamy temat – stwierdził. – Nasze działania są perspektywiczne. One są wieloletnie. My nie wiemy, co w najbliższym czasie się zmieni i co będzie nam potrzebne. Przejęcie tego mienia nie wiąże się z żadnymi kosztami, problemami czy trudnościami. Myślę, że wręcz odwrotnie. W najbliższym czasie, kiedy dojdzie do różnych zmian, nie będziemy musieli upraszać kogokolwiek i stukać do różnych drzwi o przyzwolenie na skorzystanie z tego terenu – argumentował, czym sprowadził rozmowę z tematu komunalizacji na temat rekultywacji. Przejmowane przez gminę drogi stanowią bowiem alternatywny dojazd do składowiska w Bobrownikach.

– A przypisywanie działań pani burmistrz, że to działanie na korzyść jednego z mieszkańców, w sensie drogi dojazdowej do wywożenia śmieci, myślę, że ma się nijak do tego tematu – skwitował.

Dziś tylko regulujemy!

Wróblewska z kolei stwierdziła, że nie chciała poruszać tego tematu, ale skoro zahaczył o niego Mielczarek, zaczęła wyjaśniać dalej. Przyznała, że to firma prowadząca rekultywację zwróciła się do starostwa, jako zarządcy mienia Skarbu Państwa, z prośbą o uregulowanie sytuacji. – Ale wszelkie pozwolenia musi uzyskać od zarządcy drogi, czyli urzędu w Otyniu. Zarządzamy tą drogą od 2010 roku, a dziś tylko regulujemy – powtórzyła zniecierpliwiona pani burmistrz.

Wróblewska zarzuciła też radnym opozycji złe nastawienie i podejrzliwość. – Proszę mi nie sugerować, że to się robi pod kogoś – odparła.

Mamy prawo mieć wątpliwości

Kowalewicz oczywiście nie zamierzał kończyć dyskusji i ponownie pojawił się na mównicy. Najpierw zwrócił się bezpośrednio do Mielczarka i skomentował jego wystąpienie: – Chciałem uświadomić pana radnego, że właściciel firmy Rekultywacja Odra Bobrowniki nie jest mieszkańcem naszej gminy. I przywozi nam śmieci.

Następnie zwrócił się do Wróblewskiej. – Podejrzliwości to mamy prawo mieć – odparł podpierając się dokumentami z ubiegłego roku. Chodzi o umowę, jaką gmina zawarła z Nadleśnictwem Przytok w sprawie udostępnienia dróg. – A wszystko po to, by pomóc panu, który prowadzi rekultywację. Umowa jasno precyzuje, kto będzie odpowiadał za zniszczenie tej drogi, jeżeli będzie wożone. Gmina. Nie pan z rekultywacji. I właśnie dlatego mamy prawo nie dowierzać. Tak jest w życiu, że człowiek ma prawo być nieufnym, pani burmistrz – skwitował radny Kowalewicz i zszedł z mównicy.

Pan doskonale o tym wie

Tu wtrąciła się skarbnik Krystyna Nadolska, która wyjaśniła, że w sprawie dzierżawy wystawiono już noty obciążeniowe i to firma ma pokryć należności, które gmina zapłaciła za ubiegły i bieżący rok.

Na koniec, na mównicy jeszcze raz pojawiła się Wróblewska. – Jako zarządca drogi nie mogę ograniczyć dojazdu do placu, na którym odbywa się rekultywacja. Moim zadaniem jest taką drogę wskazać. Minimalizowaliśmy uciążliwość dla mieszkańców, ale całkowicie zablokować nie możemy, musimy działać zgodnie z prawem – mówiła. – I cały czas jestem za tym, żeby nie jeździć przez Otyń i Bobrowniki. Od początku byłam temu przeciwna i pan doskonale o tym wie – zwróciła się do Kowalewicza.

Rekultywacyjne ustalenia

Radny Kowalewicz już wcześniej dał się poznać jako przeciwnik rekultywacji w Bobrownikach. W czerwcu pisaliśmy o kilkugodzinnym spotkaniu, na którym spotkali się mieszkańcy, inwestor, radni i władze gminy. Efektem było porozumienie co do sposobu i harmonogramu prac rekultywacyjnych. Ustalono, że inwestor będzie zwoził śmieci służące do rekultywacji drogami gruntowymi. Prace potrwają nie do 2027 roku, jak początkowo planowano, a do roku 2024. Ilość zwiezionych odpadów spadnie o 30 tys. ton. Spółka prowadząca rekultywację sprezentuje też gminie 450 lip.

– Jako mieszkańcy Bobrownik, nie jesteśmy zadowoleni z takiego rozwiązania. Nie chcemy zwożenia śmieci pod przykrywką rekultywacji – komentował wówczas Kowalewicz. Podkreślał, że ma żal do władz powiatu i województwa, że niczego nie konsultowały z mieszkańcami.

Według Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, rekultywacja w Bobrownikach nie łamie prawa.

Napisz komentarz »